Borelioza

W dzisiejszym odcinku będzie o jednym z największych przekrętów w polskiej „alternatywnej medycynie” – o boreliozie.

Tak jak pisałem na stronie „o mnie”, swego czasu miałem całkiem poważne pogorszenie stanu zdrowia – kilkanaście niezbyt powiązanych ze sobą objawów, wszystkie wyniki dobre albo prawie dobre, lekarze nic nie byli w stanie powiedzieć. Nie wiedziałem zbyt wiele o medycynie, sięgnąłem oczywiście do internetu. Jak wiadomo, internet daje tylko dwie diagnozy – raka i boreliozę. Akurat trafiłem na to drugie.

Zabłądziłem na jedno z for internetowych poświęconych tej chorobie (to na gazeta.pl), oczywiście każdy stwierdził tam bez najmniejszych wątpliwości, że moje objawy i wynik badania (1 prążek na western blocie) to pewna, 100% borelioza. Konieczne jest wielomiesięczne, a może nawet wieloletnie leczenie. Wydało mi się to nieco podejrzane. Po pierwsze dlatego, że żaden lekarz (z kilkoma to konfrontowałem) nie zgadzał się z opinią Goździkowych z forum internetowego, po drugie – każda zgłaszająca się tam osoba miała rozpoznanie „100% pewnej boreliozy wymagającej wielomiesięcznego, nawet wieloletniego leczenia”. Każda bez wyjątku.

Potem zacząłem zauważać ciekawsze rzeczy – sugerowano ludziom, żeby nie zwracali uwagi na ujemne wyniki testów, bo borelioza jest niewykrywalna i w zasadzie każdy musi się leczyć. Osoby które sugerowały chorym, że mają jakieś inne schorzenie, czasem o oczywistych wręcz objawach – były usuwane z forum, podobnie jak posty z takimi sugestiami. Coś mi tam mocno śmierdziało. Bardzo mocno.

Kroplą przepełniającą czarę była ułożona wtedy przeze mnie terapia, którą na sobie przetestowałem – uzupełniłem witaminy i minerały. Jak się okazało, moje objawy były wywołane między innymi niedoborem witaminy D3, po kilku tygodniach byłem zdrowy. Jak to tak? Całe forum przekonywało mnie, że MUSZĘ przez miesiące, albo nawet lata oddawać pieniądze lekarzowi którego mi wskażą, inaczej niewątpliwie umrę i będę się czuł tylko gorzej, a tu kilka tygodni witamin które kosztowały mnie dosłownie 20 zł i jestem całkowicie zdrowy? Ktoś mnie tu w konia chciał zrobić, naciągnąć na grube tysiące…

Najgorsze jest to, że teraz na forach łączy się antybiotyki i suplementy, te same którymi się wyleczyłem. Gdybym dał się na takie coś namówić, być może uwierzyłbym, że faktycznie miałem boreliozę a nie zwykłe niedobory pokarmowe, może teraz bym ludziom wmawiał że muszą się na nią leczyć…

autumn-194834_1280
Nie balibyście się wejść do takiego lasu? Kleszcze czają się wszędzie…

Nie wiem, jak nazwać tę grupę osób… może „fanklub boreliozy”? Tak czy siak, twierdzą oni, że jest to choroba, która – jeśli już się rozwinie – jest niezwykle trudna do wyleczenia, wymagająca końskich dawek antybiotyków zażywanych naprawdę bardzo długo, rekordziści biorą je już ponad 5 lat, bez żadnej poprawy stanu zdrowia – no cóż, zapewne jeszcze 15 lat i uda się wytępić bakterie, prawda?

Owe wielomiesięczne, czasem wieloletnie okresy są dla fanklubu dowodem na to, że choroba jest koszmarnie trudna w leczeniu. Ale przyjrzyjmy się, co na ten temat mówi medycyna:

Przeprowadzono bardzo dokładne badanie osób leczonych standardowymi dawkami antybiotyków. Wszyscy oni mieli boreliozę „przedawnioną”, w tym trzecim, najtrudniejszym do wyleczenia stadium. Wszyscy mieli objawy ze strony układu nerwowego – czyli bakterie siedziały im w nerwach albo wręcz w mózgu. Wszyscy byli leczeni standardowymi dawkami doustnej doksycykliny, przyjmowanymi przez kilka tygodni (fanklub twierdzi, że trzeba brać dawki wielokrotnie wyższe przez kilka lat). Wszyscy, bez nawet jednego wyjątku zostali w pełni wyleczeni, zaledwie kilku wymagało dodatkowego leczenia przez parę tygodni taką samą dawką. W badaniu śledzono ich stan zdrowia przez wiele, wiele lat – choroba nie powróciła. Kilka tygodni doksy było całkowicie skuteczne.

Jakże to tak? Z jednej strony mamy ludzi utrzymujących, że mają boreliozę, a ich objawy nie znikają pomimo wielu lat brania leków, z drugiej zaś – czarno na białym udowodnione w badaniu, że te objawy znikną w każdym jednym wypadku?

Rozwiązanie jest – jak zwykle – banalne. Wspominałem wcześniej, że na forum przekonywano ludzi, by nie ufali testom, bo ci z ujemnymi wynikami także mają boreliozę? Chyba już domyślacie się rozwiązania zagadki? Tak, zgadza się – ci „chorzy”, którzy przez 5 lat wlewają w siebie antybiotyki – mają ujemne testy. Ci którzy mieli dodatnie – i to naprawdę dodatnie, czyli np 5 pasków na western blocie – wyleczyli się błyskawicznie.

Oczywiście zdarzają się spektakularne „uzdrowienia” osób które miały ujemne wyniki badań. Dla fanów jest to dowód na istnienie „niewykrywalnej” choroby. Ja oczywiście widzę to nieco inaczej. W poprzedniej notce opisałem nietypowy przerost pewnego typu bakterii w jelitach, co daje objawy koszmarnego zmęczenia, poczucia „rozbicia” i bóli stawów. Antybiotyki szybko sobie z tym poradzą, chory odczuje błyskawiczną poprawę – co nie oznacza, że miał boreliozę! Inna rzecz to przeciwzapalne i przeciwbólowe działanie tych leków – doksycykliną można zatrzymać astmę. Chory faktycznie może się lepiej czuć dopóki bierze antybiotyki, potem po odstawieniu – znowu pogorszenie. Wmawia mu się wtedy, że to niedoleczone bakterie znowu się rozmnażają.

Wielokrotnie zastanawiałem się, jaka jest geneza takich zjawisk. Czemu ludzie wierzą, że mają boreliozę, chociaż każdy jeden lekarz – oprócz tego jednego, upatrzonego – twierdzi, że nie? Czemu nie wierzą 15 lekarzom, tylko temu jednemu, nawet jeśli po 3 latach „leczenia” w dalszym ciągu są dokładnie tak samo chorzy? Czemu ludzie wierzą, że autyzm bierze się ze szczepionek, rak od GMO, że zjada ich candida, a jedzenie smalcu chroni przed miażdżycą? Że smugi kondensacyjne to opryski mające ich wykastrować?

Jest wiele innych takich fanklubów. Swego czasu popularne było tłumaczenie każdej przypadłości chlamydią, niektórzy do tej pory ją sobie leczą. Jeszcze wcześniej na topie była candida. Co jest teraz – nie wiem, nie śledzę. Za każdym razem powtarza się ten sam schemat – opisana zostaje straszliwa choroba, mająca objawy tak szerokie, że każdy może je u siebie znaleźć, uzmysławia się ludziom, że świat medyczny jest w wielkim spisku, by ukryć rozmiary tego nieszczęścia, a zaraz potem pojawiają się zbawcy, którzy – jako jedyni – są ją w stanie wyleczyć, tylko trzeba im oddać grube, grube pieniądze.

Gwoli sprawiedliwości trzeba uczciwie napisać, że faktycznie jest sporo osób z nie rozpoznaną boreliozą, którzy są odsyłani od Annasza do Kajfasza, ludzie ci mogliby być wyleczeni szybko i skutecznie. Dla przykładu, pacjenci szpitali psychiatrycznych mają znacznie wyższy poziom przeciwciał tej choroby. Nie jest to jakaś dramatyczna różnica, ale świadczy o tym, że choroba ta występuje tam, gdzie lekarze się jej nie spodziewają.

Niemniej nie usprawiedliwia to wmawiania ludziom z ujemnymi testami, którzy nie reagują na leczenie, że to na pewno jest borelioza i jeszcze trochę, jeszcze parę tysięcy oddadzą i na pewno się wyleczą. Na forum stwardnienia rozsianego jest takich osób kilkadziesiąt, oddają pieniądze już któryś rok, żadna nie ma poprawy (z jednym wyjątkiem, kobieta z podwójną błędną diagnozą – zawroty głowy miała od cysty w zatoce, która znikła po antybiotykach, zastąpiła złą diagnozę stwardnienia rozsianego równie nietrafną boreliozy, ale antybiotyki pomogły). Badania na ludziach, którzy naprawdę są chorzy – mają dodatnie testy – wykazują bez żadnych wątpliwości, że w boreliozie bardzo wyraźna poprawa następuje w ciągu kilku do kilkunastu tygodni.

Zapewne ci ludzie są kierowani rozpaczą – dowiadując się o nieuleczalnej chorobie, wolą uwierzyć że to bakterie, że jest szansa. Zwykła, elementarna logika staje się wtedy ich wrogiem. Jedna, druga, trzecia… tysięczna osoba z dodatnim testem bierze antybiotyki, zdrowieje. Kilkadziesiąt osób z forum z testami ujemnymi bierze trzeci rok – i żadnej się nie poprawia. Ale wszystkie wierzą, że jeszcze trochę, jeszcze moment… ciekawe, czy ci lekarze, którzy im te antybiotyki za grube pieniądze sprzedają – wierzą w skuteczność tej terapii?

Bardzo wiele osób ma w Polsce nie zdiagnozowane choroby, z którymi lekarze nie potrafią sobie poradzić. Sam byłem takim przypadkiem, po tym jak piąty lekarz rozkładał ręce albo chciał mnie naćpać psychotropami, spróbowałem na własną rękę. Na szczęście potrafiłem krytycznie podejść do diagnoz stawianych na forach, ale ile osób tego nie robi?

Jest jeszcze problem „zespołu poboreliozowego”. Czasem po przejściu choroby „coś” dzieje się z organizmem. Pomimo ujemnych testów, chorzy dalej mają paskudne objawy. Nie pomagają kolejne dawki antybiotyków. Według fanklubu, to bakterie które przeżyły – ale jakim cudem u stu osób antybiotyk zabija bakterie i powoduje cofnięcie objawów, a u sto pierwszej już nie, nawet jeśli weźmie się go dosłownie sto razy więcej? Gdyby – jak sugerują dilerzy antybiotyków – przyczyną było „schowanie się” bakterii i ich „nieaktywność”, po prostu przestałyby dawać objawy.

Jak to opisałem na http://borelioza.vegie.pl (swoją drogą stronka wzbudziła w fanklubie zrozumiałą nienawiść, nawet grożono mi za nią pobiciem) „zespół poboreliozowy” może mieć kilka wytłumaczeń, które nie mają żadnego związku z bakteriami. Zalewanie wtedy organizmu litrami antybiotyków przypomina średniowieczną metodę „leczenia” ran kłutych, poprzez owijanie miecza czy sztyletu bandażem i modlenie się do niego. Zamiast zająć się pacjentem, skupiano się na przedmiocie który go zranił.

Można to schorzenie bez problemu wyleczyć – gdyby tylko chorzy z taką nienawiścią nie podchodzili do każdej sugestii, że to może jednak nie borelioza tylko coś zupełnie innego. Jeden z możliwych scenariuszy to zaburzenie szlaku wytwarzania jednego z kwasów tłuszczowych, co czasem zdarza się po ciężkich infekcjach. Szybka i prosta terapia opisana na podanej wcześniej stronce może to odwrócić w parę tygodni, antybiotyki – nic nie pomogą, nawet przez 10 lat.

Inny problem to „wykolejenie” systemu odpornościowego, co również zdarza się po ciężkich chorobach zakaźnych. Takim bardzo znanym przykładem jest gorączka reumatyczna, w której po przejściu zwykłej anginy coś się przestawia – i nasze białe krwinki rzucają się na stawy i serce. Lekarz próbujący leczyć taką gorączkę antybiotykami zabiłby pacjenta. Właściwą, ratującą życie taktyką jest podanie zwykłej aspiryny, gdyż w momencie gdy nasz układ obronny szaleje, bakterie już dawno zostały pokonane. Wygląda na to, że w przypadku boreliozy jest to nieco bardziej złożony proces i wymaga odmiennego podejścia. Zapewne wspólnymi siłami pacjentom udałoby się w końcu ułożyć odpowiedni plan działania, w końcu u mnie na forum powstała całkiem skuteczna metoda „wyciszania” reumatoidalnego zapalenia stawów, która pozwoliła większości osób odstawić leki. Tyle, że to wymaga porzucenia dogmatu „to muszą być żywe bakterie!” i przyjęcia perspektywy „a może bakterie coś mi przestawiły w organizmie i tak już zostało?”.

fruits-82524_1280
Najskuteczniejsze lekarstwa?

Na koniec trzeba wspomnieć o jednej bardzo ważnej rzeczy – naturalna odporność. Wielokrotnie badaniami wykazano, że niski poziom niektórych składników odżywczych zwiększa ryzyko zachorowania – dla przykładu, teoretycznie zdrowym ludziom, bez niedoborów pokarmowych podano tylko jeden jedyny składnik odżywczy – cysteinę. Wystarczyło, by na grypę chorowali trzy razy rzadziej, pomimo tego że mieli taki sam kontakt z wirusem! Jeden jedyny niedobór pokarmowy, którego nawet nie podejrzewali bo teoretycznie byli całkowicie zdrowi – sprawiał, że ich system obronny miał trzy razy mniejszą szansę na zniszczenie napastnika. Oczywiście niemal żadna z leczących się latami na boreliozę osób nie uzupełnia cysteiny. Tego typu „sztuczek” jest znacznie więcej, opisałem je na stronie http://www.odpornosc.lekiznatury.net.pl. Zastosowanie się do kilku prostych rad prawdopodobnie zwiększy szansę na sukces klasycznej „lekkiej” terapii tak samo, jak zwiększyło szansę zwalczenia grypy.

Jest pewna grupa osób, które nie mogą sobie z infekcją krętkami poradzić, pomimo tego, że już kilka razy brały antybiotyki od zakaźników. Nie tędy droga – jeśli coś nie działa, to nie powtarza się tego! Owszem, można wziąć tych leków 20 razy więcej, jak radzi fanklub – i faktycznie pomogą, pytanie tylko, co ze skutkami ubocznymi? W USA około 30 000 osób rocznie umiera z powodu jednego tylko powikłania po antybiotykach, rzekomobłoniastego zapalenia jelit, na boreliozę – mniej niż 5. Nie, to nie pomyłka w tekście, ryzyko śmierci od antybiotyków jest SZEŚĆ TYSIĘCY razy większe, niż ryzyko śmierci z powodu boreliozy.

A można po prostu wzmocnić odporność, zwiększając siłę układu obronnego nawet kilkukrotnie, wtedy nawet te małe dawki leków najprawdopodobniej okażą się wystarczające. Jeśli to nic nie da, zawsze można zaryzykować terapię wielomiesięczną, ale naprawdę zostawiłbym to jako ostatnią deskę ratunku – jest ona nie tylko droga, ale też bardzo ryzykowna.

Comments

comments

12 thoughts on “Borelioza

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Aktualnie choruję na te choróbsko .Przyjmuję antybiotyk dwa razy dziennie po 100 mg. ( Przez 1 miesiąc)Pozostało mi jeszcze 5 dni do skończonej terapii . Niestety mam jeszcze rumień. Planowałam sobie zwiększyć dawkę po 200 mg 2 razy dziennie po skończonej terapii o ile nie zniknie mi rumień, ale dam sobie spokój. Kiedyś też miałam rumień po ugryzieniu kleszcza, ale dopiero po 10 latach ( choroba się ujawniła)byłam leczona przez 1 miesiąc antybiotykiem. Uważam ze pomogło. Podwyższona temperatura zniknęła, bóle stawów też, a co najważniejsze- moja mowa się wyprostowała.

  2. Niestety większych bzdur nie czytałem . Znów jakiś niedouczony lekarz IDSA napisał sobie artykulik . Smutne to że są tacy ludzie jak Pan . Proponuję nie pisać bzdur ja nie zna się tematu . Niestety miałem wynik dodatni WESTERN BLOT i Bogu bym dziękował gdyby wyleczyły mnie antybiotyki w tym dożylny biotraxon . Antybiotyki brałem 6 miesięcy . Pozdrawiam i proszę nie pisać takich bzdur

    • Tak to właśnie wygląda i tak to wychodziło w oficjalnych badaniach – ludzie dostawali antybiotyki, a potem po kilku – kilkunastu miesiącach od zaprzestania ich brania zdrowieli, organizm potrzebował czasu żeby się zregenerować. A czasem mieli po prostu zespół poboreliozowy, który też mija bez śladu po kilku, czasem kilkunastu miesiącach. Innymi słowy, gdybyś nie brał tych antybiotyków przez 6 miesięcy, najprawdopodobniej również byś całkowicie wyzdrowiał, bo tak to właśnie wygląda w boreliozie, taki przebieg obserwowano u tysięcy pacjentów. Choroba, antybiotyki, większość całkowicie zdrowieje od razu, część (około 10%) ma objawy nawet przez rok po zakończeniu leczenia – i również całkowicie zdrowieje.

  3. Mam pytania do Autora i nie dlatego, że coś kwestionuję, tylko sama jestem „między wizytami” i próbuję się podowiadywać pewnych rzeczy. Oczywiście, odwiedziłam już mnóstwo różnych for, na których panuje właśnie ta atmosfera proboreliozowa. Jestem po jednym teście WB igg z jednym paskiem wysoce dodatnim – pozostałe coś tam miały, ale ostatecznie negatywne. Czekam na wyniki igm. Chcę zapytać, czy kwestionuje się tu występowanie boreliozy seronegatywnej? Co na temat testów LTT? Albo PCR z płynu stawowego (jeśli byłaby sytuacja, że bakterii nie ma we krwi, a tylko w miejscach dających silne objawy)? I trochę od innej strony: czy Autor może słyszał o przypadkach boreliozy, które dawałyby bardzo silne bóle kręgosłupa (głównie lędźwi)? Oprócz tego, reszta objawów bardzo mi „pasuje” do boreliozy. Próbowałam diagnozy w kierunku chorób reumatycznych i na razie nie udało się niczego potwierdzić ani wykluczyć.

    • Pewnie są przypadki boreliozy seronegatywnej, ale z tych osób co leczą się na forach internetowych, ma ją jedna osoba na kilkaset, reszta porobiła sobie różne czarodziejskie testy na chińskich maszynkach, jakieś ltt czy pcr. Zwracam uwagę na jedną rzecz – jak ktoś ma dodatni western blot, to zawsze, ale to zawsze bardzo mocno zareaguje na leczenie. Praktycznie nie ma przypadków odwrotnych – gdy ktoś miał ujemnego blota, dodatni test „polecany przez ekspertów z forum” i zareagował na leczenie. Takie osoby z „seronegatywną boreliozą” dołączają do grona „ja moją boreliozę to już rok leczę, bzdury piszą że leczy się łatwo”. Owszem, leczy się łatwo, ale dziwnym trafem tylko wtedy, gdy jest wykryta oficjalnym, uznawanym przez medycynę testem.

      Bóle lędźwi mogą mieć ze sto różnych przyczyn, przy czym prawie zawsze są to zmiany zwyrodnieniowe wywołane trybem życia. Pewnie jakiś odsetek ludzi z takimi bólami faktycznie ma boreliozę, ale na jedną taką osobę przypada kilkaset, u których jest to wywołane innymi przyczynami. Z ciekawostek – sam miałem bardzo silne bóle w tym odcinku, minęły gdy zmniejszyłem liczbę godzin przy komputerze a zwiększyłem na sali gimnastycznej.

      • Dziękuję za odpowiedź, chociaż nie jest dla mnie wystarczająca. Lekarza i tak nie uniknę, ale liczyłam, że może dowiem się wcześniej czegoś :/ To że grono samoleczących się osób, które pozjadaly wszystkie rozumy poleca jakiś test to jeszcze samo w sobie nie znaczy, że ten test jest na nic. Mam podejrzenie ZZSK, ale nie chciałabym po kilku latach ostrego leczenia dowiedzieć się, że leczę się na coś, czego nie mam. Oczywiście nawet jeśli w jakiejś desperacji podjelabym leczenie antybiotykami na borelioze w ciemno, to po tygodniu czy dwóch już wiedzialabym, czy było to słuszne. Te kilkuletnie terapie też – jak Autor – uważam za głupotę. Mi jednak na razie nie chodzi o samo leczenie, tylko o prawidłową diagnozę. W obliczu takich bólów, jakie mam przez ostatnie tygodnie, wydanie nawet 500 zł na badanie nie jest dla mnie tak obciążające jak postęp choroby, cokolwiek to jest. Wiem, że ktoś może zerowac na moim cierpieniu i wyciągać ode mnie pieniądze, ale wolę za kilka lat pomyśleć ze bylam naiwna niz ze bylam skąpa dla samej siebie.

        • Żeby powiedzieć „coś więcej” musiałbym wydać kilkaset tysięcy albo i parę milionów na dokładne badania tych testów. Nie mam takich pieniędzy, z tego co wiem nikt inny nie ma i tych konkretnie testów które są na polskim rynku nie sprawdzano. Można co najwyżej wnioskować o ich skuteczności obserwując pacjentów – i tu jest tak, jak pisałem, przy oficjalnych testach prawie nigdy nie ma przypadku, żeby komuś wyszła choroba i nie reagował na antybiotyki, przy innych – masz takie historie co chwilę.

          Leczenie „w ciemno” nie jest takie głupie – jest całe mnóstwo różnych chorób bakteryjnych, które potrafią dać objawy bólu kręgosłupa, nie da się zrobić testów na wszystkie. Czasem nadmiar niektórych bakterii w jelitach potrafi rozchwiać całą gospodarkę w organizmie, albo może nasilać stany zapalne w innych miejscach w organizmie poprzez „drażnienie” układu odpornościowego, to też jest prawie nie do wybadania. Problem pojawia się, gdy antybiotyki pomagają, ale po ich odstawieniu problem wraca – tak się dzieje przy np problemach z jelitami, które to problemy rzutują na kręgosłup. Niektórzy biorą wtedy antybiotyki przez parę lat, wierząc że bakterie się ciągle w kręgosłupie mnożą, ci mądrzejsi wyciągają wnioski i zmieniają dietę, by zmienić skład flory bakteryjnej.

          Proponowałbym przeczytać wpis na blogu o MSM, ten proszek dużo nie kosztuje, a efekty czasem są niemal „magiczne”, opisałem tam swój przypadek – kontuzja (zerwany mięsień) które bolała mnie przez jakieś siedem lat, utrudniając normalne chodzenie, nie wspominając o bieganiu, znikła po kilku dniach. Dalej oczywiście mam ograniczony zakres ruchu, ale o bólu zapomniałem.

  4. Dzięki za odpowiedź 😉 Nie chodziło mi o przedstawienie swoich własnych wyników badań, tylko podanie jakiegoś źródła swojej opinii. Bo przywedrowalam tu właśnie z forów, na których podawane były tylko niczym nie wparte opinie. Nie nazwałam też leczenia w ciemno głupim, tylko leczenie przez lata tym samym lekiem bez żadnych efektów. Pozdrawiam 🙂

    • No cóż, są badania dotyczące skuteczności western blotów w diagnozowaniu późnej boreliozy – i skuteczność wynosi prawie 100%, przy czym za dodatni wynik uważano uzyskanie przynajmniej pięciu w pełni wybarwionych pasków. Czyli każdy chory z późnym stadium boreliozy uzyskiwał w western blocie pięć pasków albo więcej. Nie ma natomiast badań na temat skuteczności tych dziwnych testów które są w Polsce, zresztą co jakiś czas pojawia się kilka nowych „super skutecznych, nie to co te stare”. Tego po prostu nie da się zbadać, można za to uzyskać całkiem niezły wynik porównując do oficjalnych testów – jeśli oficjalny test według badań ma skuteczność bliską 100%, zaś ten „super hiper nowy z for dyskusyjnych” rożni się od niego o kilkadziesiąt procent, wnioski nasuwają się same. Tu link do jednego z badań, gdzie sprawdzano skuteczność western blota, przy czym można czasem w necie natknąć się na badania w których bloty miały niższą skuteczność – warto wtedy popatrzeć na datę kiedy badanie było wykonane, 30 lat temu testy były nieporównywalnie gorsze. http://cid.oxfordjournals.org/content/53/6/541.long

  5. Nie zgadzam się z tym artykułem zupełnie. Przede wszystkim jedynym w miarę wiarygodnym testem jest LTT. Po za tym parotygodniowe leczenie doxy nie zawsze jest skuteczne. Byłem leczony świeżo po ugryzieniu – 4 lata później choroba wróciło z wzmożoną siła. Podważanie przekształcanie krętka do postaci cysty, na który nie działają antybiotyki również jest potwierdzone laboratoryjne. Więcej informacji i historia mojego leczenia na blogu https://borelioza-moja-prywatna-wojna.blogspot.com/

    • LTT w teorii powinien być dobrym testem, w praktyce – to jak z samochodami. Badania wykazały, że samochód potrafi jechać ponad 1200 km na godzinę (tyle pojechał najszybszy w testach), panie, kup pan ode mnie multiplę! Ten LTT co mamy w Polsce tylko nazywa się podobnie jak ten, którego skuteczność badano w próbach klinicznych.

      Nie, nikt nigdy nie wykazał, że cysty powstają w organizmie człowieka. To, że dzieje się tak w laboratorium oznacza dokładnie tyle – że dzieje się tak w laboratorium. W probówce nie takie rzeczy można udowodnić. Nigdy nie znaleziono żywych krętków u osób z zespołem poboreliozowym, a nawroty choroby są bardzo rzadkie i statystycznie dotyczą głównie tych osób, które często przebywają w lesie – więc najprawdopodobniej są to po prostu powtórne infekcje. Gdyby cysty faktycznie tworzyły się i miały wpływ na przebieg choroby, to ludzie regularnie by chorowali ponownie po zakończeniu leczenia.

      Jasne, że 4 tygodnie doksy nie zawsze jest skuteczne. Dlatego robi się potem testy Elisa, które mają tę przewagę nad innymi, że dość dokładnie mierzą ilość przeciwciał. Jeśli lekarz takich testów nie zlecił, to zrobił błąd. Dużo prawdopodobniejsze jest jednak, że po prostu drugi raz łapie się chorobę.

Leave a Comment