Krytyka metaanalizy wpływu tłuszczu nasyconego na zdrowie.

Trafiłem w sieci na bardzo ciekawą krytykę metaanalizy, która to metaanaliza miała udowodnić, że tłuszcz nasycony nie szkodzi. Jako że wiele osób powołuje się na tego typu badania, warto wiedzieć, jakie tam popełniono błędy. Autor wypunktował je bezbłędnie.

Dla nie znających angielskiego, streszczenie kilku punktów.

Po pierwsze – w badaniach z reguły uwzględnia się „inne czynniki ryzyka”. Dla przykładu, wiadomo, że jeśli ktoś stosuje dietę powszechnie uważaną za niezdrową, można się spodziewać, że z większym prawdopodobieństwem będzie również palił i pił – jeśli ludzie nie dbają o zdrowie, często jadą po całości. Gdyby okazało się, że ta dieta jest jednak zdrowa – w badaniach w dalszym ciągu wychodziłoby, że szkodzi, bo po prostu palacze i alkoholicy doprowadziliby do zafałszowania wyników.

W 8 z 20 badań, które uwzględniono w metaanalizie, jako „inny czynnik ryzyka” uwzględniono wysoki poziom cholesterolu. Błąd polega tu na tym, że to nie jest inny czynnik – taka dieta podnosi poziom cholesterolu, więc badania polegały tak naprawdę na tym, że wykluczono z nich te osoby, którym tłuszcz najmocniej zaszkodził. Ma to tyle sensu, co badanie szkodliwości palenia tytoniu, ale z wykluczeniem osób, które zachorowały na raka płuc.

Usunięto też z badań osoby, które były chore na serce lub cukrzycę. Znowu narzuca się porównanie do badań dotyczących szkodliwości palenia, z których usunięto osoby z rakiem płuc.

Kolejny błąd to zebranie wszystkich rezultatów razem. Jak to autor ładnie przedstawił, wyobraźmy sobie dwa badania dotyczące wpływu życia wysokości na śmiertelność. W jednym z nich badamy osoby, które żyją na wysokości od 500 do 1000 metrów nad poziomem morza, dzielimy ich na 5 grup, co 100 metrów. Wychodzi, że wysokość nie ma wpływu na śmiertelność, każdy przeżył. W drugim – przyglądamy się osobom, które żyją na wysokości od 8000 do 20 000 metrów, tym razem dzielimy na grupy co 3000 metrów. I znowu wysokość nie ma wpływu – wszyscy umarli. Jeśli teraz połączymy te badania, wyjdzie, że bez względu na to jak wysoko żyjemy, nie będzie to miało żadnego wpływu na zdrowie. Jeśli jednak je rozdzielimy i popatrzymy oddzielnie, widać, że wpływ będzie gigantyczny.

Tak też zrobiono w metaanalizie. Połączono dwa badania, jedne z Japonii, gdzie spożycie tłuszczu nasyconego było tak niskie, że praktycznie wszyscy badani spożywali rekomendowaną ilość (poniżej 10% kcal dziennie), oraz z Finlandii, w którym to badaniu nawet osoba z najniższym spożyciem w dalszym ciągu jadła tego więcej, niż Japończyk z najwyższym. W jednym i w drugim badaniu wyszło, że spożycie nie ma wpływu, ale – jeśli je rozdzielić, różnica była i to dosłownie ośmiokrotna.

Jakby to jeszcze bardziej obrazowo przedstawić – wyobraźmy sobie dwa badania, gdzie ocenia się wpływ papierosów na zdrowie. W jednym będą to osoby palące od 7 do 10 papierosów dziennie, w drugim – od 25 do 30. Można się spodziewać, że ani pierwsze, ani drugie badanie nie wykaże wpływu ilości wypalonych papierosów na stan zdrowia. Żeby to wykazać, trzeba porównać osoby które nie palą ani jednego z tymi, które palą 30.

Z metaanalizy powycinano niewygodne rzeczy. Dla przykładu, Nurses’ Health Study miał we wnioskach zdanie „zastąpienie 5% energii z tłuszczu nasyconego przez 5% energii z tłuszczu nienasyconego redukuje ryzyko choroby serca o 42%”. Śladu po tym nie było w omawianej pracy.

(słowo ode mnie) Coś, co jest oczywiste – ludzie uwielbiają kłamać, szczególnie gdy pyta się ich „czy zdrowo się odżywiasz”. Dlatego wszelkie badania oparte na kwestionariuszach z definicji nie są wiele warte – dopóki nie przepisze się komuś całej diety od A do Z, albo – jeszcze lepiej – nie obserwuje się go 24 godziny na dobę, nie wiemy, czy mamy do czynienia z dietą pacjenta, czy z jego fantazjami na temat tego, jak chciałby się odżywiać.

Problemem są też interakcje między różnymi składnikami odżywczymi, a także fakt, że tłuszcz nasycony można zastąpić na przykład słodyczami, co oczywiście będzie bardzo niezdrowe, ale nie będzie można powiedzieć, że tłuszcz przez to stał się zdrowy – jest po prostu mniej niezdrowy.

Na koniec warto przyjrzeć się badaniu, które jako jedno z dwóch wykazało bardzo duży związek tłuszczy nasyconych z chorobami serca – Oxford Vegetarian.

W badaniu Oxford postarano się o to, by osoby biorące udział miały w miarę zbliżoną dietę, ale znacznie różniącą się poziomem spożywanego tłuszczu. Innymi słowy, wzięto do niego członków towarzystwa wegetarian oraz – jako porównanie – ich rodziny. Gwarantowało to (na tyle, na ile można cokolwiek zagwarantować), że będą to osoby z podobnymi zwyczajami, tak żywieniowymi jak i i innymi – czyli będą piły podobną ilość kawy, siedziały równie długo przed telewizorem czy równie często chodziły na spacery. Zadeklarowani wegetarianie bardzo rzadko oszukują, jak ktoś taki mówi, że nie je tłustego mięsa, to zazwyczaj faktycznie go nie je.

Przedział spożycia był bardzo duży – około 300% pomiędzy najniższym a najwyższym spożyciem (w metaanalizie zazwyczaj było to około 50% lub mniej).

Wniosek, jaki z tego można wysnuć jest dość smutny – jeśli ktoś chce, to może udowodnić wszystko, jeśli tylko dobierze sobie odpowiednio przeprowadzone badania.

Linki do analizy:

https://www.drmcdougall.com/misc/2014nl/mar/chowdhuryp1.pdf

https://www.drmcdougall.com/misc/2014nl/apr/chowdhurypart2.pdf

https://www.drmcdougall.com/misc/2014nl/may/chowdhuryp3.pdf

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Krytyka metaanalizy wpływu tłuszczu nasyconego na zdrowie.

  1. jg pisze:

    Chodzi o dietę z tłuszczem zwierzęcym nasyconym, czy tłuszczem nienasyconym, który się nasycił w procesie produkcji, bo to daje dwa zupełnie różne efekty? Pierwszy poziom cholesterolu obniży a drugi podwyższy.

    W blaszce miażdżycowej, ultra twardej zresztą też znaleziony ślady obu tłuszczy, ale największy problem stanowiły utlenione kwasy wielonienasycone, czyli kłania np. smażenie na oliwie, spożywanie taniej czekolady aniżeli boczek i jajecznica na maśle.
    A badania z linków takie sobie.

    „Wniosek, jaki z tego można wysnuć jest dość smutny – jeśli ktoś chce, to może udowodnić wszystko, jeśli tylko dobierze sobie odpowiednio przeprowadzone badania.” Wniosek smutny i prawdziwy, mam podobne wrażenie i dystans do badań.

    • tomtom pisze:

      Boże, ktoś patrzy na to, co znaleziono w blaszce? Wodę też tam znaleźli. Mechanizm odkładania się blaszki miażdżycowej jest cholernie skomplikowany, myślenie kategoriami „jest w niej jakiś tłuszcz, jak go odstawimy to blaszki nie będzie” jest po prostu prymitywizmem. Właśnie z takich prób zrozumienia skomplikowanych rzeczy poprzez ich uprymitywnianie, rodzą się wszelkiego rodzaju mity o chorobach.

      Jeśli ktoś naprawdę uważa, że to wysycanie tych tłuszczy w trakcie obróbki termicznej jest problemem, niech zrobi badania, na początek na szczurach. Czekamy na efekty.

  2. jg pisze:

    No cóż…ciało człowieka nie wytwarza pewnych substancji. Więc trzeba je najpierw dostarczyć, żeby mogły się znaleźć w chorej tkance.

    Prymitywizm? Mówi to osoba, która sama się wyleczyła się z różnych rzeczy obserwując braki i uzupełniając je. Nawet jeśli powstanie wieżowca jest super skomplikowanie, to łatwo stwierdzić, że nie powstanie bez fundamentu albo zawali się w trakcie.

    Na pewno jest to znaczne uproszczenie. Ale o czym może świadczyć, że akurat taki tłuszcz się tam znalazł jako budulec. Może było go za dużo? Może ten akurat był pod ręką? Może organizm użył go jako jednego z elementów dodatkowych.

    Podam analogię w blaszce jest sporo wapnia, magnezu, fosforanów – zachodzi proces kostnienia, utwardzania. Analiza składu sugeruje przynajmniej tyle jakie procesy kompensacyjne zachodzą aby ratować naczynia krwionośne w warunkach stanu zapalnego. Nie widzę tutaj nic prymitywnego. I nie ktoś a tysiące naukowców. Natomiast pełna zgoda, że w ustach laika może to brzmieć głupio, ale czy nie od tego jest Internet aby dyskutować?

    • tomtom pisze:

      Tak jak pisałem, znajduje się tam też woda. Czy to znaczy, że jak przestaniemy pić to przestanie narastać blaszka miażdżycowa? W pewnym sensie to prawda, bo u martwych miażdżyca się nie rozwija. Pytanie podstawowe, jaki procent tej blaszki to właśnie te kwasy, o których mowa? Drugie, czy są egzo, czy endogenne? Trzecie, czy występują u każdego człowieka który ma miażdżycę, czy tylko u niektórych ludzi?

      Podawałem wielokrotnie analogię żółtych palców u palaczy – jakby zbadać umierających na raka płuc, okazałoby się, że każdy miał żółte palce. Nie oznacza to, że jeśli im te palce przemalujemy, to przestaną chorować. Fajnie by było, gdyby organizm ludzki działał w ten sposób, niestety jest to „trochę” bardziej złożone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *