Jod

Jod zasługuje na oddzielny artykuł. Pisałem o nim w kilku innych miejscach, ale temat jest na tyle istotny, że powinien znaleźć się na głównym blogu.

Na początek trochę pomarudzę. Ludzi interesujących się alternatywą można podzielić na dwie duże grupy.

Pierwsza – to fanatyczni zwolennicy. Wierzą we wszystko, co przeczytają w internecie. Jeśli coś nie zostało przebadane – na pewno działa, bo właśnie dlatego złe koncerny tego nie zbadały.

Druga, równie głupia – fanatyczni przeciwnicy. Wierzą, że wszystko co jest w internecie, a nie ma na wikipedii to nieprawda. Jeśli coś nie zostało przebadane – na pewno nie działa, bo gdyby działało, to na pewno dobre koncerny farmaceutyczne by to przebadały.

Myślę, że w obu tych przypadkach chodzi głównie o pompowanie swojego ego. Obie strony barykady uważają, że walczą o coś dobrego, obie czują się częścią jakiejś większej społeczności. To trochę jak z kibolami albo rasistami, dzięki dołączeniu się do jakiegoś nurtu, identyfikacji z grupą można poczuć się lepszym od innych.

W przypadku jodu pamiętam dyskusje z przedstawicielami obydwu nurtów betonu. Fanatyczny zwolennik picia dawek rzędu kilkaset razy większych od rekomendowanego spożycia uważał, że absolutnie nic złego nie może się stać, a jak zobaczył badania, gdzie co drugiej osobie coś się jednak stało – stwierdził, że pewnie potem ci ludzie by wyzdrowieli.

Z kolei lekarz, który postanowił „przemówić do rozsądku” przedstawicielowi tego złego, głupiego nurtu alternatywy (czyli mi), wyjaśniał że niedoborów na pewno nie ma, bo nie ma, przecież gdyby były to by o tym wiedział. Jak mu pokazałem badania z których wynika, że jednak są i to masowe – jakieś styki mu się w głowie poprzepalały, zaczął mnie wyzywać i zablokował.

Ma to przełożenie na dostępność informacji – osoba szukająca czegoś o tym pierwiastku trafia albo na stronki, które są prowadzone przez fanatycznych zwolenników, albo na witryny przeciwników. Komuś nie obeznanemu z medycyną czy metodologią trudno się w tym wszystkim rozeznać. Stąd konieczność zrobienia tego wpisu – próba racjonalnego spojrzenia na zagadnienie, z uwzględnieniem zarówno zalet, jak i wad suplementacji.

TYPY SUPLEMENTÓW

Tu nie ma za bardzo dużego pola do popisu – suplementy dzielą się na organiczne (np kelp) i nieorganiczne (zazwyczaj jodek potasu). Szczerze odradzam wszelkie formy organiczne, pomijam już problem tego, jak się przyswajają (według niektórych badaczy dużo gorzej i powodują większe problemy, według innych są lepsze), ale główny problem to zanieczyszczenia. Preparaty typu kelp siłą rzeczy muszą mieć w sobie inne pierwiastki z tej samej grupy – głównie fluor i brom. Mają one wyraźny negatywny wpływ na tarczycę. Zdarza się, że są też zanieczyszczone metalami ciężkimi. A przede wszystkim – są cholernie drogie.

Właściwy suplement to jodek potasu. W tej formie można go spotkać w praktycznie każdej multiwitaminie, a teraz uwaga, niespodzianka – ten sam jodek potasu, który kupimy nawet nie w aptece, ale w każdym hipermarkecie będzie już tylko na receptę, jeśli znajdzie się w tabletce bez innych dodatków. Nie pytajcie dlaczego, nie jestem ministrem zdrowia, jestem zdrowy psychicznie.

Co pozostaje?

Albo trzeba uśmiechnąć się do multiwitaminy, albo sprowadzać tabletki z np Iherb czy Vitacost, albo… zrobić suplement samodzielnie. To ostatnie jest dość kłopotliwe, pomyłka o 3 zera w szkole to jedynka z chemii, w realnym życiu – ciężkie zatrucie. Niemniej jeśli ktoś chce się bawić w małego chemika, może na allegro czy nawet w aptece kupić jodek potasu czy zwykłą jodynę, rozpuścić to w wodzie, a potem odmierzać właściwą dawkę strzykawką (rozpuszczanie w dużej ilości wody pozwala ustrzec się błędów wynikających z niedokładnie odważonego suplementu).

Robimy zdrowe suplementy!

Dla odważnych, podaję wartości:

0,8 grama jodku potasu to 800 mg, z czego samego jodu będzie 620 mg (wyliczone z mas molowych).

0,8 grama jodku potasu rozpuszczone w 200 ml wody da około 3 mg jodu / 1 ml roztworu

0,8 grama rozpuszczone w 2 litrach wody da 0,3 mg (300 mcg) w 1 ml.

0,4 grama rozpuszczone w 2 litrach da dokładnie 150 mcg/l, czyli tyle, ile powinno się dziennie zażywać.

Jodek potasu na allegro to zawrotne sumy rzędu 10 zł, zaś waga mająca dokładność 0,01 grama kosztuje około 20 zł (albo można pożyczyć od znajomego dilera).

Jodyna i płyn Lugola są mniej pewnym źródłem – zawarty w nich jod atomowy po pierwsze może najzwyczajniej wyparować, po drugie – jest silnie  reaktywny.

SPOŻYCIE JODU W POLSCE

Od kiedy wprowadzono jodowanie soli, czyli – dosłownie – wymuszono na każdym z nas suplementację, stan zdrowia społeczeństwa w Polsce znacznie się poprawił. Rodzi się mniej głupich dzieci, rodzą się ogólnie zdrowsze, przypuszczalnie miało to nawet wpływ na średnią długość życia.

Jako że jodowanie soli było wprowadzane systematycznie na przestrzeni wielu lat, istotne będą jedynie najnowsze badania. Do kosza należy wyrzucić wszelkie badania gdzie pacjenci wypełniają kwestionariusze co jedli – właściwym wskaźnikiem jest ilość jodu znajdująca się w moczu. Według zaleceń WHO, powinno go tam być pomiędzy 100 a 200 mcg/l, przy czym wartości poniżej 50 mcg/l są już ciężkim niedoborem. Dla kobiet w ciąży idealny wynik to 200 mcg/l, zaś minimalna wartość to 150 mcg/l:

http://apps.who.int/iris/bitstream/10665/85972/1/WHO_NMH_NHD_EPG_13.1_eng.pdf

Przyjrzyjmy się przeprowadzonym w naszym kraju badaniom:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18475048

Porównano tutaj wyniki dzieci przed i po wprowadzeniu obowiązkowego jodowania soli. Bardzo ładnie się podniosło, ale w dalszym ciągu średni wynik to tylko 93 mcg/l, ponad połowa dzieciaków miała wynik poniżej rekomendowanej wartości. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że ten sam dzieciak na drugi dzień może mieć wynik powyżej rekomendowanej, bo akurat zje dorsza na obiad. Niemniej – do „idealnego” poziomu 150 mcg/l bardzo dużo brakuje, część dzieciaków będzie miała problemy związane z niedoborami.

Przyjrzyjmy się z kolei badaniu kobiet w ciąży – tutaj jest o tyle ciekawie, że mają one zalecane suplementy jodu, jako że niski poziom bardzo mocno odbija się na zdrowiu dziecka:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21104637

Średni poziom wynosił 112 mcg/l, przy czym dla grupy która nie brała suplementów wynosił on średnio zaledwie 97 mcg/l.

Oznacza to, że przeciętna kobieta w ciąży nie przyjmująca suplementów ma tylko połowę „idealnego” poziomu jodu, co poważnie odbija się na zdrowiu dzieci, na przykład okazało się, że matki z niskim poziomem hormonów tarczycy czterokrotnie częściej rodzą dzieci z autyzmem (ale i tak wmówią sobie, że to wina szczepionek):

http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/ana.23976/abstract

Mamy jeszcze jedno badanie stanu dzieci:

https://thyroidresearchjournal.biomedcentral.com/articles/10.1186/1756-6614-5-23

Tym razem jest nieco lepiej – średnie stężenie to 101 mcg/l. Ale w dalszym ciągu jest to o 50 mcg/l mniej, niż powinno być, by zapewnić idealny poziom u większości dzieci. Przypominam, że to średnie spożycie – jeśli wynosi ono 101 mcg/l, w grupie znajdą się dzieciaki, które mają zaledwie 50 jak i te, które będą miały 150. Dlatego dąży się do wyższych wartości, ale nie takich, by część osób wypadła na ponad 250 mcg/l.

Podsumowując – żeby zmieścić się w oficjalnych normach WHO, statystyczna osoba w Polsce powinna mieć w moczu 50 mcg/l jodu więcej. Nie oznacza to, że powinna spożywać 50 mcg jodu – aby osiągnąć taki efekt, powinno się dodatkowo spożywać około 150 mcg dziennie. Kobieta w ciąży powinna brać suplementy zawierające nawet 250 mcg jodu (zresztą takie chyba są najczęściej polecane przez lekarzy). Idealna sytuacja to rozbicie tego na dwie dawki w ciągu dnia.

TARCZYCA

Słowem wstępu – jod odpowiada za stan tarczycy. Można powiedzieć, że jedyna funkcja tego narządu to zamiana jodu w hormony. Jeśli tego pierwiastka będzie zbyt mało, wpadniemy w niedoczynność – i tutaj nie ma możliwości, żeby było inaczej. Oczywiście nie każda niedoczynność jest wynikiem niedoboru, ale niedobór zawsze skończy się tą chorobą. I tu mamy pierwszy problem – polscy endokrynolodzy. Jest ich mało, a ci którzy są to relikty poprzedniej epoki, zapewne znakomita większość z nich nie zdałaby współczesnego egzaminu lekarskiego. Co więcej, ten beton siedzi na wyjątkowo dobrze opłacanych stołkach, ma dość mocne układy, efektem czego jest niemal całkowicie zablokowana możliwość kształcenia nowych specjalistów w tej dziedzinie.

W wyniku tej sytuacji mamy sytuacje, gdy decyzje endokrynologów są po prostu kuriozalne. Spotkałem się z przypadkiem kobiety, która była u pięciu (!) różnych lekarzy, od każdego dostała zupełnie inną diagnozę i w związku z tym pięć różnych zaleconych sposobów leczenia. Siłą rzeczy, przynajmniej czterech z tych lekarzy się pomyliło. Całkiem niedawno na forum kobieta poszła do „specjalistki” ze swoją niedoczynnością – miała wyniki tarczycy świadczące o problemie, do tego cały zestaw towarzyszących objawów – podwyższoną prolaktynę, zbyt niskie ciśnienie krwi, problemy z zatwardzeniami i tak dalej. Co na to szanowna lekarka? „Pani tarczyca jest w porządku, pani głupot w internecie nie czyta, tu recepta na leki na prolaktynę, tutaj na niskie ciśnienie, tu na problemy z jelitami…”. W efekcie wypisała jej recept na ponad 500 zł miesięcznie. Dla porównania, leczenie tarczycy, które zlikwidowałoby wszystkie te problemy, to około 5 zł miesięcznie.

Sam swego czasu miałem nieprzyjemną sytuację, gdy poszedłem do lekarki zapytać, czy mogłaby wypisać mi suplementy jodu – jako wegetarianin podejrzewałem niedobory, obawiałem się, że tarczyca nie będzie pracować jak trzeba. Powiedziała, że nie ma mowy, może mi wypisać skierowanie na badanie tarczycy, a jak wyjdzie że mam problem – wypisze mi receptę na hormony. Kretynka.

To są błędy oczywiste, ale mamy też nie tak jasny, o wiele bardziej powszechny – leczenie niedoboru jodu hormonami. Jak pisałem, niski poziom tego pierwiastka zawsze prowadzi do niedoczynności. Właściwym rozwiązaniem jest uzupełnienie niedoboru, żeby biedna tarczyca miała surowiec do produkcji hormonów – zamiast tego lekarze przepisują syntetyk, który co prawda likwiduje objawy, ale raz że potrafi uzależnić (organ nieużywany zanika, jeśli będziemy odpowiednio długo zastępować tarczycę w jej pracy, będzie problem z jej powtórnym „uruchomieniem”), a dwa – takie postępowanie jest po prostu absurdalne, jeśli ktoś ma niedobór witaminy B12 i związaną z tym anemię, to podaje mu się witaminę w tabletkach czy w zastrzyku, a nie robi co miesiąc transfuzję.

O tym, jak rodzimi rzeźnicy wykańczają chorych z problemami tarczycowymi można pisać bardzo długo – ignorowanie nadczynności, wycinanie tego narządu bo pojawiają się zmiany, które ma co drugi zdrowy człowiek… eh, szkoda gadać.

Pojawia się pytanie – co z nadczynnością? Skoro niski poziom jodu prowadzi do słabej pracy tarczycy, czy wysoki nie skończy się nadmierną jej aktywnością? Tu odpowiedź jest zaskakująca – to właśnie niski poziom może prowadzić do nadczynności. Mechanizm jest bardzo prosty – zachodzi kompensacja, gdy tego pierwiastka jest zbyt mało, tarczyca jest po prostu o wiele mocniej stymulowana. Co prawda nie ma wtedy objawów klinicznych niedoczynności, ale takie zmuszanie narządu to zbyt intensywnej pracy nie kończy się dla niego zbyt dobrze. Żeby nie było tak wesoło – znacznie podwyższone spożycie jodu również prowadzi czasem do nadczynności, ale nie na zasadzie prostego zwiększenia produkcji, tylko z powodu zaburzeń w pracy narządu, które w końcu prowadzą do jego degeneracji.

Badania statystyczne pokazują, że optymalny poziom spożycia jodu jest bliski rekomendowanemu – wtedy częstotliwość występowania schorzeń tego narządu jest najniższa:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20172467

Ogólne ryzyko zachorowanie na nowotwory tarczycy pozostaje zbliżone zarówno przy zbyt wysokim, jak i zbyt niskim spożyciu, ale wyższy poziom sprawia, że częściej pojawia się mniej groźna odmiana.

Pozostaje jedno schorzenie – autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, choroba Hashimoto. Tutaj badania nie pozostawiają wątpliwości – wyższe spożycie jodu wiąże się ze zwiększoną zachorowalnością. Mamy przykład z Polski, gdzie ilość zachorowań zwiększyła się aż czterokrotnie (do prawie 6%) po wprowadzeniu jodowanej soli:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11751062

Tego typu badania mają jedną istotną wadę – nie wiadomo, czy te osoby po prostu nie miały ujawnienia choroby, która i tak pojawiła by się w późniejszym czasie, wiadomo, że jod może przyspieszyć taki proces. Niemniej czterokrotnie częstsza choroba to zbyt wysoki wynik, by w całości „usprawiedliwiać” go takim mechanizmem. Jako że praktycznie wszystkie dotychczas przeprowadzone badania dały zbliżony wynik, można bezpiecznie założyć, że suplementacja jodem powyżej rekomendowanej dawki nawet kilkukrotnie zwiększa ryzyko zachorowania na Hashimoto.

Co prawda są głosy, że zwiększone ryzyko dotyczy głównie tych osób, które wcześniej miały niedobór tego pierwiastka, ale wnioski dla przeciętnego czytelnika pozostają te same – jeśli masz niedobór jodu i zaczniesz go uzupełniać, ryzykujesz chorobę autoimmunologiczną.

Czy Hashimoto jest groźne? Niezupełnie. W najgorszym wypadku skończy się tym, że trzeba będzie łykać tabletki z syntetycznymi hormonami (co i tak byłoby koniecznością w przypadku przedłużającego się niedoboru jodu). Choroba nie ma żadnych poważniejszych konsekwencji, jeśli się te tabletki łyka. Można zminimalizować ryzyko, jeśli równolegle z jodem będzie się przyjmować selen.

Można spotkać się z wyssanymi z brudnego palucha rewelacjami, jakoby bardzo wysokie dawki jodu (setki razy przekraczające zalecenia) leczyły autoimmunologiczne zapalenie tarczycy. W całości pochodzą one od jednego „lekarza”, który uzasadniał podawanie wysokich dawek tym, że… tyle jodu spożywaliśmy, zanim Bóg wygnał nas z raju, dlatego takie spożycie jest naturalne. Tego szaleńca cytuje Zięba w swojej książce. No cóż, są ludzie którzy uwierzą dosłownie każdemu, kto mówi to, co chcą usłyszeć.

Podsumowując – dodatkowa suplementacja uchroni sporo osób przed niedoczynnością i koniecznością przyjmowania syntetycznych suplementów, ale też u części osób doprowadzi do choroby autoimmunologicznej, która zmusi ich do brania tychże tabletek. Odsetek zachorowań na nadczynność pozostanie niemal niezmieniony, ogólny odsetek zachorowań na nowotwory tarczycy – również, ale zmniejszy się częstotliwość występowania jego groźniejszej odmiany, co zmniejszy śmiertelność.

NOWOTWORY

Na koniec najciekawszy aspekt – nowotwory. Jod jest niezbędny do prawidłowej pracy tarczycy, to prawda. Ale nie tylko. Komórki które posiadają zdolność jego akumulacji znajdują się również w tarczycy oraz w gruczołach piersiowych. Od dawna jest głośno o tym, że spożycie jodu może znacznie zmniejszyć zachorowalność na te choroby – przypominam, że statystycznie co trzydziesty człowiek umiera na raka piersi czy prostaty (ogólnie nowotwory zabijają co czwartego z nas).

Najwięcej badań dotyczy nowotworu piersi, niestety nikt nie przeprowadził ich na większą skalę – zresztą, kto miałby takie badanie zasponsorować?

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15922087

Tutaj podano substancję wywołującą zmiany nowotworowe dwóm grupom szczurów – jedna z nich miała dietę normalną, druga otrzymała stosunkowo duże dawki jodu. U 72% normalnie karmionych szczurów rozwinęły się zmiany nowotworowe, ale tylko u 30% tych, które otrzymały jod, przy czym działał tylko ten w postaci atomowej (takiej, jaka jest w np jodynie, ale nie w jodku potasu).

Jest sporo badań, w których zioła bogate w jod zatrzymywały rozwój raka piersi u szczurów, albo dosłownie zabijały ludzkie komórki nowotworowe, pozostawiając nietknięte komórki zdrowe:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10551319

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11376555

Badania jasno pokazują, że kobiety chorujące na raka piersi mają znacznie częściej równoległe choroby tarczycy, wskazujące na niedobory:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC314421/

Porównując śmiertelność na raka piersi i prostaty w Japonii i w USA widać kilkukrotną różnicę, w Japonii spożywa się kilkukrotnie więcej jodu (ale nie aż tyle, ile sugerują różne alt-blogi). Co ciekawsze, Japończycy którzy wyjadą do Ameryki i zaakceptują tamtejszą dietę, mają umieralność identyczną jak typowy mieszkaniec tamtego kraju, więc nie ma to nic wspólnego z genami.

Podobne wyniki mamy dla nowotworów prostaty – osoby z zaburzeniami pracy tarczycy mają 3-4 razy wyższe ryzyko zachorowania:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17571964

W tym badaniu wyszło, że spożycie jodu nie ma dużego wpływu, ale trzeba uwzględnić, że tak naprawdę badano, ile jodu spożywali pacjenci dzień przed badaniem, a nie ile w ciągu np roku.

Przeglądając statystyki zachorowań w Polsce widać wyraźnie, że wprowadzenie jodowanej soli nie zmniejszyło wyraźnie ryzyka – być może nawet w ogóle na nie nie wpłynęło. Oznacza to, że albo jod ma niewielkie znaczenie, albo też że dawka była po prostu zbyt mała, by cokolwiek zmienić.

Sugeruje się również, że niedobór jodu może znacznie wpływać na ryzyko zachorowania na raka trzonu macicy oraz raka jajnika.

Przypuszczalnie jod nie ma większego wpływu na pozostałe nowotwory, co widać porównując zachorowalność w Japonii i w krajach z niskim spożyciem.

Wygląda na to, że to jest rozwiązanie zagadki niskiej zachorowalności na nowotwory piersi

Warto tu również zaznaczyć, że statystyka zachorowalności na raka piersi jest niższa w Indiach niż w Japonii – przym czym Japonia to kraj z chyba najwyższym spożyciem jodu na świecie, Indie – mają jeden z najniższych. To, co łączy te kraje to dieta – znakomita większość kalorii pochodzi z węglowodanów, spożycie mięsa i tłuszczu nasyconego jest bardzo niskie.

Podsumowując, niski poziom jodu wydaje się być znaczącym czynnikiem ryzyka kilku nowotworów, suplementacja może zmniejszyć ryzyko nawet o kilkadziesiąt procent, ale w porównaniu do na przykład ogólnej diety, która może zmniejszyć ryzyko o kilkaset procent – jego wpływ jest marginalny. Niemniej nawet jeśli jod będzie zmniejszał te ryzyko o 1/3, to jego suplementacja uratuje życie co setnej osobie.

Comments

comments

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Jod

  1. d pisze:

    To ile tego jodku potasu i selenu brać, aby dał tylko korzyści?

  2. d pisze:

    To ile brać tego jodku potasu i selenu, aby czerpać tylko korzyści?

    • tomtom pisze:

      Nie istnieje gwarancja „tylko korzyści” – możemy mówić tylko i wyłącznie o prawdopodobieństwie. Czyli suplementując jod w dawce ustawiającej nas statystycznie w idealnym miejscu zaleceń WHO, mamy (wartości trochę z sufitu, ale chodzi o pokazanie mechanizmu) te powiedzmy 3% ryzyka wywołania sobie autoimmunologicznego zapalenia tarczycy, 5% szansy że unikniemy innej choroby tarczycy wynikającej z niedoboru, a do tego prawdopodobnie jakąś szansę, że uratujemy sobie życie unikając raka piersi czy prostaty – powiedzmy ten 1%. W przypadku kobiet planujących ciążę rachunek zysków i strat jest jeszcze korzystniejszy. Selenu radziłbym brać 50-100 mcg, czyli tyle, ile się zazwyczaj zaleca, to dodatkowo zmniejsza ryzyko powikłań po jodzie, a także zwiększa jego korzyści – badania sugerują, że połączenie jodu i selenu jeszcze mocniej chroni przed rakiem piersi, niż te pierwiastki oddzielnie.

  3. ktos pisze:

    Dziękuję za wpis, jak zawsze na propsie.
    Jeśli dałoby się choć trochę jeszcze, rozwinąć kwestię suplementacji lugolą(jodek potasu z jodem atomowym) – np. jakie mogą być różnice/korzyści, jak liczyć wtedy spożycie itd.

    • tomtom pisze:

      Jest niewygodny, bo ciężko odmierzyć, paruje, jak się przygotuje w litrowej butelce to może z czymś w niej reagować, jak odmierzasz kropelkami to te kropelki mogą się różnić, na dodatek taki wolny jod może wywołać silną reakcję alergiczną. Stanowczo korzystniejszy jest jodek potasu. Chociaż w jednym z badań to właśnie jod atomowy chronił przed nowotworem piersi u szczurów.

  4. Teodor pisze:

    A wody jodowane do kupienia w każdym supermarkecie mają sens? W ogóle co to za pomysł, że w multiwitaminie, wodzie, soli może być jod, a samodzielnie jako suplement już nie?

  5. @dario pisze:

    Czy nie wydaje się dziwne , że tarczycy szkodzi dawka większa od zalecanej chociaż tarczyca ma możliwość skumulowania kilkadziesiąt miligramów jodu , potem się zamyka i dodatkowy jod nie ma na nią wpływu ? Autorowi artykułu brak logicznego myślenia. Skoro tarczyca ma możliwość zmagazynowania tak dużej ilości to musi to być bezpieczne bo jest to zabezpieczenie ewolucyjne powstałe w wyniku niesystematycznego dostarczania jodu w pożywieniu . Dlatego zapas wystarcza na kilka miesięcy . Wielkość zapasu nie ma wpływu na pracę tarczycy o ile nie jest go za mało . Jasno z tego wynika , że nie ma pojęcia „za duża dawka ” jeśli chodzi o tarczycę gdyż nadmiar jest magazynowany a po wypełnieniu tarczyca się zamyka i nadmiar jej nie dotyczy a jest wykorzystywany przez organizm . Szybkie zapełnienie tarczycy jest najlepszym sposobem zabezpieczenia jej przed chlorowcami(chlorem ,fluorem i bromem) i zapewnia jej komfortową pracę tzn . Produkuje tyle hormonów ile potrzeba bo ma z czego . A kiedy jest pełna ma mniejszy kontakt z chlorowcami przez co ma czas na samoleczenie . Ponieważ spożycie fluoru i bromu znacznie wzrosło w ostatnich dekadach a jodu zmalało jest to poważny problem dla tarczycy . Małe dawki jodu ,takie jak z jodowanej soli narażają tarczycę na ciągłą ekspozycję na chlorowce . A jak wiadomo lżejsze wypierają cięższe w reakcjach chemicznych najcięższy jod jest wypierany ze związków a ponieważ jest bardzo aktywny chemicznie łączy się z każdą napotkaną cząsteczką co powoduje szereg reakcji chemicznych uszkadzających komórki tarczycy . Dostarczając stale małe dawki jodu proces ten jest długotrwały co prowadzi do chorób tarczycy a nawet do Hashimoto bo osłabia barierę immunologiczną tarczycy . Potwierdzają to badania po wprowadzeniu jodowania soli .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *