Kalkulacja opłacalności szczepień – przykład odry

Postanowiłem napisać post o szczepieniach. To głupia decyzja, wiem. Grupa docelowa, która interesuje się zagadnieniem, dzieli się na dwa obozy – w jednym są ludzie bez żadnej praktycznie wiedzy, którzy są jednak przekonani o swojej wielkiej mądrości, uważający, że szczepionki to narzędzie depopulacji rządu światowego, robią autyzm i nie ma tu miejsca na żadną dyskusję. Drugi obóz, dla odmiany, nie ma praktycznie żadnej wiedzy, jest przekonany o swojej wielkiej mądrości i uważa, że wszystkie szczepionki bez wyjątku są dobre i nie ma tu miejsca na żadną dyskusję. Wyważony głos będzie – niestety – hejtowany przez obie strony. Ale chyba taki już mój los – zajmuję się alternatywą, ale krytykuję znakomitą większość alternatywnych podejść. Moi odbiorcy to bardzo nieliczna grupa osób, które chcą – i potrafią – rozważyć za i przeciw, zamiast od razu wybierać barykadę na której staną. Pamiętam, jak koleżanka podesłała mój artykuł o nowotworach swoim znajomym – były dwie reakcje, „co to za antynaukowy szarlatan” oraz „co to za sługus koncernów farmaceutycznych”.

Rozgadałem się, miało być o szczepionkach. O jednej – szczepieniu przeciw odrze. Wybrałem ją, jako że jest to jedna z najbardziej „opłacalnych” szczepionek, dla przykładu – szczepienie przeciw wietrznej ospie kosztuje 5 razy tyle, zaś ospa jest lekko licząc 10 razy mniej groźna.

Jestem leniwy, na dodatek nie mam za bardzo dostępu do narzędzi, pozwalających przeprowadzić obliczenia. Co więcej – nie mam tyle czasu, żeby to porządnie zrobić, w końcu to jest wpis na blogu, a nie praca doktorska. Oprę się na gotowej analizie, wyłapując jedynie co wyraźniejsze błędy, jeśli takowe będą:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11666109

W dużym skrócie, zanim zabiorę się za badanie – na czym polega taka kalkulacja? Czasem obliczenia są bardzo trudne, bo na ile można wycenić ludzkie życie? Dlatego można przyjąć prostą zależność – ile pieniędzy będzie kosztować ocalenie jednego ludzkiego życia. Dużo ciekawsze – i praktyczniejsze – będzie jednak policzenie kosztów finansowych, z jednej strony zaszczepienia całej populacji dzieci, z drugiej zaś – opieki nad tymi dziećmi, które zachorują gdyż nie dostaną szczepienia. Poniższe obliczenia są robione na podstawie danych z USA, gdzie ceny opieki medycznej są absurdalnie wysokie, ale też odpowiednio wysokie są ceny szczepień.

 

Odra. No dobrze, może nie Odra, ale też ładna rzeka. W końcu nikt nie chce oglądać zdjęć chorych dzieci, prawda?

KOSZT CHOROBY

Takie obliczenia są dość skomplikowane – koszt zaszczepienia to nie tylko sama szczepionka, ale też zatrudniony do tego personel, koszt dojazdu do placówki, czas poświęcony na to, by tam dojechać, ryzyko, że wyłapie się jakieś schorzenie w przychodni, reakcje poszczepienne i tak dalej.

Z kolei koszty epidemii to nie tylko koszty leków i opieki szpitalnej, ale też czas, jaki rodzice muszą poświęcić na opiekę nad chorym dzieckiem (a więc kilka dni urlopu), koszty, które do końca życia będą musiały ponosić te dzieci, które zostaną inwalidami, zmniejszone zdolności zarabiania przez inwalidów i tym podobne.

Przyjrzyjmy się kalkulacji kosztu przypadku odry bez komplikacji:

  • 3 wizyty lekarskie
  • 7 dni straconych przez rodziców

W przypadku konieczności położenia dziecka do szpitala, co przytrafia się w co piątym przypadku:

  • 4 dni kosztów opieki szpitalnej
  • 4 wizyty
  • rodzice tracą 7 dni

W przypadku zapalenia mózgu, 1 przypadek na 1000

  • 3 dodatkowe dni w szpitalu
  • co 4 dziecko z tym powikłaniem ma trwałe uszkodzenie zdrowia
  • co piąte z trwałym uszkodzeniem będzie upośledzone w stopniu lekkim, trzy na pięć w stopniu średnim, jedno na pięć – bardzo ciężkim
  • koszty trwającej do końca życia terapii dzieci ze średnim upośledzeniem przekraczają 4 miliony dolarów, tych z ciężkim są o wiele niższe głównie dlatego, że średni czas życia takiego dziecka to 4 lata

Dodatkowo 1 dziecko na 300 umiera na skutek choroby.

Tutaj nieco się rozjeżdżamy. Celem przytoczonego badania było ustalenie, czy dodatkowe szczepionki będą opłacalne. Oznacza to, że naukowcy ci uwzględnili bardzo niską zachorowalność, uzyskaną dzięki zaszczepieniu ponad 80% dzieci, a obliczali korzyści z dodatkowych szczepień, pozwalających zwiększyć odporność do ponad 90% populacji.

W tym wpisie spróbuję skupić się na czymś innym. Wykorzystam wyniki, uzyskane przez naukowców, aby policzyć, jaki jest całkowity zysk lub strata programu szczepień przeciw odrze. Wykorzystam ten artykuł, zamiast innych skupiających się bezpośrednio na omawianym tutaj problemie głównie dlatego, że w cytowanym przeze mnie naukowcy doszli do wniosku, że nie opłaca się dodatkowo szczepić. Myślę, że przyjęcie za punkt wyjścia takiego artykułu sprawi, że przynajmniej część antyszczepionkowców doczyta do końca.

Można jednak wstępnie przyjąć, że średni koszt jednego przypadku odry to 2000 dolarów.

KOSZT SZCZEPIONKI

Mamy pierwszy problem – koszt szczepienia. Ile tak naprawdę kosztuje szczepionka w USA? Myślę, że bardzo dobrą kalkulację przeprowadzono tutaj:

https://academic.oup.com/jid/article/189/Supplement_1/S131/821190/An-Economic-Analysis-of-the-Current-Universal-2

Uwzględniono w niej 5$ kosztów dojazdu do szpitala, 15$ kosztów ponoszonych przez ten odsetek rodziców, którzy szczepią się prywatnie, koszt samego szczepienia, koszt 2 godzin które można wykorzystać do pracy. Uwzględniono nawet to, że dodatkowo szczepienia dostają ciężarne matki, u których nie wykryto odporności przeciw różyczce.

Pozostaje jeden problem – skutki uboczne. Mamy oczywiście szereg badań, które pokazują, ile i jakich jest powikłań. Ale artykuł powinni przeczytać również antyszczepionkowcy, oni uważają, że co trzecie zaszczepione dziecko umiera, a co drugie zamienia się w zombie. Faktem jest, że w badaniach oceniających skutki uboczne czegoś, co potem badający chce nam sprzedać, są przekłamania. Ale na jaką skalę?

Czy antyszczepionkowcy będą zadowoleni, gdy po pierwsze uwzględnię skutki uboczne dla potrójnego szczepienia (różyczka, świnka, odra), uwzględniając korzyści tylko jednego z nich, po drugie – pomnożę ich koszty dziesięciokrotnie? W praktyce oznacza to, że w moich obliczeniach założę dwadzieścia razy więcej kosztów skutków ubocznych, niż wychodzi w oficjalnych badaniach. Uwzględnię też koszt potrójnej szczepionki, analizując ją tylko dla jednej, co dodatkowo mocno wpłynie na jej niekorzyść.

Innymi słowy, przyjmując ekstremalnie niekorzystne dla szczepień założenia, roczny koszt szczepienia przeciw odrze w USA wynosi około 450 milionów dolarów.

SKUTECZNOŚĆ SZCZEPIEŃ

Koszt choroby. Chyba najważniejszy problem – ile byłoby przypadków odry, gdyby nie szczepionki? Co jest zastanawiające – na wszystkich rządowych stronkach wykres zachorowań jest obcięty w okolicach roku 1950. Proszczepionkowcy wykorzystują te wykresy, by pokazać, jak potężny impet miały szczepienia, wprowadzone około roku 1960.

Wejdźmy jednak na rządową stronkę, popatrzmy na ilość przypadków odry w roku 1920:

https://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/00056803.htm

Zachorowało wtedy prawie pół miliona osób, a 7575 zmarło. Bardzo ciężko dotrzeć do danych, nie chcę wklejać wykresów z blogasków czy lolstronek, ale chyba taki link każdego zadowoli:

https://www.cdc.gov/nchs/data/vsushistorical/mortstatbl_1910.pdf

Rok 1910, 6598 zgonów, w poprzednim roku 4860. Dla porównania, w latach przed wprowadzeniem szczepionki umierało średnio 450 osób rocznie. W bardzo dużym stopniu było to spowodowane lepszą opieką zdrowotną i lepszym stanem zdrowia dzieci (eliminacja problemu głodu), niemniej podawanie danych tylko od 1958 jest po prostu próbą zafałszowania.

Uff, znalazłem.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1530127/pdf/amjph00726-0040.pdf

Wygląda na to, że śmiertelność z powodu odry zaczęła dramatycznie spadać długo przed wprowadzeniem szczepień, ale sama ilość zachorowań – ani drgnęła. Czyli nie mają racji ani antyszczepionkowcy, twierdzący że szczepienia nic nie dały i pokazujący wykres zgonów ostro pikujący w dół długo przed wprowadzeniem szczepień, ani proszczepionkowcy, pokazujący wykres zachorowań, który był praktycznie niezmienny do momentu wprowadzenia szczepionki. Tym razem prawda leży pośrodku. Szczepionki były jedynym czynnikiem, który zmniejszył ilość zachorowań, ale miały o wiele mniejszy wpływ na zmniejszenie ilości zgonów – za to w ponad 95% odpowiadają inne rzeczy.

Oznacza to, że bez szczepień, ilość przypadków zachorowań byłaby podobna jak w 1960 – liczmy, że jednak byłby jakiś wpływ poprawy naturalnej odporności i higieny i byłoby to 20 przypadków na 10 000 mieszkańców, albo inaczej – 0,65 miliona zachorowań rocznie. Ilość zachorowań w obecnych czasach dzięki szczepieniom jest tak niewielka, że po prostu pomijalna. Innymi słowy, szczepienia zapobiegają około 650 000 zachorowań rocznie.

Daje to roczne oszczędności 650 000 * 2000, czyli 1 miliard 280 milionów.

OPŁACALNOŚĆ

Oznacza to, że nawet dla bardzo mocno przerysowanych kosztów (cena potrójnej szczepionki zamiast pojedynczej, dwadzieścia razy większa ilość odczynów poszczepiennych niż to się oficjalnie uznaje), płacąc 450 milionów dolarów, oszczędzamy 1 miliard 280 milionów, 3 razy tyle.

Przyjmując oficjalne dane koncernów farmaceutycznych, mamy koszt szczepień wynoszący około 200 milionów, zaś koszt odry – niemal 6 miliardów. Płacąc 200 milionów, oszczędzamy 6 miliardów.

Jest jeden bardzo duży problem w tym badaniu. Chodzi o ilość powikłań po odrze. Od dobrych 70 lat nie było epidemii w kraju, gdzie dzieci są dobrze odżywione, a opieka medyczna na niezłym poziomie. W roku 1960 w Nowym Jorku było średnio 7 przypadków śmierci na 10 000 zachorowań. W badaniu przyjęto 3 zgony na 10 000. Jest to dokładne odzwierciedlenie ilości zgonów w stosunku do ilości zachorowań, które miały miejsce w USA kilkanaście lat temu, więc na pozór można przyjąć, że jest on prawidłowy. Ale pozory często mylą. W USA chorują głównie dzieci mocno osłabione, u których szczepionka się nie przyjęła, albo które w ogóle jej nie dostały. Oznacza to, że dla „statystycznego” dziecka, ryzyko zgonu z powodu odry (a także – proporcjonalnie – ciężkich powikłań) może być znacznie niższe. Bardzo często przyjmuje się ryzyko zgonu 1 na 10 000, a to oznaczałoby, że korzyści finansowe z programu szczepień mogą zrównywać się z kosztami jego prowadzenia.

Podkreślam – chodzi wyłącznie o korzyści finansowe. Liczymy tylko pieniądze, które matka i system opieki zdrowotnej będą musiały wydać na śliniącego się, bełkoczącego człowieka (a tak wygląda jedna ofiara odry na kilka tysięcy), a nie uczucia tych ludzi. Liczymy tylko to, ile osoba która umrze mogłaby zarobić i wnieść do systemu, a nie to, że mogłaby się tym życiem cieszyć.

DODATKOWY KOSZT

Skoro przyznałem część racji antyszczepionkowcom, teraz pora na argument, który zadowoli zwolenników szczepień. Wirus odry ma jedną paskudną właściwość – miesza z układem odpornościowym gospodarza:

http://science.sciencemag.org/content/348/6235/694

W praktyce oznacza to, że jeśli dzieciak przechoruje odrę, straci na kilka lat zdolność do obrony przed innymi schorzeniami – będzie trochę jak chory na AIDS, albo ktoś po ciężkiej chemioterapii. W ten właśnie sposób wirus odry może się rozwijać – atakuje on układ obronny swojego „gospodarza”, gdyby nie to, zostałby błyskawicznie przez niego zniszczony. Niestety, efekty tego ataku wirusa ciągną się bardzo długo. Nie uwzględniono tego w żadnym opracowaniu, na które się tutaj powoływałem.

Co to oznacza dla naszego modelu? Obawiam się, że koszty wynikające z przechorowania odry należy co najmniej podwoić, a może i nawet potroić.

Przyjmując teraz model pesymistyczny – czyli koszty choroby w wyliczeniach oficjalnych (6 miliardów dolarów rocznie), oficjalny koszt szczepień (200 milionów dolarów), a także podwojenie kosztów schorzenia – mam zaoszczędzone 12 miliardów (i bardzo wiele korzyści nieprzeliczalnych – uratowane życia, dzieci które nie będą inwalidami albo półidiotami) za 0,2 miliarda. Zysk sześćdziesięciokrotny.

Przyjmując model najbardziej optymistyczny – dalej przy podwojeniu kosztów choroby, mamy zaoszczędzoną dwa razy większą sumę, niż wydaliśmy na szczepienia.

CZY NIE LEPIEJ…?

Na koniec coś, o czym wszyscy zapominają. W opiece zdrowotnej trzeba uwzględnić jeszcze jedną rzecz, zanim wydamy pieniądze na narodowy program. Czy przypadkiem nie można wydać tych pieniędzy na inny program, przez co nasze korzyści będą o wiele większe?

Jakie korzyści przyniósłby program uświadamiający potencjalne matki, w jaki sposób uchronić swoje przyszłe dziecko przed autyzmem? Świadomość społeczna jest w tym temacie niemal zerowa, a przecież od dawna wiadomo, jakie są czynniki ryzyka i jak ich unikać. Ilość przypadków autyzmu można zmniejszyć – lekko licząc – dziesięciokrotnie. Roczny koszt tej choroby w USA to ponad 250 miliardów (!) dolarów, 50 razy więcej niż oficjalne zyski z wyeliminowania odry. Czy przypadkiem rozdanie przyszłym matkom broszur informacyjnych nie powinno mieć pierwszeństwa?

A inne choroby? Bez większych problemów można uniknąć ponad 90% przypadków cukrzycy, koszt tej choroby w USA to również około 250 miliardów dolarów. Co z chorobami serca, co z narodowym programem promocji nie tylko zdrowego trybu życia, ale i uzupełniania niedoborów pokarmowych, takich jak witamina D3? Ile przypadków chorób serca wynika ze zwykłego niedoboru magnezu i można ich uniknąć? Co z 200 miliardami, jakie kosztuje USA depresja każdego roku? Ile kosztowałby narodowy program dodawania EPA do masła, tak jak dodaje się jod do soli? Co z programem dodawania do wody pitnej litu?

Mam nadzieję, że ten wpis pobudzi Was do przemyśleń, starałem się postawić więcej pytań, niż dałem odpowiedzi.

Zapraszam też do dyskusji – na fanpage, w komentarzach czy na forum. Możliwe, że gdzieś w obliczeniach zrobiłem jakiś poważny błąd, może nawet machnąłem się o jedno czy dwa zera, jak ktoś zauważy, proszę krzyczeć.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Kalkulacja opłacalności szczepień – przykład odry

  1. eh pisze:

    pierwsze pytanie – masz dziecko ?
    to zupelnie zmienia postac rzeczy, nie patrzysz wtedy na ludzi jako liczbe,statystyke
    w przychodni spotkalismy dziecko z odczynem poszczepiennym – jakie sa szanse ze takie cos sie wydarzy ? (spotkamy kogos kto akurat byl tym promilem/procentem gdzie szczepionka sie nie przyjela) co wiecej spotkanie bylo nietypowe bo matka zrobila awanture gdyz szczepionka byla przeterminowana 🙂 (dla tego dziecka z odczynem poszczepiennym po innej szczepionce)
    i co teraz ? powinna grac w lotka ?

    szczepionki mialy na poczatku czynic dobro, teraz widac ze nie sa one tylko przeznaczone do jednego celu – chronic przed choroba, wydaja sie wrecz eksperymentem (chronia przed jednym ale z drugiej strony oslabiala przed czyms innym)
    dlaczego w szczepionkach sa takie trucizny jak rtec ? (tak wiem, trucizna nie jest cos tylko tego dawka)
    inna rzecz – jak jest traktowany pacjent w polsce – bierzesz szczepionke jak WSZYSCY ? czy jestes debilem/odmiencem -mozemy cie sadownie ukarac i zaplacisz kare
    baa jak sa traktowane dzieci z odczynem poszczepiennym ? w innych krajach jest to logiczne ze jakis promil moze sie zle przyjac lub wywolac nieporzadany skutek i dla tego jest odpowiedni fundusz z ktorego wyplacane sa pieniadze dla tych ktorym sie nie poszczescilo (ot taka loteria – szczepienie powinno cie uchronic przed dana choroba ale mozesz wylosowac cos jeszcze gorszego, grasz ? czy mamy cie do tego zmusic)
    wszystko zupelnie inaczej wyglada jak to dotyczy ciebie i twojego zycia
    tylko rodzic wie ile czasu zajmuje opieka nad dzieckiem, ile mysli wokol niego krazy i jak sie patrzy na przyszlosci i bezpieczenstwo
    a teraz pojdzmy stopien wyzej – sprobuj wyobrazic sobie ile musza miec wytrzymalosci i nerwow rodzice dziecka niepelnosprawne lub ciezko chorego ktore los dotknal nagle,bez wyraznego powodu, ot po szczepionce rutynowej

    inna rzecz – sprawdz statystyki dostepne na stronie nfz na temat ….szczepien na grype
    nie wynika z nich i nikt nie potrafi stwierdzic czy one naprawde sa skuteczne
    poczytaj opracowanie wynikow i sam zerknij na statystyke (ktora moze byc oszustwem – nie chodzi mi o to ze nfz moze cos falszowac tylko ze wszystko zalezy od tego jakie sa kryteria prowadzonych badan.ankiet,definicji choroby czy zachorowania)

    jeszcze jedna rzecz – szczepionki 5 lub 6 w 1
    co to za wymysl ? czy wiesz ze logicznie myslaca osoba wprowadza na rynek szczepionke kilka w jednym – dla dziecka ktore nie ma roku ??????/
    ustalenie ktora szczepionka wywolala reakcje alergiczna czy inna jest niemozliwe
    nie mowiac o tym jaki to jest poziom zagrozenia dla malego czlowieka
    oczywiscie reklama jest ladna i fajna – twoje dziecko bedize mniej cierpialo bo tylko raz bedzie uklute

    rynek farmaceutyczny co chwile udowadnia ze nie zalezy mu tyle na zdrowiu ile na pieniadzach

    • tomtom pisze:

      Takie pytanie – masz samochód? Kiedyś może samochody służyły do transportu, ale teraz, gdy zamiast silnika są tam kręcące kółkami krasnoludki, służą raczej do eksperymentów.

      Dlaczego w samochodach są takie materiały, jak uran? Co, gdy któryś zamieni się w bombę atomową? Widziałem Hiroszimę, uważam, że tam wybuchł samochód, a resztę dopowiedziały media, żeby chronić tyłki koncernów motoryzacyjnych.

    • tomtom pisze:

      A tak trochę (ale tylko odrobinkę) poważniej, żeby ocenić ile jest „odczynów poszczepiennych”, robi się próbę kliniczną, w której połowa dzieciaków dostaje placebo. To pozwala ocenić, ile tych dzieci faktycznie źle reaguje na szczepionkę, a ile po prostu w tym czasie zachorowało – bo wiesz, dzieci czasem chorują. Naprawdę. I jak taka jednak z drugą naczyta się internetu, to potem WIE, że każda choroba która akurat zgrała się w czasie to wynik szczepionki. Bo internet tak powiedział. Wiadomo, że żadne dziecko nigdy nie zachorowało samo z siebie.

      Tak samo „trucizny” – jakoś bardziej zaufam dziesiątkom tysięcy naukowców, którzy pół życia się uczyli po to, żeby ocenić kiedy owe „trucizny” mogą mieć jakikolwiek wpływ na zdrowie, niż pani Joli, która w dzień pracuje na kasie w lokalnej „Biedronce”, zaś wieczorem zamienia się w światowej klasy toksykologa na forum dyskusyjnym.

      • Ja nie liczę pisze:

        Dlaczego kpisz z „pani Joli”? Z Twojej historii opisanej w zakładce „O mnie” wyłania sie podobny obraz! Ty dokształcasz sie po godzinach i doradzasz na forum, a „pani Jola” nie może?

      • ddd pisze:

        Chciałem zapytać o błąd systematyczny w takiej próbie klinicznej oceniającej ilość odczynów poszczepiennych. Proszę o podanie opisu metodologii w próbie klinicznej, części statystycznej i wniosków.
        W jaki sposób mierzy się powikłania neurologiczne i autoimmunologiczne? Arbitralną decyzją badacza o kwalifikacji do takiej a nie innej grupy w ramach ICD, o której od dawna wiadomo, że jest kiepska?
        Czy w Unii Europejskiej przygotowuje się szczepionki osobno np. dla Francji z dużym odsetkiem ludzi o innej puli genowej będących potomkami osób z byłych francuskich kolonii aniżeli ludzi w Polsce? Czy ekstrapolacja wprost wniosków odnośnie bezpieczeństwa – mierzonego ilością powikłań oraz skuteczności na podstawie próby klinicznej oddającej powiedzmy populację Francji, jest prawdziwa dla wszystkich krajów w EU w tym Polski? W dobie migracji również? Czy w dobie migracji odporność stada działa czy nie działa? Uzasadnij. Dziękuję.
        Dlaczego w Rumunii w 2006, 2005, 2011 mieliśmy wybuchy epidemii odry odpowiednio ponad 5500 przypadków, prawie 3200 oraz prawie 4200 skoro wg danych WHO dostępnych na oficjalnej stronie mieliśmy wysoką wyszczepialność ponad 95% nie jedną a dwoma dawkami MCV1 i MCV2 na przestrzeni 10 lat wstecz dla wymienionych lat?
        Czy szczepienia działają w efekcie dźwigni w korelacji z innymi czynnikami(jakimi?) w kontekście ograniczania zachorowań? W świetle danych rumuńskich należy się zastanowić nad szczepionką jako jedyną tylko i wyłącznie metodą ograniczania zachorowań w związku przyczynowo-skutkowym jako, że odra wraca cyklicznie 2005,2006,2007 oraz 2011,2012,2013 oraz 2016,2017.

        • tomtom pisze:

          Metodologia jest dostępna w linkach, można też zapytać autorów – nie mnie, bo nie ja te badania prowadziłem.

          Były epidemie, ponieważ żadna szczepionka nie działa w stu procentach i trzeba lat, żeby wirus kompletnie znikł. Przed wprowadzeniem szczepień w 1990, rok w rok było około 100 000 przypadków zachorowań rocznie. Oznacza to, że tam po prostu krąży mnóstwo wirusów i trafiają na te dzieciaki, u których szczepionka nie zadziałała. Choroba jest też przywlekana od sąsiadów. Dzięki szczepieniom epidemie błyskawicznie wygasają, zamiast zamieniać co roku tysiące dzieci w inwalidów.

          Powtarzam, KAŻDEGO ROKU przed rokiem wprowadzenia szczepień było tam około 100 000 przypadków, z których spora część jest teraz trwale upośledzona. Od momentu wprowadzenia szczepionek w zasadzie z roku na rok ilość zachorowań spadła około stukrotnie. Zaprzeczanie związkowi przyczynowo skutkowemu w tym wypadku jest po prostu głupie, żeby brzydziej nie napisać.

          • ddd pisze:

            Dziękuję za odpowiedź. Proszę o źródła danych dla Rumunii z okresu zanim wprowadzono obowiązkową jedną dawkę w 1979r z materiałem liczbowym mówiącym o 100 000 przypadków !!w każdym roku!!. W 1986 było ponad 60 000 tysięcy przypadków.
            Ilu lat potrzeba aby wirus znikł? Jakie czynniki mają na to wpływ oraz jak mierzyć miarą obiektywną skuteczność w populacji ludzi szczepionych. Nie mylić z badaniami klinicznymi przed dopuszczeniem do obrotu.

            https://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/00050221.htm

            Interesuje mnie czy przed wprowadzeniem na rynek szczepionki konieczne jest wykazanie bezpieczeństwa w badaniach klinicznych, jak owo bezpieczeństwo jest mierzone i na ile populacja w badaniach odzwierciedla populację szczepioną (błąd systematyczny)

            Proszę o wyjaśnienie powrotów odry w 1982, 1986,1987, 1993,1994, 1997, 1998, 2005 2006, 2011,2012,2013 roku w Rumunii przy wysokiej wyszczepialności
            http://apps.who.int/immunization_monitoring/globalsummary/countries?countrycriteria%5Bcountry%5D%5B%5D=ROU&commit=OK

            http://apps.who.int/immunization_monitoring/globalsummary/coverages?c=ROU

          • tomtom pisze:

            tu są wykresy

            https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18037676

            Trzeba w google wklepać tytuł pracy, będzie dostęp do pdf. W skrócie – od 1970 do 1978 praktycznie bez żadnych zmian było między 500 a 600 przypadków na 100 000 populacji rocznie, w 1986 raptem 110 przypadków na 100 000 (32 tysiące zachorowań), więcej w 1982 gdy faktycznie było ponad 60 tysięcy zachorowań, około połowy tego, co było rok w rok przed wprowadzeniem szczepionek. Średnio rocznie było 10 razy mniej przypadków, co mniej więcej zgadza się z 90% skutecznością szczepionki, w momencie wprowadzenia drugiej dawki i stopniowej eliminacji wirusa, tak że odporność zbiorowa zaczęła spełniać swoją rolę – ilość zachorowań spadła jeszcze bardziej, w 2013 wyniosła 5 na 100 000, w 2014 poniżej 0,3. Tysiąc pięćset razy mniej, niż miałeś wcześniej każdego roku. TYSIĄC PIĘĆSET RAZY.

            Jasne, że odra wraca – i będzie wracać, bo mają sąsiadów żyjących w mentalnym średniowieczu, mają też subpopulację żyjącą mentalnie w czasach jaskiniowych i nie uznającą szczepień. Ale po wprowadzeniu drugiej szczepionki nawet w czasie największych epidemii zdarzających się raz na kilka czy kilkanaście lat ilość zachorowań była dwadzieścia razy niższa, niż była każdego roku zanim zaczęto szczepić. Licząc że odra zabija 1 dziecko na 1000, przy 100 000 zachorowań rocznie miałeś 100 trupów każdego roku, przez ostatnie 20 lat uzbierałoby się 2000 małych trupków, do tego drugie tyle ciężko upośledzonych nie potrafiących żyć samodzielnie. Lubisz, jak dzieci umierają? Czy może wolisz patrzeć, jak ślinią się gapiąc w ścianę?

            A bezpieczeństwo bada się bardzo prosto, podaje się dany środek tysiącom osób, porównując z tysiącami które dostały placebo. Albo porównuje się stan zdrowia tych, które dostały szczepienie i tych, które nie dostały. Dzięki temu wiemy, że szczepionka przeciw HBV chroni również przed białaczką, zaś szczepienia w ogóle chronią przed zespołem śmierci łóżeczkowej.

  2. Ja nie liczę pisze:

    Dlaczego ten problem został przez Ciebie autorze tak zawężony?
    Rozszeżmy go do poziomu realnego: Ludziom brakuje pokory wobec Matki Natury. A Ona mówi tak: „Kochane moje dzieci. To ja tu rządzę i nie da się mnie przechytrzyć. Omijacie jedne mechanizmy regulacji populacji (choroby bakteryjne, wirusowe), ukrócę Was innymi (nowotwory, autyzm i masa innych chorób cywilizacyjnych).” Jeśli komuś nie podoba się taka metafora, niech uświadomi sobie co za nią stoi. A stoi sieć relacji między organizmami w globalnym ekosystemie i stanowiące jej przedłużenie szlaki biochemiczne wewnątrz organizmów. Żadna zmiana w ekosystemie nie pozostaje bez echa. I nikt nie obali dowodu na to, jak perfekcyjnie reguluje się ekosystem na poziomie globalnym – mamy epidemię (!) raka, autyzmu i innych chorób cywilizacyjnych. Czy tylko przez szczepionki? Oczywiście, że nie tylko – przez całokształt naszych działań. Może pokusisz się autorze o kalkulację opłacalności szczepień w przypadku tak szeroko postrzeganego problemu? Co się bardziej opłaca – umierać na raka czy na odrę? Konsekwentnie osłabiać geny ludzkiej populacji (bo do tego niestety prowadzą wszelkie współczesne metody medyczne) i truć się na maksa (bo w społeczeństwie wysokoch technologii zatrucie wód, żywności i powietrza jest czymś nieuniknionym) żyjąc „wygodnie” czy wrócić pod strzechy, upodabniając się maksymalnie do zwierząt i rezygnując praktycznie ze wszystkich zdobyczy naszej cywilizacji?

    • tomtom pisze:

      Biorąc pod uwagę, że choroby zakaźne zwiększają ryzyko raka (przechorowanie świnki pięciokrotnie zwiększa ryzyko raka jądra u mężczyzny, bez złapania wirusa hpv nie rozwinie się rak szyjki macicy, szczepienia zmniejszają ryzyko białaczki dziecięcej dwukrotnie, osłabiona odporność po odrze to zaproszenie do rozwoju raka i tak dalej) to owszem, można zrobić kalkulację z uwzględnieniem nowotworów – ile dodatkowo ZAOSZCZĘDZIMY kasy dzięki szczepieniom.

      ps. średnia życia zwiększyła się prawie trzykrotnie, odkąd zrezygnowaliśmy z „cudownej naturalności”.

      • Ja nie licze pisze:

        Punkt wyjścia o którym piszesz nie był naturalnością i ciężko w przypadku człowieka taki punkt początkowy znaleźć. Ale to nic. Obyś miał rację, że jednak zmierzamy w dobrym kierunku… Ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to tylko krotkotrwale przechylenie szali. Zagęszczenie i nawarstwienie problemów zdrowotnych wynikających z zatrucia środowiska jest poważnym problemem, cięższym do ogarnięcia niż zakażenie.

        • tomtom pisze:

          To, czy zmierzamy w dobrym czy w złym kierunku to jest zagadnienie filozoficzne. Co wiemy na pewno – jakieś działanie (w tym wypadku szczepionka) zwiększa nasze szanse przeżycia, dzięki temu dożywamy tak późnego wieku w dobrym zdrowiu. Może dodatkowo zwiększają szansę raka, ale może wprost przeciwnie – zmniejszają ją. Tego nie wiemy, więc trzymamy się tego, co jest pewne. Zatrucie środowiska to jest problem i to nas zabija, jasne – chociaż z drugiej strony mieszkający w szałasie opalanym drewnem przodek miał dużo, dużo bardziej zasyfione płuca, niż ktoś, kto mieszka teraz w najbardziej zanieczyszczonym mieście. Ogrzewanie zimą od zawsze było koszmarnie szkodliwe, współczesny smog to kryształowo czyste powietrze w porównaniu do tego, co każdy z naszych przodków miał przy ognisku. Dopiero niedawno wynaleźliśmy centralne ogrzewanie. No i dzięki szczepionkom, możemy dożyć setki nawet pomimo zatrutego środowiska.

  3. anonim pisze:

    Generalnie nie opłacało by się tworzyć autyzmu przez szczepionki jeśli to firmy farmaceutyczne pokrywały by koszty leczenia autyzmu, jednak w tym wypadku jak wiadomo zyski ze szczepionek idą do rąk prywatnych firm farmaceutycznych, z kolei koszty leczenia autyzmu i innych, spadają głównie na barki całego społeczeństwa w postaci przykładowo NFZ lub odpowiednika w USA czyli z płaconych podatków, albo dodatkowo do rąk prywatnych lekarzy którzy zajmują się leczeniem tych schorzeń, także jak dla mnie dla firm szczepionkowych autyzm nie robi różnicy, a nawet i nakręca dodatkowo zyski innym. (opcja win-win?).

    Co do wpływu szczepień na dzieci to tutaj są jakieś badania(stare niestety):
    http://www.eioba.pl/pdf/badania-porownujace-wplyw-szczepien-na-zdrowie-dzieci-eioba-pl.pdf
    http://www.mednat.org/vaccini/dannivacc_study.pdf

  4. kotFilemon pisze:

    Możesz napisać coś więcej o zapobieganiu autyzmu? Zainteresował mnie temat, a na szybko nie udało mi się znaleźć nic w internecie. I jeszcze jedna sprawa, dodawanie do wody litu. Po co? Pierwszy raz słyszę o takim pomyśle, a brzmi to jak dla mnie niepokojąco :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *