Lit

Ostatnio głośno zrobiło się o tym suplemencie. Pisałem o nim już parę lat temu, pora odświeżyć temat.

Wielu osobom kojarzy się on głównie z psychiatrią. I faktycznie, bywa czasem przepisywany jako lek w niektórych zaburzeniach. Trzeba jednak podkreślić, że jest to coś kompletnie innego – jako lek na receptę jest on podawany w dawce setki czy tysiące razy wyższej, niż zawierają suplementy, w efekcie jego działanie lecznicze wynika wtedy z przedawkowania i – dosłownie – objawów delikatnego zatrucia.

Dla przeciętnego człowieka znacznie bardziej interesujące są konsekwencje niedoboru tego pierwiastka, a także korzyści wynikające czy to z ich uzupełnienia, czy to z wręcz delikatnego przekroczenia zalecanych norm, ale nie do granicy zatrucia.

Chyba najbardziej znane jest jego działanie zapobiegające samobójstwom – w badaniach statystycznych wysokie stężenie w wodzie pitnej redukowało ryzyko około dwukrotnie. Jeszcze ciekawsze są wyniki badań przeprowadzonych w Teksasie, gdzie jego stężenie w wodzie pozwalało przewidzieć nie tylko ilość samobójstw, ale też rozbojów, gwałtów czy nadużywania niektórych narkotyków. To trochę straszne, gdy człowiek uświadamia sobie, jaki procent naszych zachowań tak naprawdę nie wynika z naszych świadomych decyzji, tylko z na przykład stężenia litu w układzie nerwowym. Chociaż jeśli trochę się nad tym zastanowić, każdy zapewne zna powiedzenie „zły bo głodny”, każdy też wie, że pod wpływem alkoholu zachowujemy się inaczej. Patrząc z tej perspektywy, próba zmiany swojej osobowości poprzez regulację stężenia poszczególnych minerałów i witamin w organizmie nie jest tak bardzo abstrakcyjna. „Inżynieria świadomości” budzi – i słusznie – wewnętrzny sprzeciw, to trochę wbrew naturze, „weź tabletkę, staniesz się kimś innym”. Jeśli jednak popatrzymy z innej perspektywy, może właśnie bez tego pierwiastka jesteśmy kimś innym, dosłownie „źli z głodu”?

Japonia

Aż się wierzyć nie chce, że w takim kraju depresja i samobójstwa są jednym z najpoważniejszych problemów…

Bardzo obiecujące są badania dotyczące uzależnień alkoholowych. W jednym z nich uzyskano rewelacyjne wyniki – wieloletni alkoholicy po prostu przestawali pić. Podawanie tego pierwiastka szczurom sprawiło, że o wiele mniej chętnie piły one alkohol. Potwierdzono to w badaniu z podwójną ślepą próbą,  można zaryzykować twierdzenie, że bardzo wiele związków mogłoby zostać uratowanych, gdyby w kuchni pojawił się lit – przy czym nie chodzi tu tylko o alkoholizm, ale o nierozerwalnie związaną z nim agresję. Nie mam tu na myśli jedynie ataków ze strony osoby pijącej, ale też agresję partnera która bardzo często w alkoholizm wpędza –  ilu to mężczyzn dosłownie ucieka przed żonami do barów…

Terapia litem zwiększała ilość szarej masy w mózgu. Ciężko przecenić znaczenie tego odkrycia – możliwe, że to początek drogi do uzyskania taniej, łatwo dostępnej terapii minimalizującej skutki wylewu czy operacji tego narządu. Możliwe też, że dzięki prostemu, taniemu suplementowi można po prostu stać się zdolniejszym człowiekiem.

Jego obecność w wodzie pitnej zwiększa średnią życia całej populacji, to samo badanie potwierdziło przedłużenie życia u zwierząt które otrzymały niewielkie ilości suplementu.

Pacjenci psychiatryczni, którzy otrzymują lit, mają wyraźnie zmniejszone ryzyko zachorowania na raka.

Chlorek litu cofnął (tak, cofnął!) eksperymentalną miażdżycę u myszy, wywołaną dietą wysokotłuszczową. (ah, no tak, zapomniałem, jestem w internecie, internet wie, że tłuszcz nie powoduje miażdżycy.) Potwierdzają to badania dotyczące związku pomiędzy stężeniem tego pierwiastka w wodzie pitnej a miażdżycą u ludzi.

Jego podanie opóźniało rozwój stwardnienia bocznego zanikowego. W praktyce u chorego otrzymującego lit przez 15 miesięcy choroba czyniła taki postęp, jak w ciągu 1-2 miesięcy u tych, którzy go nie otrzymali. Postęp choroby był tak wolny, że prawie niezauważalny.

Chyba nikogo już nie muszę zachęcać do kupienia i stosowania tej substancji? Najtańsza forma to zwykły chlorek litu, który jest popularnym odczynnikiem chemicznym. W 1 gramie jednowodnego chlorku znajduje się 112 miligramów litu. Dzienna porcja suplementu powinna wynosić pomiędzy 4 a 20 mg. Oznacza to, że rozpuszczając 10 gramów w litrze wody, w 1 mililitrze (do odmierzenia zwykłą strzykawką) uzyskamy 1,1 mg litu, analogicznie rozpuszczając 20 gramów w 0,5 litra uzyskamy stężenie 4,4 mg/ml.

Jeśli ktoś nie dowierza w swoje umiejętności „chemiczne” albo nie ufa czystości substancji kupowanych w sklepach chemicznych (ja stosuję je od lat i żyję), zawsze może kupić gotowy suplement – przy czym sugerowałbym to robić bezpośrednio u producenta, jako że w Polsce nie ma możliwości sprzedaży tego w sposób legalny, w związku z czym wszelkie transakcje na np allegro są „szemrane”, przez co dość łatwo o podróbkę. Można też poszukać wody mineralnej która zawiera ten pierwiastek.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Lit

  1. aldia pisze:

    Pierwszy raz słyszę o tym pierwiastku. A gdzie się znajduje?

    • tomtom pisze:

      W zasadzie tylko w wodzie pitnej – a jak nie ma w regionalnym ujęciu wody, pozostają suplementy. Oczywiście może też być w normalnym pożywieniu, ale tu już nie ma możliwości sprawdzenia co ile go zawiera, bo zależy to od składu wody którym były podlewane rośliny / pojone zwierzęta w miejscu, gdzie żywność produkowano.

  2. Edyta pisze:

    Mam pytanie odnośnie rozcieńczania chlorku litu. Dajmy na to że dam na 0,5 l wody tak jak piszesz 20 g chlorku litu. Będę strzykawką codziennie brała np 3 ml. Czyli będę miała go na bardzo długi czas. Czy ta woda może sobie tak stać długo? może lepiej zrobić rozrobić 1 g na 0,5 l wody?
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *