Koszty ekonomiczne lockdownów, czyli dlaczego każdy kraj to zrobił.

Temat wraca jak bumerang. Ludzie ciągle mają pretensje do rządów, że wprowadzają lockdowny, że „niszczą ekonomię”. Pan Józio spod spożywczego i pani Jadzia z klatki obok wiedzą lepiej od wszystkich tych naukowców i ekonomistów, jak to powinno wyglądać.

Ja jednak – podobnie jak znakomita większość naukowców, którzy się tym zajmują – uważam, że decyzja o lockdownie była bardzo dobra ekonomicznie.

Zacznijmy od tego, ile NAPRAWDĘ kosztuje nas lockdown i ograniczenia. Mamy tu element, który jest zbyt skomplikowany dla pani Jadzi i pana Józia. Handel zagraniczny i łańcuchy dostaw. Znakomita część strat ekonomicznych, które teraz ponosi Polska, to wynik spadku produkcji za granicą i ograniczenia handlu. Nawet jakbyśmy nie wprowadzili żadnego, najmniejszego nawet ograniczenia, straty dalej byłyby liczone w miliardy.

W Warszawie ktoś wywiesił licznik, gdzie podaje sumę strat. Jest tam 30 miliardów, na co składa się niecały miliard branży fitness, 2 miliardy gastronomii, 1 miliard hoteli, 2 miliardy rozrywki… Rzeczywiste straty są o wiele wyższe, niż na tych karteczkach wywieszonych na oknie, branża hotelarska straciła ponad 5 miliardów, gastronomia nawet ponad 20, rzeczywista zaś suma strat może przekraczać 100 miliardów. Chwila, coś się nie zgadza. Suma strat to 30-40 miliardów, a straty gospodarki 100 miliardów. Skąd te 70 miliardów?

To są właśnie te wszystkie koszty generowane przez problemy innych krajów. Jeśli z Włoch nie przyjdzie transport surowców, fabryka pod Wrocławiem nie będzie miała czego produkować. Jeśli jakaś fabryka w Niemczech nie dostanie z tych Włoch surowców, nie kupi też z Polski, bo i tak nie może pracować. Każda linia technologiczna wymaga wielu elementów pośrednich, na przykładzie który każdy zrozumie – rolnik musi dostarczyć zboże do młyna, tam jest robiona mąka, ona jedzie do piekarni, gdzie wypieka się chleb, on trafia do sklepu gdzie możemy go kupić. Ale rolnik potrzebuje też nawozów, paliwa i części zamiennych do traktora, piekarnia potrzebuje prądu, wszyscy zaś potrzebują kogoś, kto przewiezie towary. Chleb to wyjątkowo prosty wyrób, potrafiliśmy go wytwarzać już tysiące lat temu, wymaga tylko kilku elementów. Ale samochód wymaga tysięcy pośredników, rozrzuconych po całym świecie. Wystarczy, że tylko JEDEN z nich przestanie pracować, a wszystko stoi. Nie tylko fabryka samochodów, ale też wszystkie, które dostarczają do niej surowce i wszystkie, które dostarczają surowce do tych fabryk.

Na całym świecie po kolei wysiadają różne fabryki, a efekty tego odbijają się czkawką w innych krajach. I dlatego straty, jakie poniosła gospodarka Polski są pięć razy wyższe, niż suma strat wszystkich branż dotkniętych lockdownem.

Oczywiście można się kłócić, że przecież rzeczywiste koszty są wyższe, np zamknięcie hotelu sprawia, że bankrutuje też pralnia. Ale to działa też w drugą stronę – na jej miejscu może stanąć fabryka maseczek czy płynu do dezynfekcji rąk, generując zyski, których nie było przed pandemią. Mnóstwo branż zanotowało wzrost zysków liczony w setkach milionów.

Jest też jeszcze jeden bardzo ważny element, który omówię kilka akapitów niżej.

Przypuszczam, że rzeczywiste koszty samego lockdownu, bez kosztów wynikających z problemów na rynkach światowych, to około 10 miliardów, góra 15.

Jest tu jednak jedno bardzo, ale to bardzo duże ALE. Nie można po prostu postawić na jednej szali kosztów lockdownu, na drugiej – nic nie stawiać, bo „byłoby przecież jak zawsze”. Nie, nie byłoby. Mielibyśmy o wiele więcej zachorowań, co bezpośrednio przełożyłoby się na koszty.

Spójrzmy na koszty grypy:

https://assets.ey.com/content/dam/ey-sites/ey-com/en_pl/topics/eat/pdf/03/ey-grypa-i-jej-koszty-w-polsce.pdf

Same koszty leczenia to ponad 200 milionów dla roku o przeciętnej zachorowalności, zaś koszty pośrednie – zwolnienia lekarskie, obniżona wydolność w pracy, konieczność urlopu dla opieki nad chorą osobą sięgałyby na dzień dzisiejszy 2 miliardów! Oznacza to, że co roku grypa generuje straty rzędu 2,2 miliarda złotych.

Pytanie zasadnicze – ile większe koszty generuje COVID, jeśli nie wprowadzi się lockdownu? Znam mnóstwo osób, które przechodziły chorobę ponad pół roku temu, do tej pory mają zadyszkę przy wejściu na pierwsze piętro. To oznacza o wiele niższą wydajność w pracy. Sąsiadka od kwietnia leży podłączona do aparatury podtrzymującej życie, kobieta po 40 roku życia. To nie tylko brak osoby mogącej pracować, ale też horrendalne koszty leczenia i w zasadzie renta do końca życia, bo nie sądzę, żeby ta osoba kiedykolwiek mogła podjąć pracę. Tak, miała „chorobę współistniejącą”, tylko że bez COVID pracowałaby z nią do 70 roku życia, a tak – będzie na utrzymaniu podatników przez kilkadziesiąt lat.

Ciężko powiedzieć, ile osób leżało pod respiratorami w marcu zeszłego roku z powodu grypy. 5 osób? 10? Obecnie leży około 1500. Myślę, że najlepszym wyznacznikiem będzie porównanie śmiertelności obu chorób, bo to twarde dane z którymi nijak nie można się kłócić. Pytanie – ile osób umiera rocznie z powodu grypy? Oficjalnie 50-100, ale jeśli doliczymy powikłania, będzie tego dużo więcej. Jeśli wierzyć danym z USA, zgonów powinno być około 4000 rocznie, zgadza się to z szacunkami z UK i innych krajów. COVID zabił w Polsce już teraz 44 000 osób, a jest to wartość mocno niedoszacowana. Wbrew temu co nieuki po zawodówkach wygadują, to nie „brak dostępu do szpitali” odpowiada za nadmiarowe zgony. Dostęp był (jak najbardziej słusznie) utrudniony przez niemal cały zeszły rok a śmiertelność aż do września była w zasadzie identyczna, jak w latach poprzednich, co jest dowodem, że ten brak nie miał najmniejszego nawet wpływu na śmiertelność. Dopiero jak ruszyła jesienna fala, w kilka miesięcy nazbierało się ponad 80 000 nadmiarowych zgonów. Prawdziwa liczba ofiar tylko COVID leży gdzieś pośrodku.

Ale mamy przecież lockdown – ile byłoby bez niego? Najnowsze szacunki podają IFR (ryzyko śmierci po infekcji) w okolicach 0,6%. Zgadza się to z danymi z krajów, gdzie wirus uderzył najsilniej – w Bergamo zmarło 0,6% populacji i nie wszyscy byli zainfekowani, w Nowym Jorku 0,3% a kontakt z wirusem miało tylko jakieś 30% mieszkańców. Myślę, że bez lockdownu można spokojnie założyć, że 70% populacji przeszłoby infekcję, przy śmiertelności 0,6%. 160 000 zgonów, tylko z powodu COVID, bez wliczenia tych wywołanych zapchanymi szpitalami.

Oznacza to, że z powodu COVID zmarłoby 40 razy więcej osób, niż umiera z powodu grypy. W dużym przybliżeniu oznacza to też, że tyle więcej osób musiałoby wziąć zwolnienia lekarskie. Co prawda na COVID chorują najciężej osoby starsze, nie pracujące, ale to wyrównuje się faktem, że nawet młoda osoba chora na COVID często przez całe miesiące nie jest w stanie podjąć pracy. Ktoś też musiałby się taką starszą chorą osobą opiekować, wziąć urlop.

Jeśli COVID w porównaniu do grypy faktycznie wywołuje 40 razy więcej strat wywołanych chorobami pracowników, to te 2 miliardy strat z powodu gryp[y w Polsce zamieniłyby się w 80 miliardów strat z powodu COVID.

Podsumowując – wprowadzono ograniczenia, których koszty wynoszą 30 miliardów, żeby nie dopuścić do dużo wyższych strat spowodowanych masowymi zachorowaniami, a także do trudnych do oszacowania kosztów w przyszłości (a co, jeśli wirus daje poważne powikłania, które wyjdą po kilku latach?).

Są tu jeszcze dwa ważne elementy.

Po pierwsze, całkowicie niemal wyeliminowaliśmy grypę i w zasadzie wszystkie inne choroby przenoszone drogą kropelkową / choroby brudnych rąk. One wszystkie mają współczynnik zarażalności o ponad połowę niższy niż COVID, co oznacza że jeśli restrykcje obniżą roznoszenie COVID o połowę, te choroby po prostu zanikną.

Ten współczynnik zarażalności wymaga szerszego omówienia.

https://en.wikipedia.org/wiki/Basic_reproduction_number

W dużym skrócie – jest to współczynnik określający ile osób zarazi chory, jeśli nie będziemy stosować żadnych środków zaradczych. Dla COVID wynosi między 3 a 5, dla grypy poniżej 1,5. Ale żeby zrozumieć jakie znaczenie mają te cyferki, trzeba zdawać sobie sprawę z dynamiki pandemii. Rozumieć podstawy matematyki.

Choroba A ma współczynnik 3. W ciągu 10 dni każda chora osoba zarazi trzy kolejne, albo też z 1000 początkowych po 10 dniach mamy 3000. Zaczynając od 1000 przypadków, po 3 miesiącach mamy 20 milionów (!) chorych.

Choroba B ma współczynnik 1,5. W ciągu 10 dni 1000 osób zarazi 1500. Po 3 miesiącach z tego 1000 osób zrobi się zaledwie 40 000.

Choroba C ma współczynnik 1,2, czyli po 10 dniach z 1000 osób mamy 1200. Po 3 miesiącach mamy… tak, zaledwie 5000 chorych.

Ciężko powiedzieć, o ile ten współczynnik został zmniejszony przez wprowadzone ograniczenia, ale jako że po 3 miesiącach od kwietnia zeszłego roku nie mieliśmy 20 milionów infekcji, musiały go zmniejszyć naprawdę mocno, stawiam, że co najmniej o połowę. Ale to oznacza też, że o połowę zmniejszyliśmy współczynnik zarażalności grypy, który wynosi około 1,5. Oznacza to ni mniej ni więcej, że grypa zaczęła zanikać i dlatego właśnie nie mamy prawie żadnego jej przypadku. Nieuki bez szkoły co prawda powtarzają, że to „ukrywanie grypy” i że niby grypę raportujemy jako COVID, ale prawda jest o wiele banalniejsza – lockdown ją praktycznie zlikwidował.

Oznacza to też, że straty lockdownu trzeba pomniejszyć o te 2,2 miliarda, które rocznie kosztuje nas grypa, a także o straty generowane przez wszystkie pozostałe, wyeliminowane lockdownem, choroby.

Co też jest istotne, uniknęliśmy koinfekcji grypy i COVID, czyli sytuacji, gdy osoba zachoruje na oba te wirusy jednocześnie. To naprawdę BARDZO duża korzyść, jako że taka mieszanka naprawdę jest zabójcza. W jednym z badań śmiertelność takich koinfekcji wynosiła około 30%.

A teraz proponuję wrócić wyżej do fragmentu o łańcuchach dostaw. To jest prawdziwy powód, dla którego każdy kraj, który próbował polityki „zero lockdownu, gospodarka ważniejsza”, wycofał się z tego pomysłu po kilku tygodniach i nie chce nawet myśleć o powrocie. Bo naprawdę dużo krajów o tym myślało, chciało to wprowadzić. „O, wszyscy zamykają gospodarki, to my polecimy do przodu, co tam te kilka tysięcy zgonów, na raka umiera więcej”.

Ekonomiczni imbecyle, którzy podejmowali takie decyzje, nie uwzględnili właśnie tego elementu – załamania łańcuchów dostaw. Zostawili wszystko otwarte, nie wprowadzili żadnych ograniczeń, a nagle okazało się, że 60% pracowników jakiejś kluczowej fabryki nie może przyjść do pracy. Część jest chora, część musi opiekować się chorymi. Fabryka stoi.

No ale to tylko jedna fabryka…? Nie. Razem z nią stoją wszystkie, od których kupowała surowce, wszystkie, wszystkie, które dostarczały im surowce, wszystkie, wszystkie, które nie mogą produkować bez tego, co ta fabryka wytwarza, wszystkie, które dostarczały do tej fabryki… nagle leży calutka ekonomia.

Dopóki zachorowania nie są masowe, jak przy grypie, system się trzyma, bo żadna fabryka nie padnie całkowicie, a nawet jeżeli, to zastąpią ją inne, nawet zagraniczne, są też zawsze jakieś niewielkie zapasy (współczesny przemysł rzadko magazynuje surowce, gdyż to wiąże się z dużo większymi kosztami). Jeśli jednak nagle kluczowi pracownicy masowo lecą na czasem na kilka miesięcy na L4, może dojść do załamania. I do takich własnie załamań doszło we Włoszech, w Hiszpanii, w Wielkiej Brytanii – wszędzie tam, gdzie rządzą ekonomiczne głąby. To przed tym tak naprawdę miał chronić nas lockdown – miał rozłożyć w czasie zachorowania, żeby nie upadły łańcuchy dostaw i nie zginął cały przemysł. Żeby straty z 80 miliardów nie zamieniły się w 300 miliardów. Naprawdę lepiej wysłać na przymusowy urlop trenera personalnego i płacić mu z budżetu, niż dopuścić do sytuacji, w której padają całe gałęzie przemysłu.

Jeszcze dwa słówka. Pierwsze – nieszczęsna Szwecja. Ciągle słyszy się, że oni nie mieli żadnych ograniczeń (opinia powtarzana przez ludzi, którzy wiedzę o świecie czerpią z filmów na youtube), a nie chorowali. To zwykłe kłamstwo – mieli ograniczenia porównywalne z Polską, przez wiele miesięcy nawet silniejsze niż my, tyle że inne. Zorganizowali na przykład więcej miejsc pracy zdalnej. Lepiej zorganizowali dystans społeczny w szkołach. Sumarycznie wypadli bardzo podobnie do Polski, co można sprawdzić tutaj:

https://ourworldindata.org/grapher/covid-stringency-index?tab=chart&stackMode=absolute&time=2020-01-22..latest&country=POL~SWE&region=World

Druga rzecz – kraje azjatyckie. Można na nie patrzeć z zazdrością. Ich społeczeństwo spisało się na medal. Gdy trzeba było, każdy miał maseczkę, każdy trzymał dystans. Efekt? Praktycznie całkowita eradykacja wirusa, jedyne przypadki to turyści z Europy. Żyją sobie bez żadnego lockdownu, bez maseczek, bez strat gospodarki, z otwartymi hotelami i restauracjami. Mają to, bo potrafili przez kilka miesięcy się zorganizować. Poświęcili też część prywatności, instalując na telefonach oprogramowanie śledzące kontakty.

To jest właśnie ten element kultury krajów azjatyckich, którego im zazdroszczę. Można porównać zachowanie na przykład mieszkańców Japonii po tsunami z tym, jak to wyglądało w USA po przejściu huraganów. Japonia – świat obiegło zdjęcie, gdzie kilkaset osób grzecznie czeka w kolejce po wodę, nikt się nie przepycha, nikt nic nie niszczy, kto może ten pomaga. USA – masowe kradzieże, podpalenia, gwałty i morderstwa. Tłum dzikusów po przejściu huraganu wygenerował straty zbliżone do samych zniszczeń wywołanych żywiołem.

Tym różnią się od nas i dlatego mogą kiedyś rządzić całym światem. Ja zastanawiałem się, co robić, żeby zmniejszyć ryzyko zarażenia siebie i innych, żeby nie obciążać przeładowanego szpitala, nie dobijać ledwo zipiącej ekonomii. Sąsiad z kolei kombinował, czy przypadkiem nie może do sklepu wejść bez maseczki, bo on wie lepiej od wirusologów jak maseczka działa.

Ma to też jednak swoje złe strony, takie całkowite posłuszeństwo może prowadzić do rozwoju totalitaryzmów, w krajach azjatyckich też jest mało jednostek dążących do zmiany, nie wyobrażam sobie żeby tam powstała taka inicjatywa jak ta rozkręcona przez Elona Muska, bo takie wybicie się poza schemat jest dla Azjatów niewyobrażalne.

Comments

comments

2 komentarze do wpisu „Koszty ekonomiczne lockdownów, czyli dlaczego każdy kraj to zrobił.”

    • sprawdź na wiki współczynnik, a potem policz ile będzie przypadków ze startowych powiedzmy 10 000 przez 3 miesiące, przy założeniu transmisji co 10 dni

      Odpowiedz

Dodaj komentarz