Nadchodzi grypa!

Grypy należy się bać. To nie jest zwykła, lekka choroba. Znakomita większość przypadków, gdy ktoś mówi „ja przechodziłem grypę bardzo lekko, to niegroźna choroba” jest tak naprawdę zwykłym przeziębieniem.

Choroba powoduje szereg bardzo groźnych powikłań – dla przykładu, w Stanach Zjednoczonych statystycznie umiera na nią i na powikłania ponad 40 000 osób rocznie! Jednym z groźniejszych jest niewydolność serca – mój znajomy, mężczyzna około czterdziestki ma przed sobą góra kilka lat życia – lekarze dziwią się, że do tej pory chodzi po Ziemi. Zlekceważył grypę i obecnie ma bardzo silną niewydolność serca.

Nigdy nie zapomnę, jak dwa razy w ciągu jednego roku ścięła mnie ta choroba. Poszedłem na trening karate, w pełni zdrowia. Pod koniec treningu czułem się trochę gorzej, ale co tam – pewnie się przemęczyłem. Przebrałem się w szatni… nie wiem, jak w ogóle doszedłem do domu, ale bo były najtrudniejsze dwa kilometry w moim życiu. Po przyjściu miałem tylko siłę położyć się do łóżka, przez następne kilka dni jedyne, co byłem w stanie zrobić to co jakiś czas, po godzinnym zbieraniu sił, zdjąć koszulkę i założyć suchą, która zresztą za chwilę była kompletnie mokra. Drugi raz mnie złapało, jak pojechałem na wykłady na studia do miasta oddalonego o ponad 100 kilometrów, na szczęście dopiero gdy wracałem. Jeszcze gdy czekałem na autobus czułem się dobrze, zjadłem pitę (jeszcze sprzedaje się pity?), wsiadłem do autobusu… nie mam pojęcia, jak ja z niego wysiadłem i doczłapałem do domu. Naprawdę, nie ma żadnego, nawet najmniejszego porównania z klasycznymi przeziębieniami. Człowiek jest zredukowany do leżenia i podstawowych odruchów.

To był okres, gdy bardzo mało dbałem o zdrowie. Nie miałem wtedy żadnego pojęcia o medycynie, zresztą nie przejmowałem się tym, beztroskie studenckie życie. Teraz ten wirus nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia, ale na pewno na kilka dni byłbym wyłączony z życia.

W internecie są tysiące cudownych przepisów jak ustrzec się grypy, które z nich są prawdziwe, a które to zwykła ściema?

Zacznijmy od witaminy C, jako że jest to najpopularniejszy środek. Było bardzo, bardzo dużo prób klinicznych, w których testowano jej suplementację przy zapobieganiu infekcjom wirusowym, a także przy podawaniu dużych dawek gdy choroba już się pojawi. Żadna nie przyniosła pozytywnego rezultatu. Kwas askorbinowy nie działa, tak po prostu. A przepraszam, w jednym z badań okazało się, że ludzie wykonujący katorżniczo ciężką pracę (bodajże tacy co przebiegli maraton) mieli niższe ryzyko przeziębienia, gdy zażyli suplementy.

Czosnek owszem, działa. Ale jest tu pewien haczyk. Żeby uzyskać efekt zmniejszający ilość infekcji, trzeba go jeść naprawdę bardzo, bardzo dużo. W badaniach stosowano dawki, które mogą wręcz stanowić zagrożenie dla wątroby. Ząbek dziennie niewiele da, o ile w ogóle w jakikolwiek sposób wpłynie na zdrowie.

Ze szczepionkami jest ten problem, że ciężko wierzyć w badania – wiadomo, że jak utrafi się dokładnie w szczep, to szczepionka przyniesie efekt, ale jakie jest tego prawdopodobieństwo? Gdy mądrzy ludzie dokładnie przyjrzeli się dotychczasowym badaniom, okazało się, że nie jest z tym zbyt wesoło – dziwnym trafem te, które dały najlepsze rezultaty, były jednocześnie sponsorowane przez producenta, zaś te z nieco gorszymi – przez niezależne ośrodki badawcze. Te z lepszymi wynikami były też przepychane do wyżej „punktowanych” wydawnictw. Link do analizy:

http://www.bmj.com/content/338/bmj.b354

Nie można jednak histeryzować. Szczepionki działają, wątpliwości dotyczą jedynie tego, jak mocno. Także powikłanie poszczepienne – zespół Guillaina-Barrégo, chociaż groźny, dużo częściej występuje po grypie i szczepionka statystycznie znacznie zmniejsza ryzyko zachorowania.

Bardzo, ale to bardzo skuteczne jest zwykłe dbanie o higienę. Żeby wirus nas zaraził, musi trafić do błon śluzowych. Bardzo często do zarażenia dochodzi, gdy po prostu poliżemy palec, albo coś zjemy brudnymi rękami. Wirus potrafi przeżyć nawet kilkanaście dni na banknocie. Mycie rąk i unikanie kichających ludzi jest jednym z najskuteczniejszych środków zapobiegawczych.

Jest sporo kontrowersji dotyczących witaminy D3. Osobiście uważam, że jej niski poziom jest jedną z przyczyn corocznych epidemii. Sporo badań to potwierdza, ale są też takie:

http://jamanetwork.com/journals/jama/fullarticle/1367547

Po podaniu 200 000 jednostek witaminy D3, a potem 100 000 co miesiąc przez 18 miesięcy, nie stwierdzono żadnych istotnych różnic w częstotliwości zachorowań w stosunku do placebo.

W tym badaniu suplementy były bardzo skuteczne i zmniejszyły ilość zachorowań dwukrotnie

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20219962

Tu z kolei suplementacja nie miała wpływu na infekcje u małych dzieci:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/27826955

Podobnie tutaj – duże dawki co 2 miesiące nie wywarły wpływu na przebieg astmy i na ilość infekcji

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25724847

Tu z kolei 10 000 IU tygodniowo zmniejszyło ilość infekcji

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4041358/

Tutaj z kolei suplementacja – uwaga uwaga – zwiększyła ryzyko infekcji górnych dróg oddechowych!

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26063508

Obawiam się, że można tak wymieniać w nieskończoność. Na koniec wrzucę jeszcze moje ulubione badanie:

http://bmjopen.bmj.com/content/bmjopen/2/6/e001663.full.pdf

Co w nim jest wyjątkowego – zmierzono tam ilość infekcji w poszczególnych etapach suplementacji. Okazało się, że co prawda ogólny wynik może nie był zachwycający (bodajże 25% zmniejszone ryzyko w stosunku do placebo), to jednak jeśli popatrzeć na ryzyko tylko w ostatnim etapie badania, gdy organizmy tych ludzi były już wysycone witaminą – efekt był dużo wyraźniejszy.

Niektórzy twierdzą, że trzeba stosować wyższe dawki witaminy D3. Nie zgadzam się z tym – po pierwsze, suplementacja w powyższych badaniach podniosła poziom do tego, jaki te osoby miały latem, więc siłą rzeczy ich odporność wynikająca z poziomu D3 też była taka, jak latem. To tyle, jeśli chodzi o teorię „latem nie mamy grypy, bo mamy wyższy poziom D3”.

Drugi powód jest znacznie ważniejszy. Zależność między poziomem witaminy D3 a redukcją ryzyka śmierci nie jest liniowa. Bardziej przypomina parabolę. Osoby z dużymi niedoborami mają mocno podniesione ryzyko, potem – wraz ze wzrostem jej poziomu we krwi – spada ono, aż do osiągnięcia granicy około 80 nmol/L, co odpowiada 32 ng/ml. Jeśli poziom przekroczył 50 ng/ml (120 nmol/L), ryzyko śmierci było już tak duże, jak dla osoby mającej poziom 10 ng/ml (25 nmol/L).

Podczas brania D3 wskazana jest równoczesna suplementacja magnezu, co pozwoli uniknąć skutków ubocznych oraz zwiększy przyswajalność samej witaminy. Sugerowałbym dawki podtrzymujące rzędu 2-3 tysiące jednostek dziennie, a jeśli ktoś do tej pory w ogóle jej nie brał – warto na początek uzupełnić ją większymi dawkami, nawet powyżej 10 000 dziennie.

Najciekawszym suplementem jest n-acetyl-cysteina. Jest to mój faworyt, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju choroby – pomagał w schorzeniach autoimmunologicznych, AIDS, zatruciach metalami ciężkimi, nowotworach…

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9230243

W tym badaniu udało się zmniejszyć ilość infekcji, które przechodzą w formę dającą objawy TRZYKROTNIE – osoby biorące 1200 mg n-acetyl-cysteiny dziennie co prawda równie często łapały wirusy, co potwierdzono badaniami laboratoryjnymi, ale trzy razy rzadziej ten wirus kładł je do łóżka.

Na koniec warto zareklamować cynk. Nie ma tu zbyt wiele badań, nikt nie testował jego skuteczności bezpośrednio przeciw grypie, wiadomo jednak, że:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11952542

80 pacjentów, którzy mieli ponad 15 całkowicie odpornych na jakiejkolwiek formy leczenie brodawek wirusowych każdy, otrzymało bardzo wysokie dawki siarczanu cynku (w zależności od wagi ciała do 600 mg dziennie, co odpowiada 136 mg czystego cynku), albo placebo. W grupie która otrzymała cynk, aż u 61% pacjentów po miesiącu wszystkie brodawki znikły, zaś po następnym już 87% z nich całkowicie wyzdrowiało. U 13% pacjentów nie było poprawy, ale też u nich poziom cynku we krwi nie podniósł się do takiego poziomu, jak u tych wyleczonych.

Warto zwrócić uwagę na jedno bardzo mocne ograniczenie tego badania – ci ludzie prawdopodobnie mieli bardzo duże niedobory. Nie wiadomo, jak suplementacja zadziałałaby na osoby z odpowiednim poziomem.

W Indiach, gdzie niedobory są powszechne, podano cynk niemowlętom:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25362008

2 tygodnie suplementacji nie zmniejszyły co prawda ogólnej ilości infekcji górnych dróg oddechowych, ale pozwoliły uzyskać dwukrotnie niższy odsetek ciężkich komplikacji płucnych.

Na koniec badanie najbliższe chyba temu, co nas interesuje:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19341987

Grupa zdrowych mężczyzn, poborowych armii USA otrzymywała przez 7 miesięcy 15 mg cynku dziennie, pod kontrolą placebo. Uzyskano co prawda subiektywną poprawę stanu zdrowia rekrutów (uważali, że czują się lepiej), ale według oceny lekarzy badających ich stan ilość zachorowań była identyczna.

Wygląda na to, że u osób mających niedobory cynk może być jedną ze skuteczniejszych terapii wspomagających odporność, niewiele jednak daje jeśli ktoś ma odpowiedni poziom. Niestety, podstawowe badanie krwi na stężenie cynku niewiele daje – nie odzwierciedla ono rzeczywistego poziomu w organizmie.

Podczas suplementacji może bardzo mocno spaść poziom miedzi. Warto co kilka dni brać 2-4 mg miedzi, by uniknąć tego zjawiska. Zdarza się też, że spada poziom ferrytyny, co powinny uwzględnić osoby z niedoborem żelaza.

Ciężko sugerować jakieś dawki – dla osoby z dużym niedoborem wskazane byłoby nawet ponad 100 mg dziennie przez parę miesięcy, aż jej organizm się w pełni wysyci, dla kogoś kto niedoboru nie ma – nawet małe dawki mogą być po prostu szkodliwe, bo jedyne co uzyskamy to spadek poziomu miedzi.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Nadchodzi grypa!

  1. Gapa pisze:

    taaaa Wit C nieskuteczna? W jakich dawkach?

    Bo u mnie jakoś działa aaaaaa tak placebo upsssss zapomniałam

    • tomtom pisze:

      Tak, placebo. Jak pisałem w innym miejscu – znam osobę, która przysięga, że działa na nią specjalnie przygotowana woda z kranu. Siła wmawiania sobie skuteczności jest naprawdę bardzo duża. Poproś kogoś, żeby przygotował pastylki z witaminą C i drugie, z placebo. Wypróbuj 10 razy pod rząd, zobaczymy, ile razy zgadniesz, co akurat było w kapsułce. Ja już znam odpowiedź.

      To trochę jak ze znakami zodiaku – mamy koleżankę, która WIE, że potrafi z twarzy wyczytać spod jakiego ktoś jest znaku. To znaczy wiedziała, bo zrobiliśmy prosty eksperyment – pokazaliśmy jej zdjęcia ludzi, którzy podawali swoje daty urodzenia, więc wiedzieliśmy, spod jakiego są znaku. Trafiała średnio raz na dwanaście prób.

  2. jg pisze:

    Jak poczytać starą literaturę, to bycie spod znaku zodiaku w dzisiejszym rozumieniu nie figurowało. Zostało zresztą statystycznie obalone na dużych próbach z francuskich urzędów urodzenia w XX wieku; potoczny ‚znak zodiaku’ czyli pozycja Słońca na tle zodiaku tropikalnego nie ma żadnej korelacji z cechami człowieka – nie można jej więc zgadnąć i odpowiedź 1/12 jest akuratna, powinna wyjść zawsze mniej więcej jak przy rzucie kostką. Znajdź kolesia, który z twarzy wyczyta ci ustawienie przynajmniej części planet w momencie urodzenia, a będzie to duży nieprzypadkowy sukces. Inna ciekawostka. Teoretycznie każdy ma szansę 1/12 dla danej pozycji planety w momencie urodzenia. To prawdopodobieństwo jest wysoce zaburzone dla osób spokrewnionych, co też wyszło osobom, które na dużych liczbach chciały obalić astrologię, ich własne efekty prac ich zaskoczyły. Trzeba tylko patrzeć zodiakiem gwiazdowym.

    Odnośnie specjalnie przygotowanej wody z kranu to obserwuje zjawisko i siebie w rodzinie. Robią to osoby niewykształcone, jak i wykształcone. Jeśli komuś pomaga ‚placebo’ czy jak tego nie nazwać to doskonale.

    • tomtom pisze:

      Akurat zależność znaku zodiaku do stopnia pokrewieństwa można łatwo wyjaśnić – zachodzeniem w ciążę o określonej porze roku, niektóre kobiety dostają ataku hormonów na przykład na wiosnę, to można dziedziczyć. Wystarczy, że co dziesiąta kobieta z taką cechą „posłucha” hormonów i zajdzie w ciążę akurat na wiosnę – to wystarczy, by dać odpowiedni wynik w statystyce.

      Przy wodzie z kranu obserwujesz zjawisko wmawiania sobie – „cholera, nie wypiłem magicznej wody, ten katar męczył mnie aż tydzień, nie do wytrzymania!”, „o, wypiłem magiczną wodę, katar minął błyskawicznie po siedmiu dniach, ha, to działa!”. Na tej zasadzie „działa” znakomita większość internetowych terapii.

  3. viagra pisze:

    I need a prescription for herbal viagra in canada in .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *