Dlaczego ludzie wierzą szarlatanom.

Sporo o tym myślałem. Dlaczego tacy ludzie jak dr Ornish, który udowodnił badaniami, że za pomocą metod naturalnych można niemal całkowicie zapobiegać zawałom i przynajmniej jednemu z nowotworów (ale za to takiemu, który zabija co trzydziestego mężczyznę w tym kraju) są praktycznie nieznani, nikt kompletnie nie interesuje się ich zaleceniami, nie stosuje tego w praktyce, zaś niejaki Atkins, który nie miał za sobą żadnych badań, co więcej, w dziesiątkach prób klinicznych udowodniono że jego wynalazki po prostu szkodzą – jest wielbiony przez tłumy, ma (no… miał, zanim nie zabiła go choroba układu krążenia) sławę i pieniądze? Dlaczego na naszym polskim gruncie tacy ludzie jak pani Desmond, mająca gigantyczną wiedzę i naprawdę duże osiągnięcia mają praktycznie zerową popularność, a przez tłumy wielbiony jest Zięba, który często wygaduje kompletne bzdury?

Doszedłem do wniosku, że ludzie po prostu chcą być okłamywani. Chcą słyszeć określone rzeczy. To jak z polityką, wygrywa ta partia, która najwięcej naobiecuje, a nie ta, która da najlepszy program.

Przyznam, że trochę mnie to boli. Gdy widzę tych wszystkich ludzi, którzy ciężko pracują, by przekonać innych do dbania o własne zdrowie, niemal bez efektu, a potem przychodzi szarlatan i tłum szaleje – to dość smutne. Ale chyba przypomina to trochę narzekanie muzyka klasycznego, że na jego koncert przyszło 12 osób, a na miejscowy zespół disco polo wszystkie bilety wykupiono 2 godziny po otwarciu kas.

Po cóż więc piszę taki post? Chyba jako ostrzeżenie dla tych, którzy mają trochę rozsądku. Może jak pokażę mechanizm, ludzie będą mogli się ustrzec?

Pamiętam swego czasu popełniłem artykuł o autyzmie – rzeczowo i z poparciem badaniami wyjaśniłem tam, skąd wzięło się tyle zachorowań. To była brzydka prawda, brudna i niewygodna – ale prawda. Zostałem za to znienawidzony przez niektórych. Nie ma w sumie co się dziwić – jaka matka spokojnie przyjmie do wiadomości, że choroba dziecka wynika nie z powodu „spisku producentów szczepionek”, ale z jej własnego odżywiania w czasie ciąży? Problem w tym, że to nie kończy się na oburzeniu wyrażanym na forum – te matki nie zmienią diety, nie zastosują suplementów, następne dziecko też może mieć potem problemy. Będą przekonywać inne kobiety do tego, by nie szczepiły swoich pociech – efekt będzie taki, że w końcu wrócą epidemie i będziemy mieć zarówno autyzm, jak i dzieciaki na wózkach inwalidzkich. A co najgorsze, właśnie ta grupa matek – najgłośniejsza – najmocniej blokuje informacje, które faktycznie mogą przyszłe dzieci uratować.

W tym wypadku zadziałał mechanizm, o którym piszę – te kobiety chciały, by ktoś im powiedział „to ktoś inny jest winien!”. I znalazł się ktoś, kto tak mówi. Znalazła się też grupa cwaniaków, którzy tym kobietom sprzedają terapie na „wypłukanie rtęci po szczepionkach”. Wszyscy są zadowoleni. Tylko dzieciaków szkoda.

Ludzie uwielbiają się obżerać. Mamy to głęboko w genach – „jedz póki można, bo potem antylopy odbiegną i nie będziesz mógł już polować”. Tyle tylko, że teraz już nie ma ryzyka głodu. Niestety, geny o tym nie wiedzą i ciągle wysyłają rozkaz „jedz, jedz, jedz, jak najwięcej tłuszczu, jak najwięcej soli”. To zadziwiające, jak bardzo ludzie są w stanie samych siebie oszukiwać, byle tylko wmówić sobie, że obżeranie się jest zdrowe. Pamiętam na jednym z for dyskusyjnych całkiem na poważnie przedstawiano mi argument, że gdzieś w Biblii była wzmianka o ludziach, którzy jedli tylko mięso i żyli 300 lat. Podawano też przykład gościa, który pisał książki przygodowe i opisał w nich jakieś plemię, które jadło mięso i było przez to super ekstra wyczepiste. Co tam opinia wszystkich lekarzy i naukowców, co tam tysiące badań – mamy wzmiankę w Biblii i książkę przygodową!

O tych obłędnych dietach – tych wszystkich low-carb, keto i całej reszcie napiszę w końcu oddzielny artykuł punktujący błędy w interpretacji badań jakie robią promotorzy tych diet cud (cud, jeśli przeżyjesz), bo warto go napisać, tu wrzucę jedynie badanie, które jest jednym z ciekawszych przypadków w historii medycyny. Grupa pacjentów z zapchanymi tętnicami dostała zalecenie, by zmienić dietę na niskotłuszczową wegetariańską z odpowiednimi suplementami. Zmierzono im przepływ przez tętnice wieńcowe, rozpisano co i jak mają robić, odesłano do domu i czekano, by za rok zrobić kolejne badanie. Wtedy jednak pojawił się guru Atkins, przekonujący ludzi do swojej super hiper diety – „wszyscy ci naukowcy kłamią, masz jeść tłusto a miażdżyca się cofnie”. I miliony uwierzyły. W tym również część osób będących w tej próbie klinicznej. Chyba wypada wrzucić obrazek:

87i_bloodflow

To czerwone to przepływ. W skrócie – po roku niskotłuszczowego, wysokowęglowodanowego wegetarianizmu przepływ krwi zwiększył się o około 40%, po roku diety niskowęglowodanowej – zmniejszył o około 40%.

Jaką szansę mają tacy ludzie jak Desmond czy Ornish, którzy co prawda mają na poparcie swoich słów setki badań, ale mówią „sorki, to smaczne jedzenie nie jest zdrowe”? Tłum pójdzie za szarlatanami, którzy opowiadają smaczne kłamstwa.

Dostanie się też Ziębie. Doskonale wplata się on w ten nurt. Kto by tam słuchał tych nudziarzy, którzy gadają o tych beznadziejnych, niesmacznych dietach, o ruchu, o rzuceniu palenia. Mamy tutaj gościa, który mówi „spoko, jedźcie co chcecie, tutaj jest taka cudowna witamina C, możecie nawet kupić na mojej stronie, to wystarczy, by uchronić przed miażdżycą!”.

Już to wyjaśniałem we wpisie poświęconym „Ukrytym terapiom”, tu jedynie przypomnę co jest w tym nie tak – Zięba podał jako „dowody na skuteczność witaminy C” badania, w których ludzie którzy jedli więcej warzyw i owoców (a więc i mniej mięsa) rzadziej umierali na zawał, dodatkowo zarzucając czytelnika mądrze brzmiącymi linkami, które po sprawdzeniu okazywały się czymś w rodzaju „pan x powiedział, że uważa witaminę C za bardzo fajną rzecz”, „pan y twierdzi, że ona leczy wszystkie choroby”. To, że z tych tysięcy substancji które są w warzywach i owocach akurat witamina C jest odpowiedzialna za poprawę stanu zdrowia – to już jego własna fantazja. Co więcej, witamina ta była badana pod tym kątem, ludzie którzy brali suplementy umierali na zawał dokładnie tak samo często jak ci, co nie brali, co więcej, w pewnej próbie klinicznej suplementacja nią podwajała ryzyko wylewu.

W jednym z badań mężczyźni w wieku ponad 50 lat otrzymywali przez 8 lat suplementy albo placebo – w sumie były 4 grupy: podwójne placebo, witamina C plus witamina E, oraz czysta C z placebo E oraz czysta E z placebo C. Badano naprawdę dużą grupę osób, bo aż 14,641 mężczyzn. Po ośmiu latach okazało się, że witaminy te nie miały praktycznie żadnego wpływu, nie licząc niemal podwojenia ryzyka wylewu przy witaminie E.

To samo dotyczy niemal wszystkich rewelacji „naczelnego szamana” – cudowne pastylki, które mają zapewnić długie i zdrowe życie, a które po przyjrzeniu się „dowodom” na ich działanie okazują się totalną ściemą. Ale ściemą fajną. Przyjemną. Ludzie to lubią. Wolą uwierzyć w kapsułki, niż w konieczność zmiany sposobu odżywiania czy trybu życia.

Na koniec – nowotwory. Poświęciłem im całą dużą stronę internetową, gdzie opisałem, jakie terapie naturalne mają sens. Są takie, które przynajmniej przedłużają życie, a nawet dają szansę na całkowite wyleczenie. Niestety, są one zazwyczaj trudne, jak na przykład dieta, albo dają jedynie niewielką poprawę, jak zioła. Niemniej są to metody sprawdzone, potwierdzone próbami klinicznymi. Ludzie je ignorują. Co zaś cieszy się nie słabnącą popularnością? Amigdalina, jedyna chyba substancja z grupy „alternatywnych”, która została solidnie przebadana – i okazało się, że ma dosłownie zerowy wpływ na przebieg choroby.

Nowotwory to naprawdę paskudne choroby, z reguły nie ma wiele czasu i nie ma miejsca na błędy. Dieta dra Ornisha zatrzymała rozwój raka prostaty u każdego z badanych pacjentów, wyniki badania sugerują, że podobnie pozytywny (ale zapewne nie aż tak dramatyczny) wpływ będzie miała na inne rodzaje. Ale nie słyszy się o tym. Zamiast tego popularność zdobywają szarlatani, wmawiający ludziom, że starczy jeść pestki moreli.

Mam nadzieję, że ten wpis nie zostanie odebrany jako „hejt” (to jedna z reakcji obronnych na niewygodną prawdę – zaatakować osobę ją wygłaszającą, na przykład nazywając hejterem). Miał on pokazać, że jeśli coś jest zbyt ładne, by było prawdziwe – najprawdopodobniej jest zwykłym oszustwem. Nie ma cudownych witamin chroniących przed chorobami, nie ma cud-diet opartych na smacznym jedzeniu, nie ma spisku szczepionkowego. Jak następnym razem usłyszycie o jakimś suplemencie „na wszystko”, o jakimś mechanizmie (np toksynie czy bakterii) odpowiadającym za wszelkie choroby świata – przypomnijcie sobie ten wpis.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Dlaczego ludzie wierzą szarlatanom.

  1. Grumpy pisze:

    Tak jak np. Zięba jest pro wit C tak Pan jest pro wege. Zbytnie zamknięcie umysłu powoduje krótkowzroczność oraz brak obiektywnej opinii na wiele spraw. Czytałem książkę gdzie pewna Pani doktor Wahls wyleczyła się ze stwardnienia rozsianego zmieniając swoją dietę. Warto przeczytać i nie nastawiać się na nie. Ona pisze o dostarczaniu do organizmu niezbędnych składników, aby organizm mógł sam się zregenerować, a te składniki znajdują się zarówno w warzywach, owocach jak i mięsie. Ona bardzo fajnie wszystko opisuje i jestem skłonny uwierzyć w jej teorie bo po prostu mają sens. Nie można się opierać tylko na badaniach, bo:
    1. Nie są one zawsze prowadzone zgodnie ze sztuką, manipulując wynikami badań (badania na temat cholesterolu Ancela Keysa)
    2. Sponsorowane są przez koncerny farmaceutyczne, które nie pozwolą, aby wymyślono przełomowy lek, bo jak wiadomo dobry pacjent to chory i wciąż żywy pacjent.
    Jest mnóstwo informacji i teorii, łatwo się w tym wszystkim zgubić. Moim zdaniem należy myśleć logicznie i nie wierzyć we wszystko co jest napisane.

    • tomtom pisze:

      Wolę nie czerpać wiedzy ze źródeł typu „pewna pani napisała książkę”. A jakby napisała książkę o tym, że wyleczyła się modląc się do małego białego kwadratu to też byłby to dowód? Jest to szczególnie ważne w przypadku stwardnienia rozsianego, gdzie pewien (bardzo wysoki) procent ludzi zdrowieje w zasadzie bez powodu. Jeśli 20 chorych zacznie modlić się do małego białego kwadratu, jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że przynajmniej jeden z nich napisze potem książkę jak to go uzdrowiło.

      • Grumpy pisze:

        Z tego co czytam to nie przeczytałeś tej książki, a komentujesz ją…

        Przytocz badania, które pokazują, że mięso jest be i należy jeść tylko warzywa. Ja takich nie spotkałem.

        Bardzo szanuje Twoje zdanie, więc nie odbieraj moich wypowiedzi jako atak.

        Czy uważasz, że jakby okazało się (przeprowadzono by badania), że jakaś witamina ma potężny wpływ na zdrowie to ta wiedza wypłynęła by na światło dzienne? Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
        Spójrz na życie trochę szerzej, a więcej dostrzeżesz.

        • tomtom pisze:

          Czy uważasz, że jakby okazało się (przeprowadzono by badania), że jakaś witamina ma potężny wpływ na zdrowie to ta wiedza wypłynęła by na światło dzienne?

          Przecież takich badań jest całe mnóstwo. Nikt ich nie blokuje, nikt nie ukrywa. Dotyczą głównie witaminy D3, bo w zasadzie tylko ona ma zauważalny wpływ – czyli spożywamy / otrzymujemy jej mniej, niż powinniśmy. Podobnie są setki badań dotyczących pozytywnego wpływu omega 3. To, że owe specyfiki nie są jakoś specjalnie reklamowane i koncerny farmaceutyczne nie namawiają nas do suplementacji to oczywiście fakt i problem, ale nie ma żadnego „spisku ukrywającego fakty”, jedynie żelazne prawa ekonomii. I wyznawcy spiskowych teorii.

          Badania przytoczyłem chociażby w tym wpisie – z pięknym obrazkiem co się dzieje z tętnicami, gdy stosuje się dwa różne typy odżywiania. Dopóki ktoś nie zaprezentuje innych badań, w których na innej diecie uzyska się efekt cofania się miażdżycy, będę obstawał przy tych które są dostępne.

    • tomtom pisze:

      ps. ten komentarz jest doskonałym zobrazowaniem notki blogowej. Dziesiątki badań na tysiącach pacjentów, opinie najlepszych na świecie naukowców twierdzących, że niesmaczna dieta jest zdrowa? Nie, to nieprawda, taka jedna baba napisała sobie książkę i tam jest jak byk, że zdrowa jest smaczna dieta!

  2. Jon pisze:

    „Dostanie się też Ziębie. Doskonale wplata się on w ten nurt. Kto by tam słuchał tych nudziarzy, którzy gadają o tych beznadziejnych, niesmacznych dietach, o ruchu, o rzuceniu palenia. Mamy tutaj gościa, który mówi „spoko, jedźcie co chcecie, tutaj jest taka cudowna witamina C, możecie nawet kupić na mojej stronie, to wystarczy, by uchronić przed miażdżycą!”.”

    Tyle tylko, że wydaje mi się, że nigdzie w książce Zięby nie ma nic po czym można by wywnioskować powyższe. Dużo jest o zmianie diety. Suplementacja ma być ostatecznością.

    „Co więcej, witamina ta była badana pod tym kątem, ludzie którzy brali suplementy umierali na zawał dokładnie tak samo często jak ci, co nie brali, co więcej, w pewnej próbie klinicznej suplementacja nią podwajała ryzyko wylewu.”

    Widzę rozbieżność między noblowskim rozumieniem kompleksu witaminy C, a potocznym utożsamianiem wit. C z którąś z pochodnych askorbinianu.

    „w pewnej próbie klinicznej suplementacja nią podwajała ryzyko wylewu.” ..trzeba przytoczyć czystość substancji, badania często tego nie podają.

    „W jednym z badań mężczyźni w wieku ponad 50 lat otrzymywali przez 8 lat suplementy albo placebo – w sumie były 4 grupy: podwójne placebo, witamina C plus witamina E, oraz czysta C z placebo E oraz czysta E z placebo C. Badano naprawdę dużą grupę osób, bo aż 14,641 mężczyzn. Po ośmiu latach okazało się, że witaminy te nie miały praktycznie żadnego wpływu, nie licząc niemal podwojenia ryzyka wylewu przy witaminie E.”

    I jestem ciekaw co właściwie te badania pokazują. Im więcej sprzecznych badań widzę, tym bardziej sam nie wiem co o tym sądzić.

    „Amigdalina, jedyna chyba substancja z grupy „alternatywnych”, która została solidnie przebadana – i okazało się, że ma dosłownie zerowy wpływ na przebieg choroby.” Są badania, gdzie szkodzi, więc chyba jednak wpływ ma ?

    Pozdrowienia

    • tomtom pisze:

      Badania pokazały to, co wiadomo od dawna – nic te witaminy nie dały. I nie ma żadnych sprzeczności, bo nie ma ani jednego badania które wykazało ich działanie w tym konkretnym zakresie. Są sytuacje, gdy suplementacja nimi pomaga, ale nie ma praktycznie żadnego wpływu na miażdżycę czy w ogóle na śmiertelność.

      Amigdalina w „pewien” sposób może wpłynąć na przebieg choroby nowotworowej. Jeśli zabije pacjenta, nowotwór obumrze razem z nim.

      Co zaś tyczy się Zięby, może było tam jakieś jedno zdanie o tym, że „no, ale suplementacja powinna być dodatkiem do diety…”. Może jedno było. Co nie zmienia faktu, że 99,9% książki to opisy terapii suplementami, a nie terapii zmianą diety. W znakomitej większości są to suplementy nie działające.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *