Zapobieganie wylewom

Czasem dostaję pytania, czemu piszę głównie o oszustwach i wytykam błędy innych, zamiast dawać pozytywne rozwiązania. Powód jest prosty – lekko licząc, ponad 95% „medycyny alternatywnej” to oszustwo, dlatego tak ważne jest ostrzeganie przed szarlatanami. Mam cichą nadzieję, że po wytłumaczeniu któryś raz z kolei w jaki sposób ludzie są oszukiwani – chociaż jedna osoba zastanowi się, widząc w internecie kolejną cudowną metodę diagnozującą i leczącą wszystkie choroby.

Udar mózgu to paskudna rzecz. Bardzo niewiele osób go przeżywa, a ci którym się uda – prawie nigdy nie wracają do pełni zdrowia. Jest też niezwykle częsty – co szósty człowiek w średnim wieku będzie miał udar, co dwudziesta osoba z tego powodu umiera. A najgorsze jest to, że nie ma dość jasnych przyczyn, a co za tym idzie – niezwykle ciężko o dobre techniki zapobiegania.

Słówko odnośnie nazewnictwa – prawidłowa nazwa to udar, zaś powszechnie zwykło się stosować termin „wylew”. Jest to nieco błędne, jako że wylew to nazwa zarezerwowana dla zdarzenia, w którym pęka naczynie krwionośne i krew dosłownie wylewa się do mózgu, powodując zniszczenia. Znakomita większość (do 90%) przypadków to zatkanie naczynia krwionośnego, przez co krew przestaje dopływać gdzie powinna i komórki mózgowe obumierają. W takim wypadku stosuje się też termin „zawał mózgu”. W tytule użyłem nieprawidłowego, ale popularnego terminu – dzięki temu więcej osób znajdzie artykuł w sieci.

Częstsze występowanie „zawałów” mózgu w stosunku do „wylewów” jest nieco mylące – co prawda „wylewy” są o wiele rzadsze, ale jednocześnie na tyle groźne, że odpowiadają za około 40% wszystkich zgonów.

Jako że mamy tu do czynienia z dwiema różnymi przypadłościami, będą też omówione różne metody zapobiegania. Na pierwszy ogień pójdzie klasyczny „wylew”.

Namnożyło się o nim trochę mitów. Najważniejszy to teoria „niedoboru miedzi”. Jeden z alternatywnych guru stwierdził, że tętniaki aorty są spowodowane niedoborem miedzi, bo jakiś jego znajomy opowiedział jego koledze, że jego wujek kiedyś nie dał miedzi swoim zwierzętom i poumierały one na tętniaki. Dowód ten jest na tyle mocny, że internet uwierzył w to bez żadnych zastrzeżeń. Co prawda silny niedobór miedzi może prowadzić do problemów z naczyniami krwionośnymi, ale jej poziom u ofiar tętniaka jest identyczny jak u osób zdrowych:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/3995240

(muszę linki wklejać w ten sposób, gdy wcześniej były pod postacią klikalnego tekstu ludzie ich nie zauważali).

Nie oznacza to, że miedź (i inne pierwiastki) nie mogą mieć wpływu na ryzyko – po zbadaniu ich poziomu we krwi ofiar, okazało się, że mają niższy poziom miedzi, cynku, magnezu i manganu, za to podwyższony ołowiu, kadmu i żelaza. Nie wiadomo jednak, czy odzwierciedlało to wpływ tych pierwiastków na zdrowie, czy może dietę i tryb życia tych osób – bardziej zróżnicowana siłą rzeczy będzie bogatsza w pożyteczne rzeczy, zaś palacze będą mieć wyższe stężenie ołowiu i kadmu.

Trzeba się trochę bliżej przyjrzeć kilku czynnikom, gdyż z pozoru oczywiste wnioski mogą być mocno mylące.

Po pierwsze – wiadomo, że niski cholesterol jest czynnikiem ryzyka. Co więcej, stosowanie statyn również jest czynnikiem ryzyka, więc teoretycznie mniej prawdopodobna jest możliwość „może to efekt diety, która obniża cholesterol a przy okazji, z zupełnie innego powodu, zwiększa ryzyko wylewu”.

Po drugie, jednym z kluczowych podejrzanych jest insulinopodobny czynnik wzrostu 1 (IGF-I). Jest on niezbędny do prawidłowej pracy naczyń krwionośnych. Jego niski poziom wyraźnie łączy się z ryzykiem tej choroby, podobnie jak z wieloma innymi schorzeniami. Z drugiej strony, podejrzewa się go o promowanie rozwoju nowotworów…

Po trzecie – i tu mamy problem – zarówno dieta przeciwcholesterolowa, jak również stosowanie statyn obniża IGF-I.

Jak widać, z pozoru oczywiste rozwiązanie „podnośmy cholesterol!” może okazać się chybione. Możliwe, że trzeba po prostu zastosować dietę podnoszącą poziom IGF-I. Możliwe, że rozwiązanie leży jeszcze gdzie indziej – w jakimś jeszcze innym czynniku, który jest współzależny do wymienionych. Nie jest możliwe wywnioskowanie, jaka strategia jest właściwa.

Wiadomo, że stosowanie suplementów witaminy E zwiększa ryzyko, Tak, zwiększa – szamani przekonujący, że ta witamina ratuje życie kłamali.

http://www.bmj.com/content/341/bmj.c5702

Obecnie trwa próba kliniczna, w której 20 000 osób będzie brać przez 5 lat witaminę D3. Pozwoli to stwierdzić, czy suplementacja zapobiega zawałom, nowotworom i różnym typom udarów. Z dotychczasowych badań nie wynika, by miała ona jakikolwiek wpływ na ryzyko udaru, za wyjątkiem stosowania wysokich dawek, które zdają się bardzo mocno to ryzyko zwiększać.

Aktywność fizyczna zmniejszała ryzyko o niemal 40%, przy czym często w badaniach okazywało się, że nie miała ona wpływu gdy uwzględniło się inne czynniki (np osoba aktywna fizycznie jednocześnie nie paliła papierosów, co fałszowało wynik)

http://www.escardio.org/Journals/E-Journal-of-Cardiology-Practice/Volume-4/vol4no25-Title-Physical-Activity-Cuts-Stroke-Risk

Wiadomo, że stosowanie aspiryny znacznie zwiększa ryzyko wylewu (ale też zmniejsza ryzyko zawału oraz udaru wywołanego niedokrwieniem).

Najsilniejszym czynnikiem ryzyka jest nadciśnienie – chorzy mają 3,5 razy większe ryzyko wylewu, niż osoby z normalnym ciśnieniem krwi. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wysokie ciśnienie ma swoje przyczyny, możliwe, że te przyczyny zwiększają ryzyko niejako „przy okazji”. Porównując częstotliwość wylewów u osób, które brały leki na nadciśnienie i u tych, które tego nie robiły widać, że co trzeciemu wylewowi można zapobiec po prostu biorąc tabletki.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10657416

Palenie papierosów zwiększa ryzyko niemal 2,5 razy.

Czasem można spotkać się z opinią, że niewielkie dawki alkoholu zapobiegają wylewom – jest to półprawda, delikatnie zmniejszają one ryzyko „zawałowego” typu udaru, podczas gdy dla „wylewowego” ryzyko rośnie liniowo.

Uważa się, że zwiększone spożycie magnezu i potasu znacznie obniża ryzyko, zaś soli – zwiększa. Nie ma tu jednak żelaznych dowodów w postaci badań z podwójną próbą, jak wiadomo – pokarmy zawierające dużo potasu, zawierają jednocześnie mnóstwo innych zdrowych substancji, zaś te zawierające sód – dużo szkodliwych. Niemniej szczury z nadciśnieniem, które otrzymały suplement potasu, umierały rzadziej – była to korzyść znacznie większa, niż można się było spodziewać po zmniejszeniu u nich ciśnienia krwi.

Wysoki poziom homocysteiny podwaja ryzyko wylewu, podobnie – ale w znacznie mniejszym stopniu – zwiększa je mutacja MTHFR

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/12907815

Jak widać, nie ma tu prostych odpowiedzi „jedz ten suplement, będziesz zdrowy”. Niestety, medycyna tak nie działa, organizm ludzki jest zbyt skomplikowany.

W przypadku znacznie częstszego udaru „zawałowego” sprawa jest prostsza. Tutaj czynniki ryzyka są wyraźniejsze, o wiele łatwiej go uniknąć.

Wiadomo, że bardzo duży potencjał ochronny ma dieta – zarówno wegetariańska, jak i śródziemnomorska zmniejszały ryzyko o kilkadziesiąt procent

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3790565/

Nie wiadomo, jaki efekt miałaby dieta dra Ornisha – zmniejszała ona ryzyko zawału niemal do zera, a jako że mechanizm jest tu zbliżony, można podejrzewać, że i w tym wypadku odniosłaby ona sukces.

Duże znaczenie ma spożycie ryb – ocenia się, że każda porcja tygodniowo zmniejsza ryzyko o 2%

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16242601

Statyny zmniejszają ryzyko, podobnie jak niski poziom cholesterolu.

Ofiary udaru niedokrwiennego mają znacznie niższy poziom cynku, co sugeruje, że jego niedobór jest bardzo dużym czynnikiem ryzyka.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20852753

Możliwe jednak, że mechanizm jest tu nieco inny. Kobiety stosujące antykoncepcję mają znacznie większe ryzyko udaru. Tabletki antykoncepcyjne powodują spadek poziomu cynku. Może brak tego pierwiastka jest niebezpieczny, a może to tabletki są groźne z innego powodu, a niedobór cynku wykrywa się u ofiar niejako przy okazji?

Pozostałe czynniki ryzyka są zbliżone do pierwszego typu udaru – nadciśnienie czy palenie papierosów jest niebezpieczne, aktywność fizyczna i wysoki poziom IGF-I chroni, witamina C nie ma najmniejszego wpływu.

Podsumowanie, w kilku zdaniach – co trzeba robić, by zminimalizować ryzyko wylewu:

  • stosować dietę zbliżoną do śródziemnomorskiej lub diety Ornisha
  • suplementować omega 3 lub spożywać tłuste gatunki ryb
  • stosować sposoby zwiększania IGF-I, które nie zwiększają ryzyka innych schorzeń – w praktyce oznacza to suplementację magnezu
  • suplementować cynk (co dodatkowo podniesie poziom IGF-I), ale jednocześnie pamiętać o uzupełnianiu miedzi, która znika z organizmu gdy przesadzi się z cynkiem
  • ruszać się, im więcej tym lepiej
  • zamienić zwykłą sól na „dietetyczną”, z dodatkiem chlorku potasu
  • w przypadku fatalnej diety – dodatkowo suplementować potas
  • kontrolować ciśnienie krwi

Nie ma niestety cudownej „srebrnej kuli”, magicznego suplementu który zabezpiecza nas przed wylewem. Trzeba uwzględniać wszystkie czynniki i minimalizować każdy z nich oddzielnie, za każdym razem uzyskując kilkanaście do kilkudziesięciu procent niższe ryzyko.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *