Niebezpieczeństwa „alkalizacji”

Teoria „zakwaszenia organizmu”, wbrew temu co można przeczytać na niektórych blogach „racjonalistycznych”, jest skądinąd nie najgłupsza. Analizując dietę naszych przodków, była ona zasadowa w porównaniu do kwaśnej obecnie. Bardzo poważnie podchodzi się do hipotezy wskazującej na związek między zakwaszeniem a chorobami nowotworowymi czy nawet cukrzycą i chorobami serca. Bo o wpływie na ryzyko powstawania kamieni nerkowych czy osteoporozy nie muszę chyba pisać?

I wszystko by było super, gdyby zagadnieniem nie zajęli się ludzie, którzy nie powinni tego robić. Wszelkiej maści szamani i „specjaliści”, nie potrafiący odróżnić witaminy od półcegłówki. Pojawiła się moda na terapie odkwaszające wysokimi dawkami zasad, mające wyleczyć ze wszelkich znanych chorób (a także kilku jeszcze nie poznanych). Oczywiście przeciętny Kowalski jest mocno zakwaszony i bardzo wiele by zyskał, gdyby doprowadził do równowagi. Niestety, bardzo często przesadza się w drugą stronę – a tu niestety nadmiar jest o wiele bardziej szkodliwy, niż niedobór. Nie jest to jakaś fantazja czy teoria, tysiące ludzi pożegnało się z nerkami na skutek „odkwaszania”, choroba tym wywołana ma nawet swoją własną nazwę – zespół Burnetta.

Mechanizm jest banalnie prosty. Połączenie zbytniej alkalizacji oraz nadmiaru wapnia (czy to z „proszku alkalizującego”, czy z leków na osteoporozę, czy nawet na skutek zażywania dużych dawek witaminy D3, co może doprowadzić do przejścia wapnia z kości do krwi) powoduje rozregulowanie delikatnego mechanizmu kontroli pH krwi. Mamy sytuację, w której jest ona jednocześnie zbyt zasadowa, oraz krąży w niej nadmiar wapnia. Efektem jest jego odkładanie się gdzie popadnie, ale głównie w nerkach.

Towarzyszą temu dość charakterystyczne objawy – silne zatwardzenia (kał jest jakby suchy, składa się ze zbitych kulek), wrażenie „oszołomienia”, częste sikanie czy suchość w ustach. Niestety, ale bardzo często od „specjalisty” internetowego można usłyszeć, że nie są to objawy żegnania się z nerkami, tylko „detoksu” i powinno się je ignorować.

Szczególnie duże ryzyko jest w przypadku nagłego rozpoczęcia suplementacji dużymi dawkami witaminy D3. Następuje wtedy chwilowe nagłe zwiększenie ilości wapnia we krwi, które trwa dopóki nie nastąpi wyregulowanie się organizmu. Najczęściej dotyczy to osób mających niski poziom magnezu przed rozpoczęciem terapii. Jeśli połączy się to z „proszkami alkalizującymi”, czy np sodą oczyszczoną zażywaną przeciw nadkwasocie, nieszczęście gotowe.

broccoli-390001_1280
Najlepszy naturalny odkwaszacz

Najbardziej narażone są osoby cierpiące na niewydolność nerek – u nich już niewielka ilość „odkwaszaczy” czy witaminy D3 wystarczy, by zaburzyć delikatną równowagę. Organizm po prostu nie jest w stanie sobie poradzić z nadmiarem wapnia i jonów.

W przypadku zaobserwowania objawów takich jak zatwardzenia, suchość, oszołomienie i częstomocz – powinno się natychmiast i bezwzględnie odstawić wszelkiego rodzaju suplementy D3, wapnia i „alkalizujące” oraz pić dużo płynów. Przy odrobinie szczęścia – minie bez żadnego śladu, jeśli się spóźniliśmy – można spodziewać się trwałego, nieodwracalnego uszkodzenia nerek, a w skrajnych przypadkach śpiączki i śmierci.

Całkiem dobrym wskaźnikiem stopnia zakwaszenia dietą jest pH moczu. Na allegro czy w sklepach medycznych można kupić papierki wskaźnikowe z dużą dokładnością pomiaru. Powinno się dążyć do pH w okolicach 6,5 – przy czym należy pamiętać, że zmienia się ono w zależności od tego, co jedliśmy parę godzin temu, więc pomiary powinny być wykonywane codziennie przez kilka tygodni, najlepiej rano przed jedzeniem. Dopiero średnia z kilkunastu takich pomiarów da dokładny wynik.

Jest to kolejny przypadek „choroby”, na której lekarstwem jest zmiana diety, zaś próba regulacji za pomocą suplementów może przynieść dużo więcej szkody, niż pożytku.

Comments

comments

3 thoughts on “Niebezpieczeństwa „alkalizacji”

  1. Dwa lata temu postanowiłem się przestawić z zakwaszenia na alkalizację. Kupiłem nawet specjalne urządzenie do alkalizowania wody. Piłem wodę o ph większym od 10. Zażywałem dużo witaminy D3, wszelkiego rodzaju cytryniany : wapnia . magnezu i potasu. Byłem po tym oszołomiony, ale uznawałem ,że jest to skutek przestawienia organizmu z zakwaszenia na „normalność”. Pół roku temu zrobiłem kompleksowe badania krwi. Okazało się, że TSH skoczyło na 80, morfologia krwi rozregulowana, głównie płytki krwi. Z sikaniem i wypróżnianiem kłopoty. Zaprzestałem alkalizowania się. Teraz leczę tarczycę poprzez dietę bezglutenową i ( niestety) branie Letroxu. Jod w postaci płynu Lugola niestety wpływał na pogorszenie TSH.
    Dlatego przestrzegam przed intensywną alkalizacją.

    • Takich ofiar różnych internetowych „cud-metod” jest niestety znacznie więcej. Są skuteczne metody poprawiania sobie stanu zdrowia, które można określić mianem alternatywy, ale znakomita większość z nich to jedna wielka ściema, często niebezpieczna. Dla Ciebie jest już za późno, ale może ten artykuł uratuje kogoś innego.

      Swoją drogą, zapraszam na forum – może uda się uratować parę rzeczy, które nie działają jak trzeba po tym „odkwaszaniu”.

Leave a Comment