Dlaczego nie wolno ufać forom dyskusyjnym

Niedawno na moim forum pojawił się taki wpis:

U mnie wszystko w porządku. Po nerwicy nie ma śladu od bardzo dawna. Najbardziej pomogła aktywność fizyczna plus jacobson. Trwało to trochę dłużej, niż miesiąc, ale udało się.

Jeśli prowadzisz jakąś statystykę- możesz mnie dopisać do wyleczonych 🙂

Nie odwiedzałem forum, bo po prostu nie chciałem pamiętać o tej przykrej dolegliwości.

I zaraz pod nim

No właśnie Tomakin! To jest genialny pomysł!

Uważam, że powinieneś zrobić na forum dział, w którym zbierzesz posty wszystkich wyleczonych. Coś w stylu „Wyleczeni” itp.

Jako że jest to już któraś z kolei tego typu prośba, chyba warto napisać, czemu jestem przeciwny tego typu praktykom, a także dlaczego do wszelkich opisów „cudownego uzdrowienia” z for dyskusyjnych podchodzę jak do jeża.

Internetowe zbiorowiska chorych, typu fora internetowe czy grupy facebookowe są wylęgarnią najbardziej wyuzdanych koncepcji medycznych. Odpowiednio długo szukając, można znaleźć wszystko – dowody na cudowną moc leczniczą czarów, bioenergoterapii, homeopatii, przykładania rąk, a także w drugą stronę – na szkodliwość chemtrails czy szczepionek.

Swego czasu youtube przeżywało oblężenie pewnego specyficznego typu filmów – ludzie wyrzucali trzy szóstki na kostkach kilka tysięcy razy pod rząd, albo 10 razy pod rząd rzucali monetą, za każdym razem uzyskując orła. Wszystko otoczone nimbem tajemniczości, ma się rozumieć. Niektórzy uwierzyli, ci inteligentni od razu załapali o co chodzi – wystarczy po prostu nagrywać filmy kilkaset, albo nawet kilka tysięcy razy pod rząd, rachunek prawdopodobieństwa mówi, że za którymś razem uzyskamy ten upragniony „cudowny” wynik.

I to jest problem z grupami internetowymi. Są one bardzo często odpowiednikiem zbiorowości ludzi, którzy właśnie wyrzucili szóstkę na kostce trzy razy pod rząd. Niby nic niezwykłego, każdemu kto grał w kości się to przydarzyło, w końcu prawdopodobieństwo jest wysokie, coś około 1 do 200. Jeśli jednak zbierze się takie osoby w jednym miejscu, widzą one, że coś jest nie tak – oni WSZYSCY wyrzucili te trzy szóstki! Jako że ich grupa skupia wyłącznie ludzi, którzy właśnie mieli szczęście w rzutach, nie widzą tych dziesiątek tysięcy osób, które miały inny wynik.

Przyjrzyjmy się szczepionkom. Pomiędzy 12 a 18 miesiącem życia dzieciak otrzymuje 9 szczepień. Załóżmy, dla uproszczenia, że dostaje je w 3 falach. Daje to 3  fale w ciągu 213 dni, powiedzmy – jedno szczepienie co 70 dni.

Co nam mówi matematyka? Że co siedemdziesiąte dziecko, które pomiędzy 12 a 18 miesiącem życia zacznie dawać objawy autyzmu (wybrałem ten okres, gdyż wtedy właśnie bardzo często choroba się ujawnia), będzie te objawy mieć w ciągu 24 godzin od otrzymania szczepionki. Biorąc pod uwagę, że autyzm często ujawnia się po silnym stresie, jakim bez wątpienia jest wizyta w przychodni (nie sam zastrzyk), można śmiało założyć, że będzie to dotyczyć co trzydziestego dziecka.

Chyba jest już jasne, do czego dążę. Mamusia widzi u swojego dziecka, że w ciągu doby po szczepieniu zmieniło się jego zachowanie, wchodzi na forum dyskusyjne, tam widzi posty kolejnych takich mamuś, no tak, sprawa jasna. Z matematyką zawsze było u niej pod górkę, ona już WIE. Naukowcy, badania? Pf, ona ma post na forum gdzie opisano taki sam przypadek. I co z tego, że zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa takich przypadków mamy w skali kraju tysiące? Matematyka jest dla idiotów!

Mamy więc z jednej strony dziesiątki tysięcy lekarzy i naukowców z całego świata, którzy przez dziesiątki lat zajmowali się zagadnieniem. Wszyscy oni niemal bez wyjątku twierdzą, że szczepionki ratują życie. Z drugiej strony mamy pana Janusza, z zawodu mechanika samochodowego, który twierdzi na swoim blogu, że to wszystko nieprawda, szczepionki nie chronią przed chorobami, a co więcej robią dzieciom autyzm w głowie. Komu zaufać, hmmm… dziesiątkom tysięcy ludzi z których każdy poświęcił zagadnieniu kilkanaście lat studiów, czy anonimowi z internetu który wiedzę czerpie z przeczytanego właśnie bloga?

Ten problem przewija się przez cały altmed. Z jednej strony mamy opinię tysięcy specjalistów, z drugiej – pani Grażynki, na stałe pracującej na kasie w Biedronce. I ludzie wolą uwierzyć pani Grażynce…

Przyjrzyjmy się kilku innym przypadkom.

Witamina C. Bardzo popularna ostatnio wśród wszelkiej maści oszustów i szarlatanów, którzy sprzedają ją jako pewną broń przeciw zawałom czy nowotworom. I znowu mamy po jednej stronie praktycznie wszystkich naukowców, po drugiej – jednego gościa bez wykształcenia medycznego. Ludzie wolą uwierzyć temu jednemu.

Pisałem o tej witamince wielokrotnie, ale chyba warto podkreślić – ona została bardzo dokładnie przebadana, w próbach klinicznych pod kontrolą placebo.

Słówko o tym, jak taka próba wygląda – lekarze dostają pastylki, powiedzmy czerwone i niebieskie. W czerwonych będzie witamina C, w niebieskich – przysłowiowa woda z kranu. Wybranej grupie pacjentów (którzy oczywiście dostają kasę za udział w badaniu) przepisują te tabletki, połowa dostaje czerwone, połowa niebieskie. Cały trick polega na tym, że ani lekarze, ani pacjenci nie wiedzą, co jest w jakiej tabletce. Po jakimś czasie – w tym wypadku po wielu latach – porównuje się stan zdrowia jednej i drugiej grupy. Unika się dzięki temu sytuacji, gdy ktoś wmawia sobie, że mu pomogło to, co bierze, albo takiej jak opisana wyżej, że zbiera się grupa osób którym poprawił się stan zdrowia akurat wtedy, gdy brali i powiązali to z tym, co brali.

Jak się okazuje, witamina C w najmniejszym nawet stopniu nie wpływa na ryzyko zawału serca:

http://www.mity.lekiznatury.net.pl/witamina_C.html

Co więcej, nie wpływa ona też na ryzyko zachorowania na raka – nie licząc jednej próby klinicznej, w której niemal ją podwoiła:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4666862/

Jednym z powikłań po boreliozie jest tak zwany zespół poboreliozowy. Paskudne, grypopodobne objawy, utrzymujące się przez wiele miesięcy, a czasem nawet kilka lat po zakończeniu leczenia. Grupa szarlatanów wpadła na pomysł – wmawiajmy ludziom, że to jest borelioza, że oni dalej chorują, sprzedawajmy im antybiotyki! I faktycznie, ludzie biorą te antybiotyki i czują się lepiej – po kilku miesiącach, a czasem po kilku latach. Wypisują potem po internetach, że lekarze to się nie znają, bo im dopiero rok antybiotyków pomógł.

Z pomocą przychodzi badanie pod kontrolą placebo – podawano osobom z zespołem poboreliozowym antybiotyki, przez wiele miesięcy, trick polegał na tym, że połowa z nich dostała wodę z kranu. Zrobiono w sumie cztery duże próby kliniczne. Jak się okazuje, „cudowne ozdrowienia” zdarzały się dokładnie tak samo często u tych, co dostawali końskie dawki antybiotyków jak i u tych, co brali placebo:

http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJM200107123450202

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12821734

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17928580

Delikatna poprawa samopoczucia następowała tylko wtedy, gdy stosowano antybiotyki będące jednocześnie środkami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi i była dokładnie taka, jakiej należało się spodziewać. U ani jednego pacjenta nie znaleziono żywej bakterii w próbkach krwi i wymazach ze stawów, kilka osób znalazło się na granicy śmierci z powodu powikłań po lekach.

Z jednej strony mamy naukowców którzy zbadali w próbach klinicznych czy antybiotyki pomagają i uzyskali wynik jak wyżej, z drugiej – internetowych znawców krzyczących, że przecież oni brali i w końcu kiedyś przestało ich boleć. Ciśnie się na usta powiedzenie o katarze, który leczony trwa tylko tydzień, a nieleczony aż siedem dni.

Warto czasem zajrzeć na fora homeopatów. Tam aż roi się od „dowodów” skuteczności, które polegają na czymś podobnym – biorą te swoje tabletki na coś, co tak czy tak kiedyś musi minąć – i mija! Tadam, tabletka działa.

Ludzie panicznie boją się śmierci i starości. Łupanie w krzyżu znacznie łatwiej wyjaśnić jakąś tajemniczą chorobą, niż tym, że po prostu się sypiemy.

Dość prężnie jakiś czas temu działała sekta, która wszystkie tego typu objawy tłumaczyła zatruciem rtęcią z amalgamatów. Na podobnej zasadzie jak we wszystkich innych przypadkach, zbierali się na forach internetowych i poklepywali się nawzajem po plecach – „no, ja też mam osiem plomb i źle się czuję, to nie może być przypadek”.

http://ije.oxfordjournals.org/content/33/4/894.full

W powyższym badaniu sprawdzono stan zdrowia 20 000 osób, porównując go z liczbą plomb amalgamatowych. Oczywiście nie ma najmniejszego związku między tym, ile ktoś ma takich plomb w ustach a tym, jak się czuje.

W podobny sposób sprawdzono teorię boreliozy, czyli ile prawdy jest w opowieściach tych wszystkich osób, które po iluś latach od leczenia mają problemy ze zdrowiem.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11133377

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11345216

Osoby które dostały standardowe leczenie (2 do 3 tygodni doksycykliny) zostały po okresie od 10 do 20 lat od wyleczenia porównane z ludźmi w podobnym wieku, wiodącymi podobny tryb życia i mieszkających w tym samym regionie. Jak się okazuje, stan zdrowia był w zasadzie identyczny.

Podsumowując – wszelkie próby zebrania w internecie dowodów na skuteczność terapii, albo na szkodliwość czegoś, są z góry skazane na niepowodzenie. Mógłbym na forum zrobić listę wyleczonych, ale skąd niby pewność, że te osoby nie wyzdrowiałyby w tym czasie same z siebie, nawet jakby nic nie robiły?

Jest mnóstwo technik nie alternatywnych, ale mało popularnych, które pomagają w chorobach. Wiemy o tym dlatego, że zostały one przebadane. Wiemy, jak zapobiegać autyzmowi u dzieci – trzeba dbać o odpowiedni poziom witamin. kwasów tłuszczowych i pierwiastków w ciąży, a także unikać toksyn – dymu papierosowego czy pestycydów. Tyle, że to trudne – robić badania, brać tabletki, przestrzegać diety… łatwiej pokrzyczeć „szczepionki robio autyzm!!11”.

Wiemy, jak zapobiegać zawałom i nowotworom. W przypadku chorób serca są to metody o niemal stuprocentowej skuteczności, podobnie jest dla na przykład nowotworu prostaty. Ale to trudne, dieta która ratuje życie nie jest taka smaczna. Łatwiej uwierzyć w cudowną moc białego proszku kupionego od internetowego guru i dalej się obżerać. Najśmieszniejsze jest to, że ci sami ludzie którzy tak robią oskarżają innych o „wiarę w magiczne tabletki”.

Jest też sporo działających technik alternatywnych. Wiem, że opisane przeze mnie sposoby radzenia sobie z nerwicą zadziałają – bo zostały one sprawdzone w próbach klinicznych. Niektóre są stosowane przez lekarzy, inne – nie, zależy też na jakiego lekarza się trafi. Mógłbym tych wyleczonych z nerwicy wypisać w jednym poście na forum, pewnie byłoby to przekonujące – ale ja jestem idealistą. Wierzę, że można ludzi przekonać do tego, by nie wierzyli w takie posty. Że można ich nauczyć myślenia.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „Dlaczego nie wolno ufać forom dyskusyjnym

  1. Magda pisze:

    Czy moglbys podac zrodla tych badan nad nerwica ? Gdzie te badania znalazles ?

  2. asia pisze:

    To żałosne, co piszesz. Zero dowodów, zero empatii do innych ludzi.

  3. Muszkinson pisze:

    No cóż w sumie to i masz rację, ale mi nie chodziło o coś takiego w stylu jaki suplement najczęściej pomagał w nerwicy i np. tak jak na forum na samym dole masz taką statystykę kiedy najwięcej było osób na forum, czy ile jest zarejestrowanych użytkowników, to można by w ten sam sposób zrobić coś takiego:

    „Najczęściej skuteczny suplement w nerwicy:
    1 Kwasy Omega3 (30) – liczba w nawiasie wskazuje liczbę osób wyleczonych za pomocą danego suplementu
    2. Magnez (25) itd….”

    Oczywiście nie pisalibyśmy dokładnej nazwy specyfiku – żeby nie robić żadnych kryptoreklam tylko samą substancję – żeby była jasność 😉

    Nie chcę tutaj rozpętywać żadnych wojen, bo tak jak napisałem masz rację i zgadzam się z Tobą w zupełności, ale dzięki takiej statystyce osoba, która by się do Ciebie zgłaszała na forum mogłaby sobie podpatrzeć co komu najczęściej pomaga i od tego właśnie suplementu zacząć swoją terapię. Dzięki temu mogłaby oszczędzić sporo pieniędzy, ponieważ jest tego trochę jak wiesz a sama suplementacja chociażby kwasów omega3 to wydatek kilkuset złotych, co dla przeciętnego polaka (zwłaszcza młodego, bo najwięcej młodych choruje) to naprawdę duże pieniądze.

    Także mój pomysł na statystykę wziął się z powodów czysto ekonomicznych. Nie chodziło mi tutaj o dokładne opisywanie przypadku i przyczyn, ale raczej pokazanie co w nerwicy działa najskuteczniej i najczęściej. Wiem, że taka statystyka byłaby zafałszowana, bo tak jak słusznie piszesz:

    „Mógłbym na forum zrobić listę wyleczonych, ale skąd niby pewność, że te osoby nie wyzdrowiałyby w tym czasie same z siebie, nawet jakby nic nie robiły?”

    ale dzięki temu niektóre osoby mogłyby szybciej trafić w swój „niedobór” i znacznie przy tym zaoszczędzić. Nie ma przy tym potrzeby, aby dokładnie opisywać każdą nerwice, bo wtedy faktycznie doszło by do tego, że ludzie bardziej wierzyliby anonimowym ludziom z forum internetowego niż specjalistycznym badaniom medycznym, co już dziś staje się coraz bardziej modne i niemal urasta do rangi „standardu”

    Nie chodzi tu o szukanie przyczyn, ale o jak najkrótszą i możliwie najtańszą drogę do wyleczenia.

    • tomtom pisze:

      Tyle, że takie układanie ma zerową wartość poznawczą – a co, jeśli okaże się, że akurat trafiło na 3 osoby które brały jakiś kompletnie nie działający suplement, a akurat im nerwica sama przeszła? A ten najczęściej działający trafił na serię osób które akurat tego niedoboru nie miały? Są badania pod kontrolą placebo, które pokazały które suple działają z jaką skutecznością, wiadomo też, jakie są ceny suplementów – biorąc to pod uwagę, ułożyłem plan podzielony na 3 etapy, w pierwszym są te najtańsze z największą szansą na zadziałanie, uwzględniłem też to, że taki np magnez może zadziałać już po kilku dniach, zaś omega 3 – dopiero po kilku miesiącach.

      To miałoby tylko i wyłącznie sens emocjonalny, jak się robi takie nieprawdziwe, zakłamane listy, to ludzie w nie wierzą. Zresztą popatrz na wpis niżej, niektórzy wierzą w nie do tego stopnia, że plują jadem na każdego, kto ma odmienną opinię. Ja nie chcę pogrywać na emocjach, wolę mieć wszystko poukładane zgodnie z metoda naukową, nawet jeśli przez to nie dotrę do części osób.

  4. jg pisze:

    TO jak to jest, że w pubmedzie pod samą witaminą C wiszą setki wpisów. Każdy coś bada. Są takie, które pokazują A, są takie które pokazują B, są takie, z których nic nie wynika, ale tych jest mało – no bo jak to? Badanie nic nie pokazało. Ktoś po coś bada tą witaminę w dużych dawkach również. Na blogu, który przytaczasz jest napisane coś odwrotne i niezgodne z zawartością pubmedu. Pisanie, że przeciwutleniacz jest nic nie wartym proszkiem raczej ośmiesza autora przytoczonego bloga.

    Jednego jestem pewien. Nie widziałem żadnego badania na dużej próbie, które wydałoby mi się wiarygodne, że witamina C działa lub nie. Dlaczego? Bo nie było tak dużego badania. Więc temat uważam za otwarty, a nie za zamknięty.

    Zgoda co do stwierdzeń związanych z autyzmem.

    • tomtom pisze:

      Ależ były duże badania i do nich linkowałem. Są setki małych badań, bo za przeprowadzenie prób jest kasa, a z witaminą prowadzi się bardzo tanio, więc naukowcy to robią. Poza tym wiedzy nigdy zbyt wiele. Jest też kilka bardzo dużych, na dziesiątkach tysięcy osób które brały witaminę C albo placebo przez wiele lat. Czego więcej oczekujesz, 10 milionów pacjentów biorących ją przez 4 pokolenia? No i nie wolno zapominać, że witamina C jest bardzo słabym antyutleniaczem.

  5. eterycznie.pl pisze:

    Świetny wpis. Zastanawiam się dlaczego ludzie tak bezkrytycznie wierzą w opinie innych, opinie nie poparte żadnymi dowodami.
    Może po prostu nie wiedzą o istnieniu badań, metodologii itp. Może to wiara w mądrość „małych społeczności”, które się teraz trochę rozszerzyły dzięki nowym technologiom. w końcu najłatwiej uwierzyć w to co się przytrafiło komuś kogo znamy. Ja osobiście jestem fanem olejków eterycznych czyli generalnie aromaterapii. Oczywiście nie wierzę w dobre promieniowanie, dopasowanie do znaków zodiaku, moc kosmiczną roslin…tylko w ten aspekt, który został udowodniony w badaniach. potencjał bakterio- wiruso-,grzybobójczy przede wszystkim bo też wydaje mi się, że najłatwiej to udowodnić, wyniki są najbardziej mierzalne. Są też ciekawe artykuły o działaniu przeciwnowotworowym, poprawiającym procesy poznawcze w przypadku Alzheimera… Niestety większość badań jest prowadzonych in vitro lub na zwierzętach i nie do końca można to przełożyć na człowieka. Ale np. badanie z PubMed-u dotyczące szybkości wzrostu włosów: porównanie Minoxidilu, soli fizj., oleju jojoba i olejku z miety pieprzowej w jojobioe. Wynik: mięta bije minoxidil o głowę. Może to nie jest leczenie raka ale powiedzcie to łysym:) Pozdrawiam

    • tomtom pisze:

      Z kolei olejek z mięty w powietrzu, z „kominka” wspomagał procesy uczenia się, a podawany w kapsułkach dojelitowych – leczył SIBO. Uważałbym jednak z podawaniem czegokolwiek na skórę bez bardzo dokładnego sprawdzenia czy można, znam historię kobiety, która sobie cayenne na głowę na noc nałożyła, obudziła się łysa i z poparzeniami, po których zostały blizny na których włosy już nigdy nie urosną.

      • eterycznie.pl pisze:

        3% miętowego olejku w jojobie. Nie ma szans żeby coś się stało. Chociaż z olejkami trzeba ostrożnie- nierozcieńczony eukaliptusowy rozpuszcza smołę i zżera plastik.

  6. Marzena pisze:

    Typowy przykład jak naiwnie wierzymy w te cudowne badania przeprowadzone na setkach tysięcy osób, przez wybintych naukowców z tytułami na kilometr. Problem w tym, że jest ogrom, równie wykwalifikowanych profesorów, doktorów, którzy podwarzają badania tych pierwszych…. no i co wtedy. Zresztą coraz więcej słychać o tym, jak to nie można im ufać bo większość może być zwyczajnie sfałszowana (Richard Horton z The Lancet) Można sobie czytać jedne i drugie a i tak umrzeć nie znając prawdy. Tak długo jak długo istnieją szczepionki, istnieją ludzie podważający ich skuteczność. A trzeba być wyjątkowym ignorantem, żeby ufać ślepo w jedną głoszoną rację. Nie zapominajmy, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą. No ale każdy wierzy w co mu się podoba 😊 I to jest najpiękniejsze! Więc drogi autorze, pozwolę sobie się nie zgodzić z Tobą, bo mam takie prawo. Szczepionka nie jest wynalazkiem natury ani nawet nie działa w zgodzie z naturą, więc tym bardziej dziwi mnie taki pogląd na blogu z Naturalne w nazwie. Pozdrawiam.

    • tomtom pisze:

      Czasem po prostu nie ma żadnych wątpliwości. Jeśli w społeczności jest 10 000 zaszczepionych i 100 niezaszczepionych, a gdy przyjdzie choroba, dopada ona 50 nieszczepionych i 10 szczepionych, z matematyki wychodzi że prawdopodobieństwo przypadku jest jak jeden do paru milionów.

      Ubrania też nie są naturalne, podobnie jak mieszkania i gotowanie. Ale nie namawiam ludzi do mieszkania na golasa w lesie i rycia darni w poszukiwaniu dżdżownic.

      A ilość osób, które podważają badania nad szczepionkami oraz ich poziom wykształcenia doskonale pokrywają się z ilością i poziomem wykształcenia tych, którzy uważają, że nasza planeta została 6000 lat temu stworzona przez czarownika, a kości dinozaurów podrzucono nam by testować naszą wiarę.

      • tommy pisze:

        Nie ma żądnych badań nad skutecznością szczepień. Jesli są takowe to prosze o linka. |Chodzi mi o badanie typu że osobom zaszczepionym podano żywe wirusy czy bakterie np. w aerozolu do nosa albo wszczyknieto te zywe patogeny szczepionym osobom do krwi. Dopiero po zrobieniu takiego badania można mówić ze szczepionka chroni przed chorobom. Pozatym skąd pewność że szczepionka nie jest zanieczyszczona czymś groźnym? Zwykle bakterie dostają się do organizmu prez uklad oddechowy czy pokarmowy i jezeli juz to szczepionki należałoby podawać tą właśnie drogą a wszczykiwać je do krwi czy domięsniowo. Ile jest odczynów odszczepioennych – czy ktos je monitoruje w ogole?

        • tomtom pisze:

          Ilość badań i dowodów jest tu tak duża, że (sorki za mocne słowa) jedynie osoba na skraju upośledzenia umysłowego może sugerować, że jest inaczej. Pierwszy z brzegu przykład, szczepionka na wściekliznę. Do tej pory na kilka milionów zarażonych wścieklizną osób, które nie były szczepione przeżyło bodajże 5, dzięki leczeniu które dla jednego pacjenta kosztuje kilka milionów dolarów i ma zaledwie kilkanaście procent szansy powodzenia. Z drugiej strony, zaszczepieni przeżyli praktycznie wszyscy. Rozumiem, że można kłócić się o zawartość szczepionek, długofalowe skutki uboczne i tak dalej, ale jak ktoś wyjeżdża z tym, że „nie działają” to powinien dostać żółte papiery.

  7. tommy pisze:

    W powyższym artykule można przeczytać, że „U ani jednego pacjenta nie znaleziono żywej bakterii w próbkach krwi i wymazach ze stawów…” Nie znaleziono bakteri borelia burgdorferi?? OK. Co z innymi bakteriami jak babeszja, bartonella (jest wiele szczepów), mykoplazma (m. pneumoniae, m. fermantants i inne szczepy?) Czyrobiono badanym cale panele na koinfekcje? Borelioza to nie tylko bakteraia borelia ale i inne bakterie?

    Prosze o informacje czy u osob badanych z zespolem poboreliozowym wykluczono ponad wszelka wątpliwość te wszystki inne bakterie powodujące ko-infekcje. Poza tym jeden wymaz nie wystarczy, trzeba wymazy kilka razy powtorzyc bo nie zawsze po pierwszym wymazie cokolwiek wyjdzie. Mykoplazma moze powodowac też ponoć choroby z autoagresji… organizm mogl sie pozbyc bakteri ale reakcja autoimmunologiczna skierowana przeciwko wlasnemu organizmowi mogla sie nie wyciszyc. Np. mykoplazma czy chlamydia posiada kilka form życiowych np. przetrwalniki czy osoby badane byly na obecnosc tych wszystkich form zyciowych chlamydi czy mykoplazmy? Czy doksycyklina też posiada właściwości przeciwzapalne tak jak makrolidy? Zresztą właściwości przeciwzapalne makrolidów jak silne są? – aby w ogole brać je pod uwagę. Napewno właściwości przeciwzapalne makrolidów nie są tak silne jak chociażby ibuprofenu czy aspiryny. W pewnym badaniu invitro leki SSRI wykazywaly wlasciwosci przeciwbakteryjne ale nic mi nie wiadomo aby lekami SSRI możnabylo leczyć infekcje bakteryjne i sosować je zamiast antybiotyku.

    • tommy pisze:

      Dlaczego zatem w szpitalach podaje sie antybiotyki? – mam na myśli nawroty dolegliwości po kilku miesiacach od piwerszego leczenia? Skoro bakteri w tzw. zespole poboreliozowym sie nie wykrwy to dlaczego szpitale podaje antybiotyki na zespoł poboreliozowy? Przecież szpitale nie stosują metody ILADS. POdaje sie przez kilka miesiecy antybiotyk i koniec. Wiecej antybiotykow sie nie podaje. Zatem dlaczego jednak podaja antybiotyki po kilku miesiacach od zaleczenia infekcji? dlaczego wracaja objawy po kilku miesiacach? -> http://pokonac-borelioze.blogspot.com/ cytat z ego bloga „Pani N., chora na neuroboreliozę, leczona metodą IDSA, leczenie w jej przypadku okazało się nieskuteczne:
      Przeżywam koszmar. Leżałam w mieście X w szpitalu, leczono mnie dożylnie antybiotykami przez 5 tygodni, następnie wypuszczono do domu. Po pół roku wszystkie objawy wróciły i znów trafiłam do szpitala na 5 tygodni. (rozumiem ze znowu podawano tej kobiecie antybiotyki??) Minęło 8 miesięcy i znów czuję, że objawy wracają, jestem zrezygnowana, czy tak ma wyglądać reszta mojego życia? Rozważam rozpoczęcie terapii ILADS.” Skąd zatem ta „schizofrenia u przeciwnikow ILADS??”

      • tomtom pisze:

        Odpowiedź jest bardzo prosta – zdarzają się nawroty choroby i trzeba je odróżniać od zespołu poboreliozowego. Zwróć uwagę, że u tej kobiety po 5 tygodniach objawy znikły, czyli choroba zareagowała tak, jak zawsze reaguje gdy podaje się antybiotyki. Potem wróciły, znowu znikły po kilku tygodniach antybiotyków. Nie ma sytuacji, że bierze te antybiotyki pół roku i nie odczuwa poprawy.

  8. Piter P pisze:

    Nie istnieje coś takiego jak „zespół poboreliozowy” tylko nie doleczona choroba! Czy nie doleczoną anginę autor artykułu też nazwałbym „zespołem poanginowym”?! Zresztą, polecam przeczytać moją historię, jak ten „zespół poboreliozowy” prawie mnie nie zabił i podanie antybiotyków uratowało mnie w ostatniej chwili! http://borelioza-moja-prywatna-wojna.blogspot.com/2016/11/moja-historia-1-pierwszy-atak.html

    Leczę się rok. Niby długo, ale z każdym miesiącem odpadają mi kolejne objawy i gdyby teraz przestał, wszystko by wróciło.

    • tomtom pisze:

      ” Czy nie doleczoną anginę autor artykułu też nazwałbym „zespołem poanginowym”?!” – nie, podobny zespół po anginie nazywa się gorączką reumatyczną, radzę wpisać ten termin w google i poczytać. I potrafi dawać kurewsko silne objawy, a nawet zabić całe miesiące i nawet lata po tym, jak w organizmie nie ma już żadnej bakterii. Ciekawe, czy i w tym wypadku są cwaniaczki, które wmawiają ludziom, że gorączka reumatyczna to nie powikłanie autoimmunologiczne, tylko „niedoleczona angina” i sprzedają im za grube tysiące antybiotyki.

      Lecz się nawet i 20 lat jeśli wola – cztery bardzo duże próby kliniczne jednak jasno pokazały, że zespół poboreliozowy mija dokładnie tak samo szybko czy bierzesz antybiotyki, czy nie. Jakbyś ich nie brał, zdrowiałbyś dokładnie w takim samym tempie. No ale wierz w co chcesz, ps. mam do sprzedania świetny preparat do wyganiania demonów z organizmu, jedyne 15 000 zł, możesz być pewien że będzie działał – jak będziesz go brał, to zobaczysz że z miesiąca na miesiąc będziesz miał coraz mniej objawów, a jakbyś przestał, to na pewno wszystko by wróciło!

      To jest dokładnie to, o czym pisałem w artykule – wmawia się ludziom z chorobami, które same po roku znikają, że nie znikną jak nie kupi się specjalnych leków, które trzeba brać przez rok – ludzie kupują, widzą że objawy znikają przez rok i wierzą, że działają te leki. Są dziesiątki badań w których obserwowano chorych z zespołem poboreliozowym, zdrowieli dokładnie w takim tempie, jak to opisujesz, tyle że nie brali żadnych leków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *