Pasożyty

Temat dość żywy. Można spotkać się z setkami spiskowych teorii, jakoby wszystkie niemal schorzenia brały się z infekcji pasożytniczych – jak się dobrze poszuka, to nawet raka tłumaczą grzybami czy jakimiś robalami. Z drugiej strony można spotkać się z opiniami, że to wszystko ściema i nikt w cywilizowanym kraju żadnych robali nie ma. A jak jest naprawdę?

Jak się okazuje, jest całe mnóstwo dziwnych małych robaczków, które pasożytują sobie w naszym ciele i wcale o tym nie wiemy. Niektóre żyją sobie w jelicie grubym, inne mogą – na przykład – w mózgu. A kto im zabroni?

To nie jest oczywiście tak, że każdy z nas ma w sobie dziesiątki lokatorów (w sumie to mamy takie małe zoo, ale to głównie wirusy i bakterie). Natomiast prawdą jest, że bardzo wiele osób ma niewyjaśnione problemy zdrowotne, za które odpowiadają te miniaturowe żyjątka. W poście tym skupię się na tych mniejszych, czyli pierwotniakach.

Wbrew pozorom, choroby pierwotniakowe są bardzo powszechne i niezwykłe groźne – na szczęście nie w Polsce. Ale już tak trochę dalej na południe można zetknąć się z malarią. Niedawno cały świat wstrzymał oddech ze zgrozy, gdy rozwinęła się epidemia Ebola – wirusa w sumie nie tak groźnego, bardzo mało zaraźliwego i zabijającego raptem co 10 osobę z normalną odpornością, reszta zdrowieje całkowicie. Dla porównania, SARS zabijał niemal każdego kto nie dostał się pod namiot tlenowy, przenosił się błyskawicznie, jeśli ktoś przeżył zostawał inwalidą i cudem tylko uniknęliśmy katastrofy porównywalnej z II Wojną Światową. Co ja to… ah, o malarii miałem. Ta choroba bardzo szybko mutuje. Już teraz są odmiany, które przenoszą się o wiele łatwiej, na dodatek nie reagują na żaden znany lek. Ich śmiertelność w przypadku infekcji mózgu jest porównywalna do wirusa Ebola. Choroba ta zabija już teraz około pół miliona osób każdego roku – i bardzo wytrwale ją selekcjonujemy, tak by przeżyły szczepy oporne na leki i łatwo się przenoszące. Niedługo choroby pierwotniakowe mogą stać się jednym z głównych zagrożeń nawet w naszej strefie klimatycznej.

MOs810,_WG_2013_21,_OChK_Baszkow_Rochy_(huba)
Przypuszczam, że nikt nie chce oglądać zdjęć pasożytów człowieka, więc wkleję przepiękną hubę.

Na pierwszy ogień coś, co każdemu jest chyba znane. Toksoplazmoza. Powszechnie – acz błędnie – jest uważana za choroby przenoszone przez koty, podczas gdy tak naprawdę większość zakażeń to efekt jedzenia mięsa. Szacuje się, że 25-30% populacji na całym świecie jest zainfekowanych, przy czym w naszym regionie ten wskaźnik jest wyższy i dochodzi nawet do 50%. W Holandii infekcję wykrywa się u ponad 18% kobiet, podczas gdy we Francji było to 44%. Oczywiście w ogromnej większości przypadków jest to nosicielstwo albo infekcja przebyta w przeszłości, niemniej liczby te świadczą o skali problemu.

Głównym problemem z toksoplazmozą jest specyfika infekcji – pierwotniak ten osiedla się w mózgu, wpływając na zachowanie (zainfekowana mysz nie boi się kota, choroba dosłownie wymusza na nosicielu aby dał się zjeść). W jednym z badań wykryto przeciwciała u 30,7% ciężko chorych psychicznie, a jedynie u 17,85% zdrowych. W innym z kolei wykryto je u 61.7% – 50.3% pacjentów i 46.7% – 33% u osób zdrowych. Niektórzy nazywają to schorzenie „chorobą kociar” – sugerując, że dziwne zachowania „kocich mam” to właśnie efekt infekcji. Z niektórych badań wynika, że faktycznie nosiciele dużo bardziej lubią koty…

Kolejny ciekawy mikroorganizmi to dientamoeba fragilis. To przemiłe żyjątko mieszka sobie w naszym przewodzie pokarmowym, dotrzymując nam towarzystwa w długie zimowe wieczory. Nie trzeba go wyprowadzać na spacer, jakoś specjalnie karmić – zjada resztki z naszego stolc… eee… stołu. Jak często można je spotkać i jakie problemy może sprawiać?

Przeprowadzono badanie w Danii, to chyba wystarczająco blisko, by przenieść wnioski na Polskę. Dotyczyło ono osób z „zespołem jelita drażliwego”. Jak się okazuje, 35% z nich było zainfekowanych naszym bohaterem. Z tej grupy 1/3 została wyleczona terapią przeciw pasożytom, w praktyce oznacza to, że co 10 człowiek cierpiący na ZJD tak naprawdę jest podgryzany przez lokatorów.

W tym samym badaniu okazało się, że 8 ze 148 zbadanych miało równocześnie blastocystozę – czyli było zainfekowanych innym pierwotniakiem, blastocystis hominis. W Stanach Zjednoczonych w jednym z badań okazało się, że nosicielami jest aż 23% populacji. To stworzenie potrafi wywołać poważne problemy jelitowe – w krajach z wysoką częstotliwością występowania chorzy na „zespół jelita drażliwego” są nosicielami 6-7 razy częściej, niż osoby zdrowe.

O lambliach słyszał chyba każdy – w jednym z badań w Polsce wykryto je w ponad 67% przypadkach u dzieci z bólami brzucha wymagającymi leczenia szpitalnego. Można się spodziewać, że od tego czasu częstotliwość występowania nieco się zmniejszyła. Owsicę z kolei wykrywa się nawet u 50% dzieci.

Diagnostyka tego typu schorzeń stanowi poważny problem. W Polsce zrobimy testy na owsiki czy lamblie, podobnie zbadamy przeciwciała toksoplazmozy – ale pozostałe? Teoretycznie podczas infekcji powinien wzrosnąć poziom eozynofili, ale nie zawsze tak się dzieje.

Zazwyczaj stosuje się leczenie pochodnymi metronidazolu oraz tetracyklinami, ale ponieważ leki te może przepisać jedynie lekarz, nie będę się o nich rozwodził. Podam za to kilka metod „naturalnych” – tak, są takie i działają.

Artemisia_annua_detail
Z tego krzaczka robi się jedne z najskuteczniejszych leków przeciwmalarycznych

Na początek toksoplazmoza. Ciekawe badanie przeprowadzono na myszach, którym podano pierwotniaka, a następnie różne rodzaje przypraw. Wszystkie one miały bardzo silne działanie hamujące rozwój infekcji, w niektórych przypadkach – osiągnięto całkowitą eradykację pasożyta. Co prawda zioła te wstrzykiwano a nie podawano do jedzenia, niemniej warto odnotować fakt, że zazwyczaj miały o wiele wyższą skuteczność, niż spiramycyna. Najskuteczniejsze przyprawy to kurkuma, czarny pieprz

Można się kłócić, czy ekstrakt z artemisia annua jest jeszcze metodą naturalną, czy już nie – wytwarza się z niego lek dostępny na receptę, z drugiej strony – jest to powszechnie dostępne zioło. Ma on bardzo wysoką skuteczność przeciw toksoplazmozie.

Blastocystoza z ziół reagowała jedynie na czosnek. Za to była to reakcja bardzo silna i wyraźna, skuteczność terapii tym ziołem niemal dorównała metronidazolowi. Można pokusić się o zakup ekstraktu czosnku, czyli allicyny – pozwala to uzyskać efekt odpowiadający zjadaniu kilku główek dziennie, bez dużego ryzyka powikłań ze strony wątroby i bez nieprzyjemnego zapachu, nie wiadomo jednak, czy nie wpłynie to na skuteczność. W stanie surowym zioło to zawiera około 3 mg (3000 mcg) allicyny w 1 gramie.

Na koniec najważniejsza chyba rzecz – naturalna odporność. Nasze białe krwinki potrafią niszczyć formy przetrwalnikowe toksoplazmozy – coś, czego nie dokonają najnowsze leki. Praktycznie wszystkie inne infekcje pasożytnicze mogą być trzymane w szachu albo całkowicie unicestwione przez reakcję obronną, dlatego zresztą wszystkie wymienione wyżej choroby są zagrożeniem przede wszystkim dla chorych na AIDS, dzieci czy osób zniszczonych chemioterapią. Odpowiedni poziom cynku, witaminy D3 oraz cysteiny w organizmie zazwyczaj są wystarczającą osłoną.

Comments

comments

5 thoughts on “Pasożyty

  1. No właśnie allicyna w preparatach… Jest napisane, że allicyna jest niestabilna i generalnie rozkłada się pod wpływem temperatury, niskiego PH.. Suszenie(liofilizacja- jak przypuszczam) nie wpływa niszcząco na ten związek?

    • Różnie mówią, nie wiem, czy ktoś to badał – w jednej z prób klinicznych stosowano allicynę, a nie czosnek i efekt był bardzo dobry. Na pewno kapsułki są wygodniejsze – nie śmierdzą i da się to przełknąć nie parząc sobie przełyku. Nigdy tak naprawdę nie dowiesz się, jakie standardy produkcji są dla preparatu który kupujesz, więc teoretycznie ta sama allicyna może mieć kilka razy różny potencjał.

  2. jak ktoś ma mikroskop i bakterie może zrobić sam doświadczenie na płytce, np. na hodowlę gronkowca albo bakterie anginy, wirusa grypy i kapnąć tan soczek ze ściśniętej główki czosnku i zobaczyć co się stanie, polecam! tylko uwaga czosnek musi być prawdziwy naturalny z Polski!!! i ze wsi, najlepiej kupiony od jakiejś babci z ulicy, na targu itp. niekoniecznie od przypadkowej osoby, może chodzisz codziennie do pracy i mijasz taką babuszkę i wiesz, że zawsze ma ten czosnek. W marketach są czosnki np. z Portugalii itp. a z Chin to w ogóle sama woda jest, zero substancji, musi być prawdziwy = polski, małe główki, ostry

    • Oczywiście, co więcej, gdyby proporcjonalnie podobną ilość soku z czosnku (na przykład 10 litrów) wypił człowiek, to również zachowałby się jak te bakterie. W tym wypadku wystarczy ten czosnek z Chin, człowiek też może zresztą być stamtąd.

Leave a Comment