Witamina D3 a ryzyko COVID, cysteina i szczepionka AZ

Pojawiły się dość ciekawe badania, analizujące ryzyko zachorowania na COVID w zależności od poziomu witaminy D3. Wynika z nich, że nie zabezpiecza ona nawet w najmniejszym stopniu.

https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.09.08.20190975v5.full.pdf

https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2021.03.04.21252885v1.full.pdf

W pierwszym z nich porównano osoby z różnym materiałem genetycznym, warunkującym metabolizm witaminy D3. W praktyce dwie grupy bardzo silnie różniły się poziomem we krwi.

W drugim badaniu porównano z kolei śmiertelność, ryzyko infekcji czy ryzyko trafienia do szpitala z częstotliwością występowania niedoboru w danym kraju.

Oba badania dały podobny wynik – ryzyko COVID w żaden sposób nie jest związane z poziomem witaminy D3 w organizmie.

Bardzo mocna była swego czasu hipoteza, że za zimowe zachorowania na grypy i przeziębienia odpowiada właśnie niski poziom witaminy D3. Sam nawet dość mocno za tym stałem. Rzeczywistość jednak jest trywialna – zimą ludzie częściej przesiadują razem w zamknięciu, a suche, zimne powietrze nie jest zbyt zdrowe dla błon śluzowych, przez co spada ich szczelność, ułatwiając infekcję. Dodatkowo wirus dłużej utrzymuje się przy „życiu” w zimnym powietrzu, gdy nie pada na niego światło słoneczne z promieniami UV. To wszystko sprawia, że zwiększa się współczynnik reprodukcji R0.

Sekret „sezonu grypowego” to fakt, że zimą ludzie częściej ze sobą przebywają, przez co jeden chory zaraża więcej osób, a latem przebywają rzadziej, więc zaraża mniej. Widać to zresztą teraz w przypadku grypy, gdy wprowadzono obostrzenia mające zwalczać COVID, a grypa i przeziębienia dostały rykoszetem. Mają one znacznie niższy współczynnik R0, przez co obostrzenia które tylko spowolniły pandemię COVID, praktycznie całkowicie zlikwidowały też grypę. I nie, nie jest prawdą to, co różne półgłówki powtarzają że „teraz grypy się nie diagnozuje”. Są kraje, gdzie cały czas robi się setki tysięcy testów genetycznych w kierunku grypy i w tym sezonie wyników pozytywnych praktycznie nie ma, tak po prostu. Znikły też te sepsy, którymi można się zarazić, a to raczej nie są choroby które „przechoruje się w domu” i musiałyby się pojawić w statystyce, gdyby były.

Wynika też z tego to, co nie raz pisałem i nie raz pewnie jeszcze napiszę – całego lockdownu dałoby się uniknąć, gdyby odpowiednio wiele osób przestrzegało zaleceń, co zredukowałoby R0 wirusa. Pandemię całkowicie opanowano w Japonii, Chinach, Nowej Zelandii, Australii czy Korei. Faktem jest, że to wyspy (tak, wiem, Australia to kontynent), przez co mieli tam łatwiej, ale bez zaangażowania nie dałoby się tego osiągnąć. Cieszą się teraz silną ekonomią, brakiem ograniczeń i zdrowiem. U nas niestety każdy widzi tylko czubek własnego nosa – dosłownie, bo przykrycie go maseczką to ujma na honorze prawdziwego Polaka. Prawdziwy Polak wie lepiej od wszystkich naukowców i lekarzy, jak działa maseczka i nikt mu nie wmówi, że jest inaczej. Eh, szkoda słów.

Przyjrzyjmy się badaniom, gdzie podawano witaminę już chorym osobom:

https://vdmeta.com/

Mamy tu spis wszystkich dotychczas przeprowadzonych badań. Efekty w części z nich są wręcz rewelacyjne. Przypatrzmy się temu:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7456194/

Ryzyko wylądowania na intensywnej terapii wynosiło 2% dla osób, które dostały D3 i aż 50% dla tych, które jej nie dostały.

Z drugiej strony, artykuł jest mocno tendencyjny, dla przykładu badanie, w którym autorzy jako konkluzję podają „brak jakiejkolwiek poprawy po D3” opisano w metaanalizie jako sukces:

https://www.nature.com/articles/s41598-021-85809-y

Najkorzystniejsze badanie zostało zdjęte, bo wykryto w nim fałszerstwa:

https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=3771318

Kolejne, gdzie efekt był zerowy:

https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.11.16.20232397v1

Podsumowując – na razie tak naprawdę nie wiemy. Część badań dała bardzo dobre rezultaty, cześć dosłownie zerowe. Ideałem byłoby przyjrzenie się jakiejś trwającej próbie klinicznej na tysiącach osób, gdzie część dostaje D3, a część placebo, można by porównać dzięki temu ryzyko, czy w ogóle się zachoruje, bo D3 ma przede wszystkim zapobiegać pełnoobjawowej chorobie, a nie leczyć trwającą.

Trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do badań, w których porównuje się grupy nie randomizowane. Przykład z przeszłości – sprawdzano skuteczność w zapobieganiu śmierci szczepionek przeciw grypie u seniorów i okazało się, że ratują one kilka razy więcej osób, niż w ogóle choruje na grypę, a co więcej najmocniej chronią latem, gdy grypy praktycznie nie ma. Co się okazało – po prostu seniorzy na skraju śmierci nie byli w stanie iść zrobić sobie szczepionki, stąd w badaniach wyszło, że osoby które jej nie dostały umierały znacznie częściej. Ten sam błąd widzę w części badań, gdzie porównano osoby które dostały D3 i te, które nie dostały bez losowego podzielenia grupy na substancję aktywną i placebo.

Co jeszcze może pomóc z suplementów? Jak już nie raz pisałem, najbardziej obiecujące jest cysteina. Nawet niedawno pojawił się artykuł, w którym niedobór cysteiny wskazuje się jako główną przyczynę tak drastycznie wysokiej śmiertelności COVID.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/32463221/

Pacjencie z depresją mają mocno obniżony poziom cysteiny i – jak się okazuje – mają również o wiele wyższe ryzyko ciężkiego przebiegu COVID

https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2771037

Żeby to ostatecznie rozstrzygnąć, trzeba zrobić badania nad wpływem suplementów, ale coś mi się zdaje, że się ich nie doczekamy. Na cysteinie nie da się zarobić.

Na koniec – refleksja na temat tego, jak łatwo jest ludziom wyprać mózg. Chodzi o szczepionkę AstraZeneca. Na grupach i forach, które mają w swoich opisach „walkę z systemem” cały czas pojawiają się informacje, jaka ta szczepionka jest zła, a inne może nie „dobre”, ale przynajmniej mniej złe. W ramach „walki z big pharmą” różni nawiedzeńcy produkują ciągle wpisy, w których krytykują szczepionkę AZ.

A jaka jest prawda? Szczepionka AZ jest po prostu jedyną, która… jest sprzedawana bez zysku. Jedyne faktyczne zagrożenie jakie z jej stosowania wynika, to zagrożenie dla finansów największych koncernów farmaceutycznych. Poszły w eter informacje, że wywołuje ona zakrzepicę i zatory w płucach, ale szczegółowa analiza kilku milionów (!) zaszczepionych w porównaniu z kilkoma milionami zaszczepionych Pfizerem wykazały, że ryzyko jest dosłownie identyczne, czyli takie, jak u niezaszczepionych. Przy 4 milionach zaszczepionych w UK należało się spodziewać kilkunastu przypadków zakrzepicy, to tyle statystycznie osób choruje co tydzień w takiej grupie – i tyle właśnie przypadków było u zaszczepionych.

To właśnie koncerny farmaceutyczne, tracąc zyski ze sprzedaży swoich diablo drogich szczepionek na rzecz taniej AZ, nagłaśniają każdy przypadek zakrzepicy, a antyszczepionkowcy grzecznie za nimi powtarzają.

Comments

comments

Dodaj komentarz