Nowe badanie nad aplikacją randkową

Wersja anglojęzyczna:

Czesi opublikowali w tym miesiącu badanie, gdzie analizowano między innymi zależność między atrakcyjnością a preferencjami.

https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0327477

It takes two to tango: A directed two-mode network approach to desirability on a mobile dating appDreamtempo

Piszę o nim, bo pojawiają się artykuły w poważnych mediach, sugerujące, że problemem są mężczyźni, którzy starają się wybierać kobiety „spoza swojej ligi”, podczas gdy kobiety wybierają osoby o zbliżonym poziomie atrakcyjności. Wyniki uzyskane przez naukowców stoją w sprzeczności nie tylko z wynikami innych badań, ale też ze zwykłym zdrowym rozsądkiem. Dlatego postanowiłem im się przyjrzeć.

Wpis jest nieco chaotyczny i trudny do zrozumienia, spodziewam się, że zbyt trudny dla wielu czytelników, ale w końcu opisuje on coś, co umknęło grupie naukowców, którzy całe życie uczą się tego, by takie błędy wyłapywać.

Próbowano uzyskać odpowiedzi na kilka pytań, skupię się na dwóch.

Na początek, przyznajmy naukowcom (i prasie, która skupiła się na tylko jednym aspekcie) odrobinę racji. Próbowano ustalić, czy zaproszenia na randki są rozłożone równo, czy może częściej zapraszamy osoby atrakcyjniejsze, a także która płeć jest bardziej wybredna. Owszem, mężczyźni częściej wysyłali zaproszenia do węższej grupy kobiet, tych na samym szczycie, podczas gdy kobiety nie skupiały się na kilku tylko mężczyznach. Tyle tylko, że skala tego zjawiska była marginalna w porównaniu do drugiego aspektu. Tutaj był podział na dwie grupy, więc wyniki są dość wiarygodne.

Problem w tym, że kobiety dostawały proporcjonalnie wielokrotnie więcej zaproszeń, niż mężczyźni. Dla Brna było to dosłownie 23 razy więcej. 2300 procent różnicy. Owszem, zaproszenia wysyłane przez mężczyzn były nieco bardziej (kilkanaście procent) zorientowane na grupę kobiet najbardziej atrakcyjnych, ale w dalszym ciągu mężczyźni próbowali się umawiać z praktycznie wszystkimi kobietami, pomijając dosłownie kilka procent, zaś kobiety próbowały umawiać się jedynie z wąską grupą mężczyzn, pomijając niemal wszystkich innych. Po prostu te kilkanaście procent „stronniczości” mężczyzn przy wybieraniu partnerek to zbyt mało, by wpłynąć na kilka tysięcy procent przewagi kobiet.

Więcej problemów jest przy drugim pytaniu, czy dąży się do randki z osobą o równym poziomie atrakcyjności, czy wyższym. Naukowcy podzielili użytkowników według atrakcyjności, im więcej osób chciało się umówić, tym wyższa była „wartość” danego użytkownika. Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza, statystycznie mężczyzna dążył do spotkania z użytkownikiem, który miał znacznie więcej ofert, niż on. Statystycznie kobieta spotykała się częściej z użytkownikami, którzy mieli mniej ofert, niż ona.

Można wysnuć wniosek, że w świecie randkowania to mężczyźni są wybredni, dążą do spotkań z kobietami dużo atrakcyjniejszymi od siebie, a kobiety są rozsądne i wybierają często tych spoza absolutnego topu.

Gdzie popełniono błąd? Jest on tak oczywisty, że aż nie chce się wierzyć w jego istnienie. Wydaje się niemożliwością, że naukowcy nie zauważyli tak oczywistego problemu. Nie podzielono użytkowników na dwie grupy! W efekcie najmniej atrakcyjne kobiety dalej były na liście wyżej, niż nawet najbardziej atrakcyjni mężczyźni.

No dobra, przyznam szczerze, algorytm nie jest tam do końca opisany, a surowe dane co prawda są zamieszczone, nie mam jednak oprogramowania by je odtworzyć. Częściowo więc tylko zgaduję, jak to wyglądało. Możliwe, że użyto innego algorytmu, gdzie jednak podzielono użytkowników na dwie grupy. Ale w dalszym ciągu otwartym pozostaje problem, co z mężczyznami, którzy nie dostali ani jednego zaproszenia, a takich jest znacząca większość? Jaką wartość ma taki mężczyzna na „skali atrakcyjności”? Jeśli 80% mężczyzn zostało zignorowanych, on może być zarówno na samym dole, jak i wśród górnych 21%. Nie wiemy, bo aż 80% mężczyzn jest ujętych w jednej grupie, „najmniej atrakcyjni”.

Kobiet w badaniu było mniej (1/4 do 1/3 użytkowników), co siłą rzeczy sprawiało, że częściej dostawały zaproszenia, niż wysyłały, wynika to z prostej matematyki. Dodatkowo normą społeczną jest, że to mężczyzna inicjuje kontakt, co jeszcze bardziej fałszowało wynik.

Jeśli naprawdę chcemy uzyskać wiarygodne wyniki, powinniśmy odrzucić wszystkich mężczyzn, którzy nie dostali żadnego zaproszenia. Jeśli było ich 80%, to odrzucamy również z badania 80% najmniej atrakcyjnych kobiet. W zasadzie powinno się też odrzucić mężczyzn z 1 zaproszeniem, gdyż są zbyt blisko błędu statystycznego. Dopiero wtedy mamy dwie grupy, które można w jakikolwiek sposób porównać, mężczyzn i kobiety w grupach, gdzie atrakcyjność jest równomiernie rozłożona.

Sprowadźmy sytuację do absurdu, takie coś czasem pozwala zobaczyć błąd, nawet wtedy, gdy jest on zbyt skomplikowany, by go zrozumieć. Wyobraźmy sobie, że w aplikacji jest 1000 mężczyzn i tylko 1 kobieta. Każdy mężczyzna wysyła jej 1 zaproszenie, ona… nieważne, co zrobi. Jej poziom atrakcyjności w algorytmie przyjętym przez autorów badania wynosi 1000, bo dostała 1000 zaproszeń na randkę, żaden mężczyzna nie ma poziomu atrakcyjności wyższego niż 1.

Mając przed oczami przyjęty przez naukowców model, czy naprawdę uzasadnionym byłoby twierdzenie, że mężczyźni próbują umówić się z kobietami „atrakcyjniejszymi niż oni sami”? Skoro przyjęty model wyliczenia atrakcyjności sprawia, że kobieta jest dosłownie 1000 razy bardziej atrakcyjna, niż najbardziej atrakcyjny mężczyzna i jest najzwyczajniej w świecie fizyczną niemożliwością, by mężczyzna mógł wysłać zaproszenie do kobiety, która jest na podobnym poziomie, co on, ponieważ takie kobiety nie istnieją, nawet gdy dany mężczyzna jest wcieleniem piękna i bogactwa?

Zakładając teraz, że naukowcy podzielili mężczyzn i kobiety na oddzielne grupy, zakładając, że tylko 20% mężczyzn dostało zaproszenia, w dalszym ciągu lwia część mężczyzn ma atrakcyjność 0, pomimo tego, że część z mężczy jest wśród 21% najbardziej atrakcyjnych. To w oczywisty sposób zafałszuje wyniki, gdyż mężczyzna od którego atrakcyjniejszych jest tylko 20%, wysyłający zaproszenie do kobiety, od której atrakcyjniejszych jest 90% (czyli niemalże najmniej atrakcyjnej ze wszystkich), dalej w modelu będzie ujęty jako próbujący umówić się z atrakcyjniejszą od siebie. Ta kobieta nie będzie miała atrakcyjności 0, bo dostała właśnie jedno zaproszenie.

Owszem, model jest zły. On byłby może i prawdziwy, ale tylko w jednym wypadku. Gdyby na świecie było kilka razy więcej kobiet, niż jest mężczyzn. Wtedy faktycznie, każda kobieta mogłaby wybrać sobie mężczyznę spośród tych najbardziej atrakcyjnych i wszystkie kobiety miałyby partnerów. Ale na świecie kobiet i mężczyzn jest mniej więcej tyle samo.

Podsumowując, w badaniu znakomita większość kobiet dostała co najmniej kilka propozycji randki, znakomita większość mężczyzn nie dostała nawet jednej. Zostało to całkowicie pominięte w komentarzach prasowych. Być może, jeśli nie zrobiono opisywanego powyżej błędu, mężczyźni bardziej skupiali się na próbie umówienia się z tymi najbardziej atrakcyjnymi kobietami (i na tym aspekcie skupiła się prasa, komentująca wyniki), ale w dalszym ciągu dosłownie dziesięciokrotnie częściej atrakcyjny mężczyzna próbował umówić się z mniej atrakcyjną kobietą, niż odwrotnie. Nie, to nie pomyłka, dziesięciokrotnie. Ten aspekt również został przez prasę całkowicie pominięty.

Wiele osób uważa, że znalezienie odpowiedniego partnera czy partnerki jest dużym problemem i szuka przyczyn tego stanu rzeczy. Zarówno opublikowane badanie, jak i artykuły w prasie na jego temat próbują znaleźć tę przyczynę. Obawiam się jednak, że w tym poszukiwaniu jest dużo złej woli, nie chodzi o to, by faktycznie rozwiązać problem, ale by oskarżyć o niego kogoś, kogo się nie lubi. W tym wypadku mężczyzn.

Jeśli naprawdę chcemy znaleźć rozwiązanie, powinno ono sprawić, że każdy będzie miał szansę znaleźć drugą połówkę. Z prostej przyczyny, jeśli rozwiązanie daje szansę tylko 20% najładniejszym mężczyznom, to 80% mężczyzn pozostanie singlami. A to oznacza, że 80% kobiet tez pozostanie singielkami. Jeśli każda kobieta ma mieć szansę na znalezienie partnera, to również każdy mężczyzna musi mieć taką szansę.

Jak definiować atrakcyjność? Jedyny model, który ma społecznie sens, to proste ustawienie wszystkich ludzi danej płci w linii, od najmniej atrakcyjnej osoby do najbardziej. Tylko takie coś sprawi, że każda osoba ma szansę znaleźć drugą połówkę. Aby unaocznić absurd modelu przyjętego przez naukowców w tym badaniu załóżmy, że definiujemy atrakcyjność tak, jak oni. Wtedy tylko najbardziej atrakcyjni mężczyźni byliby na równym z kobietą będącą poniżej przeciętnej. Problem w tym, że tych mężczyzn jest 5%, może 10% i tylko tyle kobiet może znaleźć partnera mającego równy poziom atrakcyjności, bo więcej takich mężczyzn po prostu nie ma. W społeczeństwie, gdzie każda kobieta chce mieć szansę znalezienia partnera, atrakcyjność musi być oceniana tak, jak ja to wyżej zdefiniowałem. Górne 10% mężczyzn dla górnego 10% kobiet.

Widziałem w poważnej gazecie artykuł komentujący to badanie, z wielkim nagłówkiem „to mężczyźni w aplikacjach randkowych są problemem, bo próbują umawiać się z kobietami atrakcyjniejszymi od nich”. Sugerowano, że powinni obniżyć wymagania i umawiać się z mniej atrakcyjnymi. Ale przy przyjętym przez naukowców modelu atrakcyjności, tylko górne kilkanaście procent mężczyzn było uznanych za „atrakcyjnych”, a kobiety praktycznie wszystkie.

Poprawmy ten nagłówek, by był w pełni zgodny z wynikami badania i przyjętą przez naukowców metodologią. „To mężczyźni w aplikacjach randkowych są problemem. 20% najatrakcyjniejszych mężczyzn powinno obniżyć wymagania i umawiać się z mniej atrakcyjnymi kobietami.”. Już nie brzmi tak ładnie, prawda? Co więcej, nawet jeśli 20% mężczyzn znajdzie sobie partnerki, to dalej w związek wejdzie tylko 20% kobiet, a 80% pozostanie singielkami. W tym te najbardziej atrakcyjne, bo przecież mężczyźni „obniżyli wymagania”.

Nawet gdy przyjmiemy te sugestie za dobrą monetę, nawet gdyby ci najbardziej atrakcyjni mężczyźni faktycznie obniżyli wymagania i umawiali się z mniej atrakcyjnymi kobietami, nic to nie zmieni, bo dalej 80% kobiet będzie próbowało umówić się z 20% mężczyzn. Zarówno 80% kobiet, jak i 80% mężczyzn dalej pozostanie singlami. Obniżenie wymagań przez mężczyzn sprawi, że kilka dosłownie procent najatrakcyjniejszych z nich zwiąże się z mniej atrakcyjnymi partnerkami, ale też wyeliminuje ich z puli, przez co mężczyźni ci przestaną być dostępni dla najbardziej atrakcyjnych kobiet. Efekt końcowy będzie taki sam.

Niestety, ale problem był, jest i będzie taki sam. Kobiety często próbują znaleźć partnera wśród najbardziej atrakcyjnych, dodatkowo porównując mężczyzn do tego, co lansują media społecznościowe, gdzie jesteśmy bombardowani scenami z życia już nie 10% najładniejszych i najbogatszych, ale dosłownie 0,01% najbardziej atrakcyjnych.

Co więcej, najbardziej atrakcyjni mężczyźni wcale nie chcą się wiązać. Po co? Są zasypywani ofertami romansów bez zobowiązań, a małżeństwo nie oferuje mężczyźnie żadnych korzyści.

Owszem, jako społeczeństwo mamy duży problem z tworzeniem stabilnych związków, co jest jedną z przyczyn niskiej dzietności i nadchodzącej katastrofy demograficznej. Owszem, górne kilka, kilkanaście procent najbardziej atrakcyjnych mężczyzn nie chce wchodzić w stałe związki. Ale nawet jeśli dosłownie zmusimy ich do małżeństwa, niewiele to zmieni. W dalszym ciągu lwia większość mężczyzn, a więc i siłą rzeczy kobiet, będzie singlami. Społeczeństwo ciągle próbuje obwiniać o ten stan rzeczy mężczyzn, bo jakakolwiek sugestia, że to może kobiety powinny coś w sobie zmienić, spotyka się z agresją. Obawiam się, że cywilizacyjnie jesteśmy na równi pochyłej.

Czemu piszę o tym na blogu poświęconym medycynie? Badanie wpadło mi w oko, a ładnie pokazuje ono, jak jeden błąd może całkowicie zmienić wyniki, a opis prasowy sprawić, że wnioski wydają się dokładnie odwrotne od tych, jakie faktycznie uzyskano.