Hipoteza zatrzymania pandemii podnoszeniem odporności + kilka metod naturalnych

Jak części osób wiadomo, dynamikę pandemii określa się za pomocą tzw „R0”, współczynnika reprodukcji wirusa. W dużym skrócie – oznacza on, ile osób zarazi nosiciel. Jeśli wskaźnik jest wyższy niż 1, pandemia się rozwija, jeśli niższy – zanika. Ten współczynnik bardzo mocno zależy od warunków środowiskowych, np dla grypy jest dużo niższy latem, gdyż wirus nie przetrwa w wysokiej temperaturze i nie wytrzyma silnego światła słonecznego. Latem też mniej osób przebywa razem w pomieszczeniach. Stąd biorą się zimowe fale grypy, stąd wzięła się obecna fala koronawirusa i to tak naprawdę jest przyczyną, dla której latem mieliśmy spokój.

R0 zależy też – co oczywiste – od odsetka osób odpornych, czy dzięki szczepieniom, czy przez przechorowanie w przeszłości. Obliczono, że dla wirusa grypy wynosi on około 1,5, zaś dla obecnego koronawirusa około 3, a dla odmiany UK ponad 4. Bardzo jednak możliwe, że R0 dla grypy w warunkach idealnych jest podobne, tylko połowa populacji jest na nią odporna, przez co spada on w realnym świecie o połowę – do 1,5.

Dzięki lockdownowi, dezynfekcji, noszeniu maseczek mocno ograniczyliśmy R0 wirusów i innych czynników przenoszonych drogą kropelkową. Znikła zwykła grypa (dosłownie, w USA czy w Niemczech rutynowo robi się testy PCR mające określić ile tego jest w społeczeństwie i w tym roku po prostu nie ma), znikła sepsa meningokowa, znikła „grypa jelitowa”. Ale to za mało, żeby zbić R0 koronawirusa z 3-4 do poniżej 1. Być może, gdyby wszyscy stosowali się do zaleceń, udałoby się to osiągnąć. Ale nie stosują się.

Jak bardzo zaraźliwy i zabójczy jest koronawirus przekonano się w mieście Manaus, gdzie całkowicie olano wszystkie procedury – na skutek błędu w ocenie badań statystycznych, mieszkańcy myśleli, że mają „odporność stadną”. Fala uderzyła z pełną siłą i w ciągu miesiąca do piachu poszło 0,5% populacji. To tak, jakby w Polsce zmarło w miesiąc 200 000 osób. Podobnie było w Bergamo, gdzie zmarło 0,6% populacji. Nigdzie więcej na świecie nie próbowano całkowicie rezygnować ze środków ochrony.

Obecnie w Polsce jesteśmy na dobrej drodze od uzyskania „odporności stadnej” – prawdopodobnie niemal połowa populacji już przechorowała, szczególnie osoby mocno narażone na kontakt z innymi (a więc najczęściej przenoszące wirusa dalej), część najbardziej zagrożonych jest zaszczepiona, a dzieci prawdopodobnie nie roznoszą infekcji. Przyznam, że dziwi mnie obecna fala (piszę to 22 marca 2021), na logikę – R0 powinno być zbite do połowy samą tylko odpornością ludzi, co w połączeniu z maseczkami, dezynfekcją i ograniczeniem zgromadzeń powinno w sumie zbić do wartości „niegroźnych”. Być może za zamieszanie odpowiada wariant UK, który ma sporo wyższą zaraźliwość a co więcej, dużo częściej wysyła ludzi do szpitala, a może przechorowanie bezobjawowe nie daje odporności dłuższej niż kilka tygodni.

Po tym przydługim, ale koniecznym dla zrozumienia, czym jest R0 wstępie, przejdźmy do hipotezy:

W dużym skrócie – co prawda szczepionka daje niemal całkowitą odporność, ale część osób nawet bez szczepionki nie choruje. Autor sugeruje, że są to osoby z najwyższym poziomem witaminy D3.

Ale na początku przyjrzyjmy się szczepieniom. Jeśli szczepionka daje 50% odporności, to zaszczepienie 50% populacji da nam zaledwie 25% odpornych. Co oznacza, że R0 odmiany z UK spadnie z 4 do 3, tyle co nic. Jeśli szczepionka daje 75% odporności i zaszczepimy 75% populacji, pełną odporność będzie miało zaledwie 56% ludzi. Zbije to R0 z 4 na niecałe 2.

Jeśli sugestia autora, że wysoki poziom D3 obniża ryzyko choroby o 50% jest prawdziwa (w co ja osobiście nie wierzę), to wystarczy namówić społeczeństwo do suplementacji, by R0 spadło z 4 na 2. I to można zrobić w 2 tygodnie, bo witaminę każdy może sam zjeść, nie potrzeba do tego lekarza podającego zastrzyk i pilnującego, czy nie wystąpi reakcja alergiczna. Co oznacza, że w ciągu zaledwie 2 tygodni i pomijalnym kosztem będziemy mieć identyczny efekt, jak przy zaszczepieniu 75% ludzi!

Pójdźmy dalej – to już moje osobiste fantazje. Nie jest znany wpływ czosnku i cysteiny na ryzyko konkretnie COVID, ale przy innych schorzeniach wirusowych obniżają ryzyko o ponad połowę. Jeśli – co jest wielkim „ale” – obie te substancje działają też przy COVID w podobny sposób, to zastosowanie ich jednocześnie być może sprawi, że ryzyko infekcji spadnie o 75%.

I tu pojawia się magia liczb – jeśli faktycznie cysteina i czosnek razem zmniejszają ryzyko o 75%, to gdyby wszyscy zaczęli z tego korzystać, pandemia wygasłaby sama z siebie – bez szczepionek i bez lockdownu, bez maseczek, bez mycia rąk!

Pójdźmy dalej. Selen – jego poziom jest niższy u chorych, co oznacza, że być może – ale tylko być może – masowa suplementacja zmniejsza R0:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7657009/

Podobne wyniki uzyskano badając poziom cynku:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7574778/

Oczywiście wszystkie te badania mają podstawową wadę – brak randomizacji. Niski poziom powiedzmy selenu może wynikać z ogólnie złej diety, która to dieta jest właśnie czynnikiem ryzyka, a selen nie ma w tym wypadku znaczenia i wykrywa się go niejako „przy okazji”.

Ale jeśli – podkreślam, jeśli – suplementacja faktycznie obniża R0 tak mocno, to powstrzymanie pandemii byłoby dziecinnie proste.

No dobrze, a teraz obiecane terapie. Pierwsza – propolis. Nie do końca ufam wynikom badań z Brazylii, ale dają do myślenia:

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0753332221003115

Chorzy, którzy dostawali wysokie dawki propolisu, dużo szybciej zdrowieli. Propolis był testowany wcześniej w innych infekcjach wirusowych i faktycznie, ma właściwości które mogłyby przeciwdziałać również COVID. Niestety, ciężko przeliczyć zastosowaną w badaniu dawkę na obecne na polskim rynku preparaty. Chorzy dostawali w sumie 400 do 800 mg koncentratu, a to nie to samo, co propolis kupowany w sklepie.

Druga rzecz – coś o skomplikowanej nazwie, dinukleotyd nikotynoamidoadeninowy. W dużym skrócie – substancja o silnych właściwościach regulujących działanie układu odpornościowego, według naukowców z poniższego artykułu to jej niedobory mogą być jedną z przyczyn tak wysokiej śmiertelności:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7322475/

Jak przeciwdziałać spadkowi?

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC6342515/

Do leków aktywujących SIRT1 mało kto ma dostęp, ale można zwiększyć samo NAD+. Skuteczne byłyby przede wszystkim wysokie (ale nie do przesady, 500 mg to aż nadto) dawki niacyny, a także kwercetyna (obecna głównie w surowych kaparach, ale też jest jej trochę w czerwonej cebuli czy nawet kaszy gryczanej), luteolina (przede wszystkim surowe karczochy), apigenina (korzeń pietruszki i mniej w liściach).

Z naturalnych aktywatorów SIRT1 można wymienić resweratrol czy kurkuminę – ale w ich przypadku ani nie wystarczy pić wina, ani też nic nie da stosowanie kurkumy jako przyprawy. Działa też kwercetyna.

Są też suplementy czystego NADH, jak również coś obecne pod nazwą nicotinamide riboside, ale ciężko mi w tej chwili powiedzieć, czy ich stosowanie jest opłacalne.

Glutamina. Bałem się, że może zostać wykorzystana jako „paliwo” do namnażania się wirusów, ale w próbie klinicznej jednak zwiększyła szansę na przeżycie choroby:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7387270/

To zbyt mała próba, żeby powiedzieć „na pewno działa!”, ale raczej wystarczająca, żeby wykluczyć znaczne pogorszenie stanu zdrowia po suplemencie. Glutamina najlepiej działa w połączeniu z cysteiną, którą omawiałem w poprzednich wpisach. Sama z siebie nie miała bardzo dużego efektu, ale okazała się bezpieczna, więc można ją spokojnie wykorzystać do potęgowania efektu cysteiny. Dawka – od 10 do nawet 30 gramów dziennie.

Ostatnia rzecz – monolauryna. Wstępne badania sugerują, że MOŻE mieć jakiś efekt, ale to jest ciągle palcem po wodzie pisane.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7656897/

Dawki, w których monolauryna miała skuteczność porównywalną do antybiotyków podczas infekcji bakteryjnej to około 5 gramów na dobę.

Comments

comments

2 komentarze do wpisu „Hipoteza zatrzymania pandemii podnoszeniem odporności + kilka metod naturalnych”

  1. W przypadku grypy występują też z reguły 2 fale, pierwsza z październiku, druga w lutym/marcu, bo wirus mutuje i zazwyczaj mamy nową mutacje na wiosnę. To, że połowa Polaków to przechorowała, nie znaczy że nie mogą zachorować drugi raz/na inną mutacje. Z tego co wiem, przechorowanie daje lepszą odporność niż szczepionka.

    Btw. skoro połowa ludzi jest odporna na grypę, to jakim cudem kiedyś na forum przytaczałeś badanie, w którym około 600 ludziom wszczepiono grypę i wszyscy zachorowali?

    To, że dzieci nie przenoszą infekcji dalej to ciekawe. Pytanie do jakiego wieku?

    Szczepionka chyba daje odporność tylko na 2-3 miesiące i to nie na wszystkie mutacje?

    Patrząc na te wszystkie fakty, nie widzę opcji, żeby koronkę udało się wyeliminować całkowicie, to się będzie raczej powtarzać rok co roku w kółko.

    Odpowiedz
    • Nie, nie tyle mutuje na wiosnę, co raczej bardziej ludzie zaczynają wtedy więcej łazić i roznosić. Ciepło się robi i każdy musi gdzieś poleźć, przenieść.

      To badanie gdzie każdy zachorował jak pamiętam dotyczyło wirusa przeziębienia, na który mało kto ma odporność, bo ta akurat znika bardzo szybko, są zresztą różne rodzaje odporności, jedna dotyczy błon śluzowych górnych dróg oddechowych, inna płuc.

      Z tymi dziećmi to ogólnie chodzi o bezobjawowych, dużo trudniej roznoszą niż objawowi. Jak dziecko będzie objawowe, to rozniesie dalej.

      Szczepionka daje odporność na cholera wie ile, bo będziemy dopiero badać za x lat. Jak na razie osoby zaszczepione na początku dalej mają pełną odporność. A co do mutacji – na szczęście dla (dosłownie) ludzkości, ten wirus nie mutuje jakoś szczególnie aktywnie. Nie ma tego skilla, który ma wirus grypy. Co oznacza, że szczepionki będą chronić przynajmniej częściowo przed każdą mutacją, o ile wirus nie zrobi fikołka. A wtedy mamy już technologię do produkcji szczepionki w miesiąc i nie będzie aż takiego problemu.

      Nie ma opcji, żeby powtarzało się w kółko, bo to BARDZO ciężka choroba i jakby ktoś załapał to dwa razy, to już byłby jedną nogą w grobie. Ludziom się wydaje że lekka, bo płuca nie są unerwione i nie czują jakiegoś silnego bólu, ale czasem trzeba lat żeby po takim „lekkim” przechorowaniu dojść do pełni zdrowia.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz