Olej z wiesiołka

Wpis wypada zacząć od przedstawienia sylwetki Davida Horrobina. Dżentelmen ten wsławił się swego czasu sprzedażą oleju z wiesiołka czy z ogórecznika, który reklamował jako lek na niemal wszystko. Twierdził on, że u podstaw wielu – a może i większości – schorzeń cywilizacyjnych, leży niedobór jednej z substancji, kwasu gamma linolenowego. Został oczywiście zaszczuty przez koncerny farmaceutyczne, które okrzyknęły go jako największego oszusta naszych czasów – takie nagłówki miały sponsorowane artykuły w prasie.

Można się zacząć zastanawiać, czy Horrobin postępował uczciwie, sprzedając środek, którego działanie nie było do końca dowiedzione. Częściowo można się zgodzić z zarzutami podnoszonymi przeciw niemu – w końcu gdyby nie restrykcje, każdy mógłby sprzedawać chorym na raka wodę zabarwioną farbkami jako cudowne panaceum. Z drugiej strony, to co zrobiły koncerny farmaceutyczne i ludzie na ich usługach, czyli określanie czegoś nie przebadanego jako „nie działającego” jest równie nieuczciwe. Jeśli działania Davida uznamy za naganne, do śmieci powinniśmy też wyrzucić British Medical Journal.

Minęło parę lat, sprawa trochę przyschła, przeprowadzono szereg prób klinicznych. Efekty były niekiedy zdumiewające. Wygląda na to, że „największy oszust” miał bardzo dużo racji, a cała machina biurokratyczna na usługach koncernów farmaceutycznych, zwana dla niepoznaki „współczesną medycyną”, myliła się.

Ale ale, rozpędziłem się. Przydałoby się kilka słów wstępu – czym jest ta dziwna substancja? Kwas gamma linolenowy to „aktywna” forma omega 6, tak jak popularne kapsułki omega 3 z apteki zawierają aktywną formę tych kwasów, nieobecną w na przykład oleju lnianym. Często mówi się o paradoksie – co prawda omega 6 są uważane za „złe” i ich nadmiar szkodzi, zwiększając stany zapalne, ale GLA ma działanie odwrotne, wycisza te procesy. Co więcej, zazwyczaj jest on produkowany w organizmie z tych „złych” omeg.

912667_bdb9139d

Wiesiołek – cudowny, prawda?

Praktycznie nie występuje w pożywieniu, w każdym razie nie w ilości, która miałaby jakiekolwiek znaczenie dla naszego ciała. Nie jestem teraz pewien, nie mogę odkopać badań gdzie to przeczytałem, ale jeśli mnie pamięć nie zawodzi – wytwarzamy go dziennie do 2 gramów, aby uzyskać taką ilość z jednego z najbogatszych źródeł, jakim jest spirulina – musielibyśmy jej zjadać około 200 gramów dziennie w postaci suszu. Jest to po prostu niemożliwe, tak ze względów finansowych, jak i z powodu nadmiaru innych składników odżywczych ze spiruliny.

Pozostaje produkcja wewnątrz organizmu – a ta czasem zawodzi. Niestety muszę oprzeć się na nienaukowych źródłach – sporo lekarzy z kręgu „alternatywnego” uważa, że jedną z przyczyn może być infekcja wirusem Epsteina-Barr, wywołującego mononukleozę, a następnie rezydującego w organizmie. Często wskazuje się na stany zapalne jako przyczynę problemów. Nadmiar niektórych kwasów tłuszczowych może blokować szlaki metaboliczne przemiany, podobnie jak niedobór niektórych witamin i mikroelementów. Karmienie dziecka z butelki zamiast piersią również jest poważnym czynnikiem ryzyka – mleko ludzkie zawiera duże ilości GLA, podczas gdy odżywki dla niemowląt z reguły w ogóle.

Przyczyny spadku stężenia GLA w organizmie muszą chyba pozostać zagadką. Faktem natomiast – i to bezspornym – są zalety z suplementacji w niektórych schorzeniach.

Na pierwszy ogień pójdzie badanie pod kontrolą placebo nad reumatoidalnym zapaleniem stawów. Stosowanie omawianego specyfiku w ilości niemal 3 gramów dziennie przez pół roku znacznie poprawiło stan zdrowia w stosunku do grupy placebo. W drugiej części badania, gdy obie grupy dostały substancję aktywną – w obydwu była ciągła poprawa. Taka ciągłość może oznaczać dwie rzeczy – albo niedobory wymagają tak długiej suplementacji, co ma swoje uzasadnienie naukowe – dopiero wtedy można mówić o wysyceniu błon komórkowych kwasem gamma linolenowym, albo też zadziałał on jak zwykły lek przeciwzapalny. Równomierność poprawy i stopniowe dążenie do całkowitego wyzdrowienia każą jednak podejrzewać pierwszy scenariusz. Co najważniejsze – badania w których stosowano niskie dawki (poniżej 500 mg) lub też przez zbyt krótki czas (poniżej 6 miesięcy) nie przynosiły efektów.

jednym z poprzednich wpisów omawiałem próbę kliniczną dotyczącą stwardnienia rozsianego. I tu poprawa była ciągła, liniowa, przez kolejne miesiące chorzy stopniowo dążyli do pełnego wyzdrowienia – cofały się paraliże, zanikały drżenia. Małe dawki nie przynosiły efektów – dopiero zastosowanie 2 do 3 gramów GLA dziennie dało zadowalające rezultaty.

Bardzo obiecujące są wstępne badania dotyczące nowotworów – w jednym z nich spowolniono rozwój raka wątroby o 90%. Wiele innych prób klinicznych potwierdza wysoką skuteczność w niektórych nowotworach w hodowlach tkankowych (chociaż w innych jest bardzo niska albo wręcz zerowa). Powinniśmy, oczywiście, poczekać na próby kliniczne z udziałem pacjentów – obawiam się jednak, że w ciągu najbliższego tysiąclecia nie zostaną wykonane. W końcu medycyna miała już 30 lat by sprawdzić w praktyce efekt suplementacji przy raku wątroby – i do tej pory lekarzom i naukowcom z całego świata nie udało się zebrać pieniędzy na butelkę oleju z wiesiołka. Pytanie, czy bardziej etyczne jest w tej sytuacji zachęcanie człowieka, który ma przed sobą 3 miesiące życia, by wypróbował coś, co działało tylko w probówce – czy może mówienie mu, że powinien poczekać aż za 30 lat ktoś to porządnie przebada?

Nie wiadomo, czy działa na atopowe zapalenie skóry – badania dały sprzeczne wyniki, w niektórych bardzo ładnie działał, w innych w ogóle. Ma za to niesamowicie wysoką skuteczność przeciw neuropatii cukrzycowej.

Myślę, że dwa przykłady – stwardnienia rozsianego i reumatoidalnego zapalenia stawów – są wystarczające, by pokazać, jak wiele możliwości kryje w sobie zwykły olej z wiesiołka. Jest bardzo wiele doniesień o wyleczeniach po jego zastosowaniu – czy to ze schorzeń autoimmunologicznych, czy z bóli menstruacyjnych u kobiet, czy nawet z zespołu przewlekłego zmęczenia. Brakuje jednakże solidnych prób klinicznych. Nieprędko zostaną one przeprowadzone, na sprzedaży oleju nie da się zarobić.

Czy powinno się go suplementować? To jest prawdziwa zagadka. Ideałem byłoby przeprowadzenie testów wysycenia błon komórkowych, aby określić czy ma to sens, niestety – koszty takiego przedsięwzięcia są niebotyczne, sięgają tysiąca zł. Osoby zdrowe prawdopodobnie nic z tego nie wyniosą dla siebie. Jeśli jednak ktoś cierpi na przewlekłe schorzenia, z którymi medycyna nie może sobie za bardzo poradzić – może praprzyczyną jest zablokowanie w organizmie syntezy tej substancji? Problem w tym, że poprawa zdrowia byłaby wtedy bardzo powolna, rozłożona w czasie na rok albo i dłużej, a terapia nie jest tania – ciężko więc ocenić, czy nie wyrzuca się pieniędzy. Z tego co wiem, nie istnieją żadne objawy niedoboru które można zaobserwować gołym okiem.

Olej z wiesiołka zawiera około 10% GLA, co oznacza, że aby osiągnąć ilość testowaną w próbach klinicznych, trzeba dziennie pić około 20 ml. Olej z genetycznie modyfikowanego krokosza zawiera aż 40% GLA, co czyni go najbogatszym źródłem – zwykły olej krokoszowy jest bezwartościowy. Ogórecznikowy ma 20%, oznacza to konieczność picia 10 ml dziennie – ale ostrzegam, smak oleju z ogórecznika jest… hmm… niezapomniany. Cena miesięcznej kuracji wiesiołkiem sięga 90 zł, co daje ponad 1000 zł w ciągu roku.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Olej z wiesiołka

  1. aldia pisze:

    Łykałam swego czasu tabletki z Wiesiołka dla poprawy skóry 😉

    • tomtom pisze:

      No właśnie, tabletki… żeby pomogło, musiałabyś ich łykać ze 40 dziennie przez kilka miesięcy 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *