Ukryte terapie

(Po prawie roku piszę ten wstęp – wokół tekstu narosło wiele nieporozumień. Zarzuca mi się, że „nie przeczytałem dokładnie książki”. To prawda. Po prostu znam te wszystkie zagadnienia, dokładnie je przestudiowałem wiele lat przed tym, nim ktokolwiek o Ziębie słyszał. Znałem wcześniej znakomitą większość odnośników zamieszczonych w książce. Co więcej, gdy trafia się na odnośnik do pseudonaukowca, który znany jest z „udowodnienia” że powinniśmy spożywać dużo więcej jodu, bo tyle właśnie było w Rajskim Ogrodzie 3000 lat temu, zanim nas z niego wygnano (bo wtedy własnie Bóg stworzył Ziemię – tak, nasza planeta ma 3000 lat!), zaś kości mamutów i dinozaurów Bóg podrzucił by testować naszą wiarę – człowiek wie, że po prostu traci czas. Tak, to jest niemal słowo w słowo cytat jednego z „ekspertów” na podstawie których Zięba napisał swoje dzieło.

Rzeczy tam opisane nie są żadną nowością ani sensacją, na anglojęzycznych blogach były publikowane już ponad 20 lat temu. Jak ktoś się tym interesuje, zna na pamięć wszystkie argumenty zwolenników na przykład witaminy C i nie musi czytać tego po raz trzydziesty, niczego nowego się nie dowie. Ale taki ktoś, jeśli porządnie odrobił pracę domową – wie, że wszystkie one opierały się na zwykłym braku umiejętności zrozumienia wyniku badania i wszystkie zostały obalone.

W książce nie było dosłownie nic oryginalnego, nic odkrywczego, wszystkie zamieszczone tam rzeczy czytałem widziałem wcześniej w co najmniej kilkudziesięciu innych miejscach. W sumie to wyglądało jak artykuły z popularnych anglojęzycznych blogów, przetłumaczone na nasz język i zebrane w jedną książkę. Z tymi samymi błędami, które były na każdym z tych blogów.

Dorzucam w artykule poszerzoną analizę badania witamin C i E)

Krótka recenzja książki. Przyznam, że dzieło to miałem w ręku dobre pół roku temu i nie przeczytałem zbyt uważnie, więc może się wkraść kilka nieścisłości. Z zasady nie czytam żadnych książek o medycynie czy dietetyce, nigdy też nie obejrzałem żadnego filmu na youtube. Wolę zdobywać wiedzę, że tak powiem, u źródła, czyli czytając konkretne, dotyczące interesującego mnie zagadnienia badania. Dla „Ukrytych terapii” zrobiłem wyjątek, gdyż (uwaga, nieudolna kryptoreklama) wszystkie one były opisane na moim forum i podejrzewałem plagiat. Bezzasadnie, książka jest oryginalna.

Najpierw słowo pochwały – oczywiście bardzo dobrze, że ktoś zwraca uwagę społeczeństwa na fakt istnienia metod alternatywnych. Fajnie, że to trafia pod strzechy. Całym sercem popieram dążenia do tego, żeby przeprowadzić więcej badań i włączyć do oficjalnej medycyny metody obecnie uznawane za „szamańskie”.

Nie mogę się jednak zdecydować, czy pan Zięba zrobił rzecz bardzo dobrą i chwalebną, czy może jest to trochę krecia robota. Zamiary miał z pewnością bardzo szlachetne, ale ilość błędów jaką popełnił sprawia, że może zrazić do metod alternatywnych lekarzy i naukowców z „mainstreamu”. Może zniweczyć cały wysiłek wkładany przez osoby takie, jak pani Desmond, o której wspomnę jeszcze na koniec.

Pierwsza rzecz, witamina C. Tutaj autor popełnił klasyczny błąd – „cherry picking”, czyli wybieranie pasujących badań, z pominięciem tych które już nie do końca się zgadzają z przyjętą z góry tezą. W sumie ta uwaga pasuje do każdej z omawianych „terapii”. Przykładowo, istnieje co prawda badanie w którym witamina C nie zwiększała ryzyka kamieni nerkowych, ale drugie, przeprowadzone dużo dokładniej i na niemal pięciokrotnie większej grupie pacjentów, wykazało że stosując ten suplement podwajamy ryzyko tego schorzenia.

Wszystko zaczęło się od badania z którego wynikało, że mężczyźni spożywający duże ilości witaminy C żyli statystycznie 6 lat dłużej. I to prawda. Ale jak to zwykle bywa, nie cała. Badanie nie dotyczyło zażywania suplementów, tylko ogólnego spożycia witaminy, w praktyce wynik należy interpretować nieco inaczej: „Mężczyźni, którzy jedli najwięcej warzyw i owoców żyli statystycznie 6 lat dłużej”. Można się teraz zastanawiać, czy to właśnie kwas askorbinowy był tą substancją, która przedłuża życie. Tu teoretycznie z pomocą mogłoby przyjść badanie z którego wynika, że mężczyźni mający najwyższe jej stężenie we krwi żyli najdłużej, ale znowu musimy odpowiedzieć sobie na pytanie – czy przypadkiem nie mylimy skutku z przyczyną, czy żyli dłużej dzięki tej substancji, czy też może dzięki zdrowej diecie, która przy okazji ją dostarczała? I dlaczego skupiać się tylko na tych badaniach, a nie na tym, w którym suplementacja kwasem askorbinowym zwiększyła ryzyko wylewu 2,5 razy?

W medycynie powinno się opierać na badaniach z udziałem placebo. Sprawdzono to, rezultat był łatwy do przewidzenia – witamina C nie przedłuża życia.

Dobiję jeszcze jeden gwóźdź do trumny – zebrano 14,641 mężczyzn, przez 8 lat podawano im witaminę C z witaminą E, samą witaminę C, samą witaminę E albo podwójne placebo. Jeśli 7000 osób przez 8 lat zażywa 500 mg witaminy C dziennie, to – jeśli ona działa – powinien być JAKIKOLWIEK efekt. Nie było absolutnie żadnego, ani dla jednej witaminy, ani dla drugiej, ani dla obu łącznie, nie licząc drobnych odchyłów wyjaśnialnych błędem statystycznym, typu 3% więcej zgonów na jakąś chorobę u osób biorących witaminę C albo 3% mniej na inną.

Link: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2586922/

Mało? To może jeszcze to: http://ajcn.nutrition.org/content/80/5/1194

Tutaj przez 15 lat śledzono losy pacjentek z cukrzycą, sprawdzając, czy spożycie witamin ma wpływ na śmiertelność z powodu chorób serca. Witamina C z pożywienia nie miała żadnego wpływu. Ta z suplementów – owszem. Podwajała ryzyko śmierci, zarówno z powodu zawału, jak i wylewu.

Od Zięby słowem się nie dowiemy o tych badaniach, za to dowiemy się, gdzie u niego można kupić „specjalną” formę lewoskrętną, która niczym nie różni się od każdej innej będącej w aptece (wszystkie dostępne w handlu, a także wszystkie obecne w roślinach są takie same – w konfiguracji L, prawoskrętne).

Podsumujmy to w jednym akapicie – dawno temu, przed kilkudziesięciu laty powstała teoria, według której niedobór witaminy C powoduje miażdżycę – wzięło to się stąd, że ludzie z jej najniższym poziomem we krwi najczęściej umierali na serce. Dość szybko okazało się jednak, że pomylono skutek z przyczyną – na serce umierały te osoby, które jadły mało warzyw i owoców, czyli siłą rzeczy dużo pokarmów odzwierzęcych. Zostało to dokładnie sprawdzone wiele, wiele lat temu. To trochę tak, jakby odkryto, że ludzie z żółtymi palcami o wiele częściej umierają na raka płuc – niby prawda, bo palacze faktycznie mają żółte palce. Ale nie oznacza to, że jak przemalujemy palce biało, to uchronimy się przed tym rakiem.

Druga z omawianych substancji to witamina E. Przez wiele lat była reklamowana jako super ekstra pewny i niezawodny środek rozpuszczający płytki miażdżycowe i ratujący życie. Miała też chronić przed rakiem. Nieświadomego czytelnika można zarzucić setką linków do PubMed, z których jednak nic nie wynika – jedynie to, że naukowiec X albo instytut Y lata temu sugerowali, że może ona mieć takie działanie i powinno się ją przebadać. Więc przebadano.

I co z tych badań wynikło? Jeśli chcesz umrzeć na raka prostaty, leć do apteki po witaminę E. Prawie podwoiła ryzyko najbardziej agresywnej jego formy. Na ryzyko śmieci z powodu chorób serca nie miała wpływu, (patrz też badanie omówione dwa akapity wyżej), w innym badaniu co prawda również nic nie dała chorym na serce, ale przynajmniej nie zwiększała ryzyka raka u kobiet (ale tez nie zmniejszała). Hurra, mamy witaminę która co prawda nic nie daje, ale przynajmniej nas nie zabije!

Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że jest kilka form witaminy E i użycie tylko jednej z nich może wypłukać pozostałe, wywołując niedobór. Być może, ale tylko być może suplementacja gamma tokoferolem przyniosłaby inny efekt. Ale tu po prostu nie istnieją badania, na których można się oprzeć.

Rozdział dotyczący witaminy K2 był chyba najciekawszy – bo i najbliżej mu do „terapii”. Co prawda nie ukrytej, tylko po prostu bardzo świeżej, więc jest najzwyczajniej w świecie ciągle w fazie prób klinicznych, ale działającej. Z jedną tylko uwagą. Do tej pory nie istnieje z tego co wiem nawet jedno badanie, w którym forma MK7 miałaby udowodnione działanie, za to formy MK4 – jak najbardziej. Co prawda we wstępnym badaniu bardzo ładnie chroniła przed rakiem, ale kolejne już bardziej szczegółowe nie potwierdziły tych wyników. Niemniej jest silny związek między K2 a rakiem i póki co wszystko wskazuje na to, że suplementacja jest bardzo korzystna, na przykład powstrzymując rozwój raka jelita grubego. Oczywiście dotyczy to formy MK4. Tej samej, która w próbie klinicznej zmniejszyła ilość złamań ponad siedmiokrotnie w stosunku do placebo.

To co robi Zięba, czyli polecanie formy MK7, która jest jedynie teorią naukową bez żadnego uzasadnienia w badaniach, a odradzanie MK4, która jest solidnie przebadania z próbach klinicznych z udziałem placebo nie jest chyba najlepszym pomysłem.

Rozdział o jodzie… Nie wiem, musiałbym to chyba przeczytać jeszcze raz, czy mi się wydawało, czy pan Zięba udowadniał tam, że nie istnieje efekt Wolffa Chaikoffa? Ten sam który od dziesiątek lat jest wykorzystywany w medycynie jako terapia ratująca życie? Ten sam, który każdy lekarz obserwował swego czasu na własne oczy, bo był stosowany w leczeniu nadczynności tarczycy? To trochę jakby udowadniać, że kroplówka nie poprawia stanu zdrowia pacjentów. I na dodatek jako dowód na jego nieistnienie podał badanie, w którym zostało on wykazany?

Pomińmy to milczeniem, przejdźmy do samego jodu, bo to dość ciekawe zagadnienie. Faktycznie jest bardzo wiele doniesień i przesłanek świadczących o tym, że może on chronić przed rakiem prostaty i piersi. Faktycznie 80% mieszkańców Polski ma niedobory. Faktycznie według mnie powinno się suplementować. Ale zwykła uczciwość nakazuje wspomnieć o zagrożeniach ze strony autoimmunologicznego zapalenia tarczycy czy nadczynności – w jednym z badań wprowadzenie bardzo ostrożnego programu jodowania, 50 mcg dziennie sprawiło, że o liczba przypadków nadczynności tarczycy w regionie wzrosła o 50%. W efekcie mnóstwo osób zostało inwalidami. Jeszcze ciekawiej przedstawia się wynik badania wpływu suplementacji na ryzyko autoimmunologicznego zapalenia tarczycy – tutaj zachorowała niemal połowa pacjentów otrzymujących jod, co doprowadziło do chronicznej niedoczynności tarczycy wymagającej zastępczej terapii hormonalnej.

Każdy powinien sam podjąć decyzję o tym, czy warto ryzykować suplementację jodem, ale niedopuszczalne jest przedstawianie wyłącznie pozytywów, nie informując o zagrożeniach.

Co tam jeszcze było… ah, kwasy tłuszczowe. Długaśny wstęp zapełniony wzorami chemicznymi i opisem procesów metabolicznych w organizmie, według mnie totalnie niepotrzebny – to tak, jakby uczyć wzorów na napięcie w wale korbowym pracującego silnika na kursie prawa jazdy. Nie wiem, może to miało za zadanie wywrzeć efekt psychologiczny – „patrzcie jaki jestem mądry, więc przyjmijcie to co potem napiszę za pewnik”. A to „potem” jest kompletnie bezsensownym twierdzeniem, że do pełni zdrowia wystarczy olej rzepakowy. Bo nasze ciało ponoć sobie z niego zrobi co trzeba. I żadnego odnośnika do badań, które taką rewelację potwierdzą – a przed chwilą mieliśmy tych linków tysiące, podczas wyjaśniania zawiłości przemian delta desaturazy przy odczepianiu reszty metylowych.  Szkoda że nie ma odnośnika, bo to rewelacja zasługująca na Nobla.

Chyba nie ma sensu, abym wymieniał teraz wszystkie badania, w których suplementacja aktywną formą omega 6 poprawiła stan zdrowia. Było ich naprawdę mnóstwo. Przeciętny człowiek spożywa tych omeg o wiele za dużo – a nawet to nie wystarczy, aby organizm chorego z kwasu LA wyprodukował odpowiednią ilość GLA. A to dlatego, że w czasie choroby konwersja LA do GLA jest bardzo mocno ograniczona, podobnie dzieje się przy niektórych niedoborach pokarmowych. Tacy ludzie – a jest ich bardzo wielu – nie poprawią swojego stanu zdrowia nawet całą butelką oleju rzepakowego dziennie, bo po prostu ich organizm nie jest w stanie go przerobić. Muszą brać formę „zaawansowaną”, obecną na przykład w oleju z wiesiołka. I to jest faktycznie działająca „ukryta terapia”. Szkoda, że nie opisana w książce.

Podobnie kwasy tłuszczowe z grupy omega 3. Tutaj być może, ale tylko być może faktycznie wystarczyłaby odpowiednia ilość „rzepakowych” omega 3 w diecie. Pod warunkiem, że dostarczałoby się ich od 1 roku życia, albo nawet wcześniej, przez matkę w ciąży. Zanudzę trochę czytelników, dokonując kilku obliczeń. U zdrowego człowieka około 6% ALA jest zamieniane w EPA. Olej rzepakowy zawiera około 10% ALA. Oznacza to, że aby nasze ciało wyprodukowało 2000 mg EPA, a taka ilość w próbach klinicznych leczyła depresję, należy przyjmować… niech ja przeliczę zera… tak, 1/3 litra dziennie.

Oczywiście terapie omegami w formie EPA są takimi „ukrytymi terapiami” dającymi bardzo dobre efekty w leczeniu różnych zaburzeń, zwłaszcza nerwic i depresji, bardzo fajnie by było, gdyby o tym w książce wspomniano. Zamiast tego dowiadujemy się, że wystarczy pić olej rzepakowy.

Podsumowanie…

Obiecałem, że wspomnę o pani Małgorzacie Rzeszutek – Desmond. Ona też promuje „ukryte terapie”. Tylko te jej – faktycznie działają. Nie robi filmów na youtube, tylko jeździ na spotkania z lekarzami – przypuszczam, że Zięba zostałby z takiego po prostu wyrzucony, gdyby wyliczono wszystkie błędy jakie popełnił, co naprawdę brzydko kontrastuje z głośnym oskarżaniem przez niego całej medycyny o „promowanie nieskutecznych terapii”. Małgorzacie zaś udaje się tych lekarzy przekonać do swoich racji. Uratowała w ten sposób życie tysiącom osób i faktycznie wprowadziła medycynę alternatywną do szpitali i gabinetów lekarskich. Skuteczną, działającą.

Dlaczego więc Zięba zdobył tak potężną popularność, a o Desmond nikt prawie nie wie? Przypuszczam, że ludzie po prostu lubią słyszeć miłe, proste rzeczy. Małgorzata mówi: „Musicie zmienić dietę, przestać objadać się tymi smacznymi, ale niezdrowymi pokarmami. Trzeba zacząć dbać o siebie, może nawet trochę ruchu.” To trudne, wymaga wysiłku. Od Zięby zaś słyszymy „Spoko, zjedz witaminę C, to wystarczy”. Nieprawdziwe, ale przyjemne.

Jaką pastylkę więc wybierzemy? Czerwoną, czy niebieską?

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

54 odpowiedzi na „Ukryte terapie

  1. Edward Jesion pisze:

    Bardzo mi się podoba spradzian z matematyki(ha, ha).Natomiast poważnie – autor nie przeczytał dokladnie książki. Otóż pan Zięba kilkakrotnie podkreśla znaczenie diety i brak wiedzy wśród lekarzy na ten temat. Zgadzam się z potrzebą ruchu a dokładniej rehabilitacji jeśli chodzi o niepełnosprawnych; tylko niech ta Pani lub autor tego tekstu powie jakie są możliwosci takiej rehabilitacji i kto bada wpływ ruchu na zapobieganie takim chorobom jak np nowotwory. Ja sam choruję od urodzenia na dystrofię mięśni (zanik mieśni) i dopiero po wielu latach otrzymałem możliwość rehabilitacji. Nie uchroniło mnie to jednak przed zachorowaniem na nowotwór. I jeszcze a propos diety : od ponad 30 lat jetesm wegetarianinem i całkowitym abstynentem jeśli chodzi o używki (tytoń , alkohol)
    Jak widać nie prostych recept : ruch i dieta np ,żeby nie chorować

    • gitara pisze:

      Rak to nie choroba, a stan Twojego organizmu. Dobrze, że nie jesz mięsa gdyż jest ono ciężkostrawne i dodatkowo zakwasza i zagrzybia organizm. W twoim przypadku, a wiem co to Duchen lub Becker organizm jest w tym wieku słaby i dość wycięńczony. Po za tym raka można dostać na skutek leczenia częstego ( zapalenia płuc, oskrzeli, ect ) antybiotykami syntetycznymi zwykle słabo oczyszczonymi, gdzie razem z antybiotykiem do organizmu dostaje się syntetyczna pożywka, która w nim długotrwale nadal produkuje antybiotyk, doskonale zagrzybiając organizm. Polecam na YT metodę Iwana Pawłowicza Neumywakina z sodą i wodą utlenioną, która zabija wszystkie grzyby i bakterie tlenoiwe i beztlenowe. Ostatnio sprawdzany produkt znacznie silniej działający używany przeciwko rakowi to słynny już na masową skalę sprawdzany w Afryce na tubylcach chloryn sodu zwany MMS.

      • gosc jednorazowy pisze:

        Po przeczytaniu tych głupot chyba ja właśnie dostałam raka. Nie no, jasne, rak to w ogóle nie choroba. Uwielbiam jak ludzie wypowiadają się na tematy, o ktorych nie mają pojęcia. Głupota aż bije po oczach.

    • zdrowa babcia pisze:

      Gdzie? Kiedy? O jakiej diecie?

  2. Alfred pisze:

    Tu jest cała prawda – dodatkowo mogę podać takie teksty mówione podczas seminariów – … ” zastosowała to co w książce i wyleczyła „….. coś tam coś tam. Przecież w książce nie ma szczegółowych danych dla jakiej osoby i ile podawać tego czy tego … i na YT Pan Zięba mówi, że nie leczy tylko informuje – to w jaki sposób te osoby dobierały dzienne dawki terapeutyczne ? na oko ? Ponadto – wiadomym jest, że przyjmowanie jednych witamin z innymi jest niewskazane ( przeładowanie organizmu) co więcej przyjmowanie na oko i w dodatku bez odpowiednich dla danej osoby dawki minerałów z którymi te witaminy współdziałają – to ewidentny błąd. Upraszczając mój komentarz – Gdyby te praktyki były tak skuteczne jak opisuje i mówi o nich Pan Zięba to nie wyjeżdżałby z Australii do biednego kraju, gdzie ludzie nawet na witaminy nie mają a co dopiero w tych końskich dawkach. W Polsce co jakiś czas pojawiają się wspaniali ludzie – tylko że przyjeżdżają z zagranicy, gdzie już nic nie mogą więcej zrobić ( np. Solorz). Chwała, Panu Ziębie, że propaguje zdrowy tryb życia i uświadamia ludzi o fatalnych skutkach złego odżywiania. Na sam koniec taka mała dygresja pod rozwagę ( z treści ww. artykułu) już samo placebo wystarcza aby znacząco poprawić stany zdrowia – testowałem na wielu osobach z zaskakującym efektem – TO DZIAŁA.

    • gitara pisze:

      Dobrze, że znalazł się choć jeden Zięba, to jak powszechnie widać mocno mentalnie przewietrzyło dość mało asertywne, wiadome środowisko, a teraz jest naturalnie HEJT

  3. tomtom pisze:

    Clue wpisu jest takie, że opisane „ukryte terapie” po prostu nie działają. Nie działa witamina C, nie zadziała witamina E, bardzo duży odsetek ludzi będzie chorować jeśli nie dostarczy odpowiednich kwasów tłuszczowych.

    Dieta nie tylko działa, ale jest też niesamowicie skuteczna – ale nie jest to tak proste jak „nie jem mięsa”. Czasem nawet wprost przeciwnie, nieodpowiednio dobrany wegetarianizm może być groźniejszy od w miarę rozsądnej diety mięsnej. Dr Ornish opracował dietę, która w badaniach w niesamowity sposób chroniła przed rakiem, ale miała ona kilka specyficznych i nieintuicyjnych zasad. Ważne też są suplementy, takie jak właśnie omega 3 w formie aktywnej, będące nieodłączną częścią diety Ornisha.

    Dlatego właśnie dieta, będąca naprawdę skuteczną „ukrytą terapią” powinna być opisana bardzo dokładnie, a nie kilka razy wspomniana.

    • gitara pisze:

      Wszystko wokół jest trujące nawet powietrze, woda i roślinność spryskiwana z samolotów alluminium, barem, strontem i innym nanocząsteczkowym świństwem. Jednak mięso jest wyjątkowo szkodliwe –> https://youtu.be/FO36vw5ViUg , podobnie jak produkty mleczne GMO pszenica, żyto, kukurydza, rzepak, soja, ect. Natomiast algorytmy leczenia i lekarstwa tworzone są przez koncerny o których wielu mówi –> https://youtu.be/x6A1PqJb6Jc .
      Co do zaś witaminy C to wszystko, co głosi Zięba to najświętsza prawda. Miażdżyca to na podobieństwo szkorbutu, to stwardnienie naczyń spowodowane chronicznym brakiem witaminy C. Stwardniałe naczynia pękają, mózg wysyła polecenie produkcji choresterolu w celu ich ponownego uszczelnienia. Taka przedłużająca się sytuacja leczona nomen omen statynami z Acardem sami pomyślcie ? Pozostałe rewelacje leczenia choroby popromiennej wprost wzięte z ostatnich japońskich badań po wybuchach reaktorów w Fukushimie –> https://youtu.be/6xn-6fupVmI
      Jerzy Zięba jest jak rzadko spotykany ozdrowieńczy wiaterek w od dawna nie przewietrzanym wiadomym środowisku wzajemnej adoracji, które siedzi głęboko w mentalnej kupie zupełnie nie wystawiając głów.

  4. merkaba pisze:

    Mężczyźni, którzy jedli najwięcej warzyw i owoców żyli statystycznie 6 lat dłużej
    warzywa zawieraja zwłaszcza sórowe nie tylko witaminy ale minerały, enzymy , hormony czyli to jest zywe jedzenie bo proces, gotowania zabija wieksza połowe

    • gitara pisze:

      Żywe jedzenie to jedzenie zawierające coraz bardziej znikome niestety ilości pierwiastków w tym: krzemu niezbędnego do prawidłowej mineralizacji wapnia i tych hermetycznie sektretnych, występujących w czerwonych owocach, znacznie bardziej przedłużających życie, m.in. naprawiających DNA, śladowych ilości wysokospinowych pierwiastków z rodziny palladowców – RODU, ZŁOTA, PALLADU, PLATYNY, ect.

  5. ja on pisze:

    mineralizacja wapnia…….. który jest minerałem, ludzie albo będziemy pokorni albo idźmy do magla

  6. poprawka pisze:

    Popraw proszę „teorią naukową” na „hipotezą naukową”.

    > Teoria naukowa jest najbardziej rzetelną, rygorystyczną i kompletną formą wiedzy naukowej[1]. Odróżnia ją to od potocznego rozumienia słowa teoria, które sugeruje bezpodstawność i spekulatywność[2].
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_naukowa

  7. Ania pisze:

    Ten artykul jest nafaszerowany bzdurnymi stwierdzeniami. Odniose sie tylko do kilku.

    Autor twierdzi: „W medycynie powinno się opierać na badaniach z udziałem placebo. Sprawdzono to, rezultat był łatwy do przewidzenia – witamina C nie przedłuża życia.”
    Podany link prowadzi do jednego (slownie: jednego) badania na temat efektu witaminy C i E (a propos, ktorej E?) przy schorzeniach sercowo-naczyniowych. W dodatku to jedno jedyne badanie streszczone jest w jednym zdaniu, wiec w ogole trudno jest sie na jego temat wypowiadac.

    No ale jak mam podac JEDNO badanie, ktore wykazalo, ze wit C ma ogromny wplyw na problemy sercowo-naczyniowe, to prosze:

    Nyyssonen K, Parviainen MT, Salonen R, et al. Vitamin C deficiency and risk of myocardial infarction: prospective population study of men from eastern Finland. BMJ. 1997 Mar 1;314(7081):634-8.

    Autorzy wykazali, ze deficyt wit. C zwieksza ryzyko zawalu serca (3,5-krotnie).

    Ale przeciez wit. C to nie tylko schorzenia sercowo-naczyniowe. Co z reszta chorob, co z nowotworami, co z L.Paulingiem i E. Cameronem, ktorzy witamina C leczyli pacjentow nowotworowych w terminalnym stadium przedluzajac im zycie grubo powyzej oczekiwan, juz nie mowiac o kilku przypadkach calkowitych wyleczenien. A co ze wspanialymi osiagnieciami dr Klennera? Witamina C „nie przedluza zycia”? Wolne zarty!

    No a juz stwierdzenie jakoby J.Zieba twierdzil, „że do pełni zdrowia wystarczy olej rzepakowy”, to tak kolosalna bzdura, ze nawet nie chce mi sie tego komentowac. Powiem tylko jedno: autor tych wypocin albo ksiazki Zieby nie przeczytal, albo nie rozumie po polsku.

    Przyznaje, ze przeczytalam te jego wywody bardzo pobieznie i nie zamierzam na nie wiecej tracic czasu. Podstawowa zasada, kiedy czlowiek podejmuje sie krytyki czegokolwiek, to zapoznac sie najpierw z tym, co sie krytykuje.
    Tutaj autor tego warunku nie spelnil – nie dyskutuje z ksiazka Zieby, lecz z wlasnymi wymyslami na jej temat. Ta niby „krytyka” to po prostu żenada.

    • tomtom pisze:

      „Autorzy wykazali, ze deficyt wit. C zwieksza ryzyko zawalu serca (3,5-krotnie).”

      Nie, autorzy wykazali, że osoby które się niezdrowo odżywiają (czyli nie jedzą warzyw i owoców) mają ryzyko zawału zwiększone 3,5 krotnie.

      Nic nie dotarło, tak się starałem wytłumaczyć które badania są cokolwiek warte, jak je interpretować i gdzie robi się najczęstsze błędy, grochem o ścianę…

      Reszty nie komentuję, bo faktycznie szkoda czasu.

  8. Onka pisze:

    Metody z witaminą C tak działają, że ksiądz Kaczkowski żył z glejakiem pięć lat, a znajomy, bardzo wcześnie zdiagnozowany, który od razu poddał się wlewom z witaminy C i zaprzestał chemii po jednej serii, przeżył 5 miesięcy w koszmarnych mękach.

    Na zdrowie.

    • leszke pisze:

      Po chemioterapii też mnóstwo osób umiera w potwornych mękach. Czy to znaczy, że nie działa? Akurat 5 lat z glejakiem to dużo, a o tym znajomym się nie wypowiem. Ja znam osobę, u której nastąpiła remisja raka płuc jedynie dzięki cotygodniowym wlewom dożylnym z askorbinianu.

      Może ten twój znajomy dostawał kwas askorbinowy w żyłę zamiast askorbinianu sodu? To by wyjaśniało, czemu tak szybko zmarł w mękach.

    • Gosia pisze:

      No wlasnie p. Zieba z uporem maniaka mowi ze dawki wlewow sa istotne. Kurcze dlaczego krytycy nie dosc ze nie przeczytaja DOKLADNIE ksiazki to nie przesluchaja seminariuw etc a pozniej bzdury pisza. Ja poprzez odpowiednia suplementacje z odpow dawkami rozgonilam torbiela w piersi. Wiem ze czasem same sie wchlaniaja ALE musza miec ku temu odpowiednie warunki. Nic to…..dorzucilabym dla niedowiarkow p. Zieby aby poczytali ksiazki Nieuwymykania. Posluchali Coldwella. To co niewygodne czy po prostu INNE zwykle jest torpedowane. Proponuje jeszcze wiecej reklam z lekami to lekarze beda mieli co robic a koncerny zarobia.

      • tomtom pisze:

        Torpedowane? Przecież robiono badania kliniczne, gdzie podawano zwierzętom wodę utlenioną. Wywoływała u nich raka i przyspieszała rozwój istniejącego. Robiono badania kliniczne, gdzie podawano dożylnie witaminę C chorym z rakiem. Nie było żadnego efektu. To wszystko jest dobrze przebadane i ludzie, którzy wam sprzedają te „cudowne środki” dobrze wiedzą o tych badaniach, tylko wam o nich nie mówią.

        • Fixit pisze:

          Akurat z tymi wynikami, co do skuteczności wit. C w stanach terminalnych, to gdzie oko przyłożysz, tam jest efekt, albo go nie ma. Sprzeczne wyniki sugerują, że coś może być na rzeczy.

          • tomtom pisze:

            Nie są sprzeczne, po prostu odkryto jakiś minimalny wpływ, głównie przeciwbólowy. Były próby kliniczne i wielokrotnie podawano ją dożylnie chorym na raka, nikogo nie wyleczono, ale zdaniem badających ją naukowców zaleca się (tak, oficjalnie się zaleca!) jej podawanie jako że łagodzi skutki uboczne chemioterapii.

    • gumppek pisze:

      Mam takie samo doświadczenie. Mój znajomy pod kierunkiem panajerzego podawał matce wlewy z askorbinianu. Miała ona nowotwór płuc. Miało być dobrze ale niestety matka Jarka W. zmarła. Jarek kontaktował się osobiście z panemjerzym i charakteryzując go /już po śmieci matki/ używał tylko ostrych inwektyw.

      • tomtom pisze:

        No niestety, takich ofiar śmiertelnych pana Jerzego jest dużo, dużo więcej. Jego psychofani nie widzą ich, nie słyszą, powtarzają jak nakręceni „przecież po chemii też się czasem umiera!” i tyle z dialogu.

  9. Ena pisze:

    Chetnie poczytać opinię na temat dr Ewy Bednarczyk-Witoszek i proponowanej przez nią terapii dietą warzywną

  10. lelek pisze:

    Nagonka na Ziębę jest niesmaczna ! Medycyna akademika dużo teoretyzuje , a faktycznie jest mało skuteczna . Zięba punktuje ją . Czasy przemądrzałych lekarzy i lekarzy milczków powoli się kończą . Ośmieszanie edukacji pacjentów poprzez ich lekturę w internecie przez ludzi z tzw. branży medycznej wystawia tej branży złe świadectwo : świadectwo moralności szamana z XIX – wiecznej wioski w Nowej Gwinei !

  11. Sylwia pisze:

    nikt tu nie podwazy chyba roli wit d3 w organiżmie, pod wpływem ksiażki J.Z. zrobilam sobie badanie , za własne pieniądze , bo skierowania od lekarza nie mogłam sie doprosić mimo iz choruje na Hashimoto i osteoperozę i ciagle czułam sie zmęczona
    Badanie wykazało krytyczny poziom tej witaminy >Laboratorium zrobiło nawet adnotację na wyniku :
    „krytyczny poziom wit d3 w organiżmie , nalezy zgłosic sie natychmiast do lekarza”
    Zgłosiłam sie do lekarza z wynikiem prosząc o receptę .Lekarz odmówił mi wydania recepty twierdząc , że jest on niezbędna dla niemowląt , a jak juz koniecznie chćc jąsonie zażywać to moge sobie kupic w aptece bez recepty.
    Tlumaczenie ,ze na receptę kosztuje 3 zl a w aptece 25 za tę sama ilosc jednostek , go nie wzruszyło ,odcinek z renty w wys 1000 zl tez nie
    Takich mamy sprzedajnych lekarzy kupionych przez koncerny farmaceutyczne
    Zaznaczam , że nie był to młody lekarz na stażu
    a sytuacja miała miejsce w Zabrzu w Przychodni Hipokrates

    • tomtom pisze:

      I bardzo fajnie, że badałaś witaminę D. To jest ta jedna dobra rzecz, która z jego książki wynika. Problem w tym, że biorąc dawki zalecane przez Ziębę dość szybko będziesz mieć ryzyko śmierci tak samo wysokie, jak przy niedoborze. Nie z powodu „toksyczności”, tylko ze względu na znaczne przekroczenie wartości optymalnej dla ludzkiego zdrowia.To jest ta rzecz, której Zięba nie jest w stanie zrozumieć – powtarza ciągle, że nie ma przypadków zatrucia witaminą D3, więc wysokie dawki są bezpieczne. Zatrucia papierosami też się nie zdarzają, a zabijają one miliony osób każdego roku.

      • Fixit pisze:

        Jak twierdzi, że nie ma za wysokiej dawki? Z tego, co kojarzę, twierdzi, że poziom 25OH nie powinien przekraczać 150 ng/ml. Więc mijasz się z prawdą.

        • tomtom pisze:

          Tylko widzisz, już poziom 50 ng/ml oznacza, że masz o 30% WIĘKSZE ryzyko zgonu, niż przy 28 ng/ml. Potem to ryzyko po prostu szybuje do góry, poziom 70 oznacza już tak duże ryzyko zgonu, jak przy poziomie poniżej 5 ng/ml. Niestety, w medycynie nie ma takich prostych rzeczy, jak to Zięba próbuje wmawiać.

          • Franek pisze:

            i z jakiego powodu się umrze od tej witaminy D?

            Patrzaj, że 50ng/ml to jest dopiero krańcowy zakres poziomu OPYTMALNEGO. Czyli zalecenia medyczne są zabójcze? 🙂

          • tomtom pisze:

            No, czyli jak rozumiem, zalecenia oficjalnej medycyny gdy nam pasują, to są dobre (zalecenia optymalnego poziomu), a jak nie pasują, to są złe (zalecenia dawkowania)?

            O przyczynach zgonów można poczytać w badaniach, które cytowałem.

  12. Jacek pisze:

    Jerzy Zięba nigdzie nie napisał o wielkiej leczniczej roli oleju rzepakowego. Wprost przeciwnie, napisał o skutecznej suplementacji olejami lnianym i słonecznikowym. Jak się chce krytykować to dobrze byłoby dokładnie przeczytać.
    tom-tom w swojej ocenie jest bardzo jednostronny, przyznał, że w Ukrytych Terapiach jest powtórzone to co w jego blogach, ale książka jest oryginalna. A gdzie jego blogi?
    Jerzy Zięba robi olbrzymią dobrą robotę popularyzując naturalne metody leczenia, bo medycyna farmakologiczna niestety nie jest skuteczna. Witamina C rzeczywiście jest panaceum na wiele chorób. W książce Ukryte Terapie witaminie C poświęconych jest 60 stron. Do każdego stwierdzenia autor podaje źródła. Wiele osób zajmujących się suplementacją to potwierdza, są podawane przykłady osób z adresami. Ale witamina C witaminie C nie jest równa. Są różne witaminy C, skuteczne i przyswajalne i mało skuteczne mało przyswajalne. Są też takie, że szkodliwe i zakwaszające przy spożywaniu dużych ilości ze względu na dodatki jakie zawierają. Znawca tematu powinien umieć rozróżnić takie szczegóły, ale widocznie tom-tom jest abnegatem który co nieco liznął i usiłuje się mądrzyć. Internet wszystko przyjmie. A gdzie są wykłady czy odczyty tej pani na którą się powołuje?
    Pewnie są gdzieś w internecie, ukryte bo nie mają siły się przebić, bo być może nie takie rewelacyjne jak tom-tom określa. Nie znalazłem niczego w wykładach pana Jerzego Zięby co by mogło być szkodliwe. W wielu przypadkach jego słowa zostały potwierdzone przez autorytety które uznaję. I wobec tego p. Zięba stał się dla mnie też autorytetem. Głosił od dawna dużą rolę leczniczą marihuany leczniczej. Wziął w obronę lekarza, który niezależnie od niego dowiedział się z literatury medycznej o cudownym działaniu tej marihuany (leczniczej) stosowanej w innych krajach Unii Europejskiej w przypadkach padaczki lekoopornej u dzieci chorych często wskutek szkodliwych szczepionek. Lekarz ten zastosował tę marihuanę i podał dzieciom. Dzieci ozdrowiały, ich stan rewelacyjnie się polepszył, w nagrodę lekarza wyrzucono z pracy. Dzięki ogólnopolskiej akcji p. Zięby nie pozbawiono go prawa wykonywania zawodu. Taką mamy medycynę i lecznictwo w Polsce. Medycyna klasyczna wlecze się w ogonie w porównaniu z naturalną jeśli chodzi o choroby przewlekłe, wywołane niejako w sposób organiczny. Niestety aktualny Minister Zdrowia pochodzi ze starej ekipy ludzi ślepo wierzących w nadzwyczajne efekty lecznicze nowoczesnych, drogich środków chemicznych. Zostały zatwierdzone do obowiązkowego stosowania wg aktualnej opinii najbardziej szkodliwe, najdroższe, niedopuszczone w innych krajach szczepionki dla dzieci. Dlaczego? Zostały zatwierdzone natychmiast po wyborach co kieruje podejrzenie, że decyzja jest podziękowaniem za wsparcie w kampanii. Jest oczywiście drugi biegun: te szczepionki mimo wysokiej ceny są najlepsze, a inne kraje się na nich nie poznały. Czas pokaże prawdę, ale ew ofiarami będą niestety dzieci.
    Dlaczego nie wykonuje się badań profilaktycznych choćby poziomu witaminy D ? Tanich badań w porównaniu do kosztownego leczenia skutków niedoboru? Bo należy kosztownie leczyć. Korzystne to jest dla wszystkich oprócz pacjentów. Korzystają producenci leków chemicznych, korzysta Ministerstwo Zdrowia, bo wykazuje duże koszty leczenia i otrzymuje odpowiednio duże dotacje, potem jakieś nawet niewielkie procenty, ale spore kwoty trafiają na obsługę tego leczenia. A leczenie witaminą D, C i innymi jakie korzyści daje? Pacjent zostanie wyleczony, ale wiele zasłużonych ludzi pójdzie z torbami. W dzisiejszej medycynie chodzi o to, żeby pacjenta leczyć ale niekoniecznie wyleczyć. W wielu wypadkach leczy się objawy choroby nie sięgając do jej źródła. Choroba jest zaleczona ale wraca nawet w innej postaci bo nikt jej nie wyleczył. Klasycznym przykładem są dermatolodzy. Wysypka? oto maść, ze sterydami. Nie zajmują się wyjaśnieniem przyczyny wysypki. Jego zadaniem jest wyleczyć. Wyleczyć? Wysypka zniknie ale przyczyna pozostanie. Tak leczyć można jeszcze długo.
    A pana Ziębę podziwiam 🙂

    • tomtom pisze:

      Oczywiście, że pisał o oleju rzepakowym. Dobrze to zapamiętałem, bo gdy to czytałem akurat był boom na rzepak. A nawet jakby pisał o mieszance lnianego ze słonecznikowym (co jest tym samym), nie zmienia to faktu, że jest to zwykła bzdura jaką mógłby napisać ktoś, kto na tym kompletnie się nie zna a chce zabłysnąć.

      Do twierdzeń podaje źródła, owszem, ale w 9 przypadkach na 10 są to źródła typu „ktoś kiedyś powiedział że…”, dorośli ludzie nie powinni się łapać na takie coś. Jak powiem, że mam w piwnicy Elvis Presleya też uwierzysz, bo podam 10 źródeł (powiedział tak mój sąsiad, moja papuga i mój pies)? Ten pozostały 1 przypadek na 10 to faktycznie jakieś badanie, ale albo wynika z niego coś odwrotnego niż pisze Zięba, albo dotyczy ono czegoś w ogóle kompletnie innego i jest podane z czapy. Ale żeby to wiedzieć, trzeba te źródła przeczytać. I zrozumieć.

      Jest sporo wykładów pani Desmond, niestety, nie są popularne, bo ona nie kłamie. Kłamstwa są ładne, prawda – trudna i brutalna. Ludzie chcą słyszeć, że mogą jeść te wszystkie szkodliwe rzeczy, obżerać się tłuszczem, cholesterolem, wystarczy że kupią magiczny proszek (witaminę C) i będą zdrowi. Nie chcą słyszeć ludzi, którzy mówią im, że mają jeść niesmaczne, ale zdrowe rzeczy, że nie ma żadnej cudownej tabletki która zrobi wszystko za nich.

      Nie, nie ma różnych witamin C. Jest jedna, co potwierdzi każdy naukowiec zajmujący się tym zagadnieniem. Jednak jak to zwykle w życiu bywa, sprzedawcy z hipermarketów, kierowcy autobusów i sprzątaczki wiedzą lepiej, niż naukowcy którzy całe życie studiują temat.

      Dobra, nie chce mi się dalej tego czytać.

  13. Fixit pisze:

    Zięba twierdzi, że jest jeden rodzaj ogólnodostępnej wit.C, tylko różnią się źródłem pochodzenia i różnymi dodatkami.

  14. Donald pisze:

    Witam. Trochę późno znalazłam Pana artykuł. To miło, że stara się Pan szerzyć w „świecie” wiedzę, nawet, jeśli tylko (a mam nadzieję, że nie) poprzez krytykę laickich książek. Niestety nie ustrzegł się Pan też przed błędami, które są tak mocno zagnieżdżone w tzw. obiegowych opiniach, że powtarzane po tysiąckroć funkcjonują doskonale jako prawda naukowa. Otóż – proszę sprawdzić we wiarygodnym źródle, jakim jest np. Farmakopea czy podręcznik do Chemii leków dla studentów farmacji lub jeżeli Pan woli sprawdzić doświadczalnie, to nic trudnego – polarymetr w dłoń i do pracy – witamina C dostępna ogólnie w handlu jest PRAWOSKRĘTNA. Jest to forma L – czyli odpowiada konfiguracji aldehydu L-glicerynowego, natomiast skręcalność optyczna w prawo, płaszczyzny światła spolaryzowanego, oznaczana jest (+). Duża litera L nie oznacza lewoskrętności. To jest właśnie przykład, jak wiedza jest przekłamywana przez powtarzanie w mało wiarygodnych źródłach, lub, jak Pan napisał – bez zrozumienia wyników badań, czy błędną ich interpretację, bez znajomości chociażby podstaw statystyki. Takim osobom zapewne nic nie mówi informacja: P=95%, lub P=99%, a to często jest clou problemu.

    • tomtom pisze:

      Wytłumaczenie czytelnikom, czym się różni to wszystko wymagałoby napisania artykułu dziesięciokrotnie dłuższego z wyjaśnieniem wszystkich podstaw chemii. Jako chemik z wykształcenia mógłbym to zrobić, tylko… po co? Co to komukolwiek da, nie licząc mnożenia terminów ponad potrzebę? Liczy się to, że wszystkie witaminy C na rynku są takie same i są identyczne z naturalną. W takich wpisach blogowych używa się języka potocznego, gdy jego użycie nie ma żadnego, najmniejszego nawet znaczenia dla clue.

      • Monty pisze:

        Cyt: „…formę lewoskrętną, która niczym nie różni się od każdej innej będącej w aptece (wszystkie dostępne w handlu są lewoskrętne)”.

        Jak na chemika z wykształcenia musi pan przyznać, że palnął jak gołąb na parapet z tym: „wszystkie dostępne w handlu są lewoskrętne” gdy w istocie wszystkie są prawoskrętne.

        • tomtom pisze:

          Mój błąd, z rozpędu człowiek pisze i nie sprawdza. Wszystkie mają konfigurację L, wszystkie mają skręcalność optyczną zgodną z ruchem wskazówek zegara.

  15. busia pisze:

    Szkoda ze pan nie przeczytal dokladnie ksiazki bo Pan Zieba odraza olej rzepakowy bo jes t modyfikowany genetycznie. Wiec odradza go jesc.

  16. Mateusz pisze:

    Nie mogę uwierzyć, że ludzie tu komentujący są tak mocno zaslepieni. Współczuję Ci autorze, bo napisałeś dobry tekst, jednak jak widać ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Cóż, sami sobie szkodzą. Widać przy okazji u nich brak merytorycznej rozmowy a agresję, szkoda gadać. Jeszcze gdyby szarlatan faktycznie promował chociaż zdrową dietę, to nie, nawala dietą która prostą drogą prowadzi do choroby wieńcowej i nowotworów.

    • tomtom pisze:

      Ludzie zawsze wybierają proste, wygodne dla nich rozwiązania. Medycyna jest skomplikowana, dbanie o zdrowie trudne i niewygodne. Łatwiej uwierzyć w jakąś prostą, wygodną prawdę. A jaką popularność zdobywają doniesienia, że alkohol na coś tam pomaga, ho ho…

  17. Tomik pisze:

    Mojemu ojcu od kilku lat robili naświetlania skóry, rzekomo rak skóry, kazali unikać słońca, smarować się mocnymi kremami UV- to właśnie zwykli konwencjonalni lekarze.
    Kiedy pojawiała się na wardze rana nie do zagojenia kazali wyciąć wargę, także lekarze konwencjonalni
    Po lekturze książki Zięby, zaprzestaliśmy tych głupich i niekończących się zabiegów, które nic nie dawały. Wargę zaleczyliśmy gęstym roztworem witaminy C, następnie wykonaliśmy badanie na boreliozę. Okazało się ze ma przechodzona wieloletnią borelie. Ale juz nie poszliśmy z tym do lekarza , bo właśnie skończyło się zaufanie do nich. Ojciec leczy się ziołami , głównie szczecią i witamina C naturalną oraz kilka innych ziól i ma się obecnie bardzo dobrze, skóra się wygoiła choć jeszcze nie całkiem, ale samopoczucie na doskonale. Zbyt daleko poszła pycha lekarzy >>

    • tomtom pisze:

      To, że lekarze robią błędy to jedna sprawa. Zaufanie do pierwszego lepszego gościa którego wiedza kończy się na „przepisałem kilka angielskich blogów i wydałem je jako książkę” może skończyć się tragicznie – już wiele osób po takich radach pożegnało się nie tylko ze zdrowiem, ale i z życiem.

      Z wargą mogło być kilka scenariuszy. Jeden – wykryto komórki rakowe. W takiej sytuacji faktycznie „zagoi się”, tyle że zabije za kilka czy kilkanaście miesięcy. Tak właśnie przekręcił się Bob Marley – „co mi tu idioci w kitlach będą gadać że trzeba palca obciąć, to tylko mała ranka… o, zagoiła się… o cholera”. Drugi – wykryto tam infekcję na przykład gronkowcem, która zagrażała przerzuceniem się na mózg i zabiciem w kilkanaście godzin. Nie widziałem tego, nie wiem co tam się działo, nie mogę ocenić decyzji lekarza, ale często jest tak, że podejmuje się decyzję „tniemy”, bo co prawda na 20 takich przypadków w 19 się zagoi, ale w 1 pacjent przejedzie się na tamten świat.

      Skąd wiesz, że to co naświetlali to nie był rak skóry (są odmiany bardzo łagodne, które łatwo leczy się właśnie tak jak opisujesz), który już rok temu zabiłby ojca, gdyby nie lekarze?

      ps. niech zgadnę, ta „borelioza” została wykryta specjalnym nieoficjalnym testem polecanym w internecie, bo te oficjalne według internetu nie działają?

  18. Man pisze:

    Działa nie działa. Trochę działa ale nie do końca itd. Jedno jest pewne. Nie muszę czytać książek p.Zięby, wystarczy rozejżeć się dokoła. Wniosek gotowy bez badań bez profesorów i autorytetów. MEDYCYNA AKADEMICKA NIE DZIAŁA. Ot i cała diagnoza.

    • tomtom pisze:

      Tak bardzo nie działa, że mamy średnią życia pod 80 lat.

      • motmot pisze:

        tomtom podziwiam, że masz siłę odpisywać na te wszystkie głupoty:) Uważam, że powinieneś pozwolić ewolucji działać. I tak ich nie przekonasz, byle grażyna z internetów ma obecnie większy autorytet, niż rzetelna wiedza.

        Man zapamiętam, gdy będzie trzeba panu wyciąc wyrostek-nie zrobię tego, wszak medycyna akademicka nie działa. Gdy zachoruje pan na nowotwór-nie podam chemii ani leków przeciwbólowych, wszak medycyna akademicka nie działa. Nie wykonam resuscytacji, gdy zatrzyma się pana krążenie, medycyna akademicka i tak nie działa. Gdy pan oślepnie z powodu odwarstwienia siatkówki nie skieruję pana na witrektomię, bo operacja nie działa. Jesli złamie pan nogę, odeślę pana do domu, bo medycyna akadmicka nie działa. Obawiams sie, ze dla pana nie ma juz ratunku.

      • kowal pisze:

        tomtom- Ty zaraz napiszesz, że żyjemy 80 lat dzięki szczepionkom 😛
        Nie wiesz, skąd się wzięła średnia długość życia, czy wiesz?

  19. Rubescens pisze:

    tomtom i jemu podobna hałastra odnosi się dziwnie krytycznie tylko do kilku procent informacji zawartych w książkach Zięby, ale stara się stworzyć wrażenie jakby ogarniała i zrozumiała całość tych prac. Jak każdy nieuczciwy nie próbuje nawet podeprzeć się choćby literaturą. Wyszczekany, gównowiedzący cwaniak, albo grupa, której zdrowie innych po prostu wisi. Kto płaci za takie tomtomy? Bob Marley, eh, co za skurwysyństwo podsuwa takim „fachowcom” uciekanie się do podobnych przykładów. Pamiętamy chemika z filmu Pasikowskiego….

    • Konrad Kołodziejczyk pisze:

      Nie rozumiem dlaczego ludzie po przeczytaniu krytyki Zięby tak bardzo krytykują tomtoma. Przecież tomtom ma ten sam cel, co Zięba, to znaczy promować metody leczenia, które nie weszły do kanonu oficjalnej medycyny. Zamiast się cieszyć, że jest ktoś, kto robi to lepiej niż Zięba, mianowicie nie proponuje – jak Zięba – metod, które są sprzeczne z wiedzą naukową, to ludzie, którzy przeczytali książkę Zięby, po nim jadą.

  20. bowa pisze:

    Trafiłam tu przypadkiem, bo chciałam się dowiedzieć, kim jest owy osławiony dr Zięba. Nie znam się kompletnie na medycynie, ale:

    w wale korbowym nie ma napięcia. Jest naprężenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *